wtorek, 4 czerwca 2013
29 - Party Time! Cz.2
- Kochanie już jesteśmy. - Obudził mnie Zayn. Zawsze lubiłam sobie zasnąć podczas dłuższej podróży.
- Boję się. Zayn a co będzie, jeśli mnie nie polubiom? - spytałam.
- Nie panikuj. Pokochają cię. - Powiedział.
- A co jeśli nie? - Uniosłam lekko ton.
- To ja będę kochał cię jeszcze mocniej. - Cmoknął mnie.
- Raz kozie śmierć. Mam nadzieję, że przyjdziesz na mój pogrzeb. - Powiedziałam.
- Przestań. Weź Ali i idziemy. - Odparł, wysiadł z samochodu, ja chwyciłam psa, a Zayn otworzył mi drzwi.
- Jaki dżentelmen... - Zaśmiałam się.
- Staram się. - Uśmiechnął się i wziął bagaże, czyli 2 walizki.
- Mogę wziąść tą swoją walizkę. - powiedziałam
- Nie. Dam radę. - Odparł.
Podeszliśmy do drzwi, po czym Zayn zapukał. Po chwili otworzyła nam dziewczyna, podobna do Zayna, może starsza o rok od Malika.
- Na reszcie przyjechaliście. Wejdźcie, bo zamarzniecie. - Powiedziała ciepłym głosem i nas wpuściła.
- Ari, poznaj moją starszą siostrę, Doniya'e. Doniya poznaj Ari. Moja dziewczyna. - Powiedział odkładając walizki.
- Cześć. Miło cię w końcu poznać osobiście, Zayn tyle o tobie gada i gada i japa mu sie nie zamyka. - Zaśmiała się i podała mi dłoń.
- Mam nadzieje, że same dobre rzeczy. - Uścisnęłam jej dłoń.
- Zayn! - Krzyknęła jakaś mała dziewczynka, tak na moje oko miała ok. 9 lat.
- Hej... Ari poznaj moją najmłodszą siostrę Safaa'ę. Safaa poznaj Arianę. - Powiedział Zayn.
- Hej Ari. - Przytuliła mnie.
- Cześć. - Ja.
- O hejka. Jestem Waliya, a ty pewnie Ariana. Miło mi. - Powiedziała.
- Hej. - Odpowiedziałam.
- Chodź Ari poznasz rodziców. - powiedział Zayn i pociącnął mnie w stronę kuchni.
- Dzień dobry. - Powiedziałam, gdy weszliśmy do owego pomieszczenia
- O cześć dzieci, pewnie jesteście zmęczeni podróżą. Długo jechaliście? - Przywitała ciepło nas jego mama.
- 5 godzin z przystankami. - Odparł.
- Może pani pomóc? - Spytałam.
- Nie, chociaż... Mogłabyś pokroić pomidory w kostkę na sałatkę? - Spytała Trish.
- Pewnie. - Uśmiechnęłam się, umyłam ręce i wzięłam się za krojenie pomidorów.
- Mamo, a tata gdzie jest? - Zapytał Zayn.
- W salonie mecz ogląda. - Odparła.
- Zaraz wrócę kochanie. Wy w tym czasie możecie pogadać, poplotkować, a ja sie przywitam z tatą. - Powiedział Zayn i wyszedł z kuchni.
- Nie długo wasze urodziny huh? - Trish
- Tak. Kompletnie nie wiem co mu dać. Tekst "ucieszę się bez względu na to co mi dasz" nie pomógł. - ja
- Zayn zawsze taki był, lubił rozpieszczać bliskich. - Trish.
- Tak... Ale po wielu próbach wydusiłam z niego co chciałby ode mnie dostać na święta i na urodziny. Nie było to łatwe, ale sie udało. - Zaśmiałyśmy się.
- Ciężko, co nie? I co mu dajesz? - Pytała.
- Na święta daje mu bilet VIP na ostatni koncert jego ulubionego, czyli *NSYNC. Mówił, że nigdy nie miał okazji iść, a na urodziny, chciał koszulkę z Jackiem Danielsem i Jacka Danielsa. - Na to ostatnie Trish zaśmiała się razem ze mną.
- Bywa nie obliczalny... - Powiedziała.
- To prawda... - Odparłam.
- O czym sobie gadacie? - Do kuchni wpadł Zayn.
- A tak ogólnie. - Odpowiedziała mu Trish.
- Pomidory pokrojone proszę pani.- Powiedziałam.
- Żadne Pani. Mów mi mamo. Wiem co spotkało twoich rodziców... Przykro mi. - Trish.
- Trudno się mówi, żyje się dalej... Dziękuję... Mamo. - To miło z jej strony.
- Ari... - Zaczął Zayn.
- Zaczyna się... Co się stało? - Spytałam.
- Chodź do salonu, poznasz tatę, to raz, a po drugie, to daj buziaka. - Powiedział.
- Jak mama z nim przez prawie 20 lat wytrzymała? - Spytałam stojącej koło mnie Trish.
- Właśnie sama się zastanawiam... Zayn, wiesz że zaraz kuzyni przyjadą? - Spytała.
- Ari poznasz całą rodzinę. - Powiedział.
- C...całą? - Wyjąkałam.
- Spokojnie Ari dasz radę. - Zayn.
***
Święta u państwa Malik były wspaniałe. Zayn co po chwilę mnie chwalił. Babcia Zayn'a opowiadała różne historie z jej i jej męża życia. To były pierwsze święta bez niego, lecz wszyscy mimo to uśmiechnięci od ucha do ucha. Od Zayn'a dostałam piękny naszyjnik w kształcie serca. Nie mógł mi uwierzyć, że daje mu bilet na ostatni koncert jego ulubionego zespołu. Po paru dniach wróciliśmy do Londynu.
__________________________________________________________
Tak skróciłam, bo by był za długi.... Ale se wcześniej myślałam i chyba zawieszę tego bloga, bo za mało komentujecie.
Next = nie wiem kiedy.
May.
niedziela, 2 czerwca 2013
28 - Party time! cz1.
Dzisiaj wstałam o 9. Wzięłam prysznic i ubrałam się w to, włosy zostawiłam rozpuszczone, a makijaż był delikatny. Zjadłam śniadanie, zrobione przez Joanne, a po nim ogarnęłyśmy calutką chatę i zmęczone opadłyśmy na sofę. Po 2 godzinach przyjechali chłopacy. Od razu rzuciłam się Zaynowi na szyję.
- Chyba troszeczkę za mną tęskniłaś... - Powiedział Malik obejmując mnie w pasie.
- Troszeczkę? Ona bez ciebie wariowała. - Wtrąciła Jo.
- Ale nie tak jak ty za Niallem. - Wystawiłam jej język.
- Ooo moja słodziudka Jo za mną wariowała. - Przytulił ją Horan.
- Ble nie jestem słodka! - Krzyknęła Jo.
- Oj jesteś. - Horan.
- Weź ty sie lepiej za te kanapki co ci zrobiłam. - Powiedziała, a Niall jak poparzony poleciał do kuchni.
- A my księżniczko chodźmy na górę. - Szepnął mi na ucho Malik. Wiedziałam co mu po głowie chodzi..
- A zmęczony nie jesteś? - Spytałam.
- Nie. - Odparł stanowczo i pociągnął mnie w stronę naszego pokoju. Drzwi zamknął na klucz, a jego walizki rzucił gdzieś w kąt.
- Ty chyba też za mną troszeczkę tęskniłeś. - Zaśmiałam się.
- Bardzo... A gdzie Ali? - Zmienił temat.
- W ogródku. - Odparłam a Malik zaczął mnie całować i rozbierać. Nie byłam mu dłużna. Po jakiejś chwili zaczęliśmy to robić. Gdy już oboje doszliśmy, opadliśmy na miękkie poduszki, znajdujące się na łóżku.
- Jesteś cudowna. - Szepnął mi na ucho przykrywając nasze nagie ciała kołdrą.
- Ty też. - Odparłam i cmoknęłam go w usta.
- Strasznie mi cię brakowało. - powiedział.
- Słodki jesteś. Ale nudzić tutaj to myśmy się nie nudziły. - Odpowiedziałam.
- A co robiłyście? - Zapytał.
- Na joge chodziłyśmy, imprezy, zakupy, więcej zakupów, grałyśmy w różne gry karciane i planszowe... Ale przede wszystkim było dużo imprez i zakupów. A wy? - Odparłam.
- Koncerty, wywiady, sesje, pare imprez, spanie, odpoczynek, tweetowanie i oczywiście tęsknota. - Zayn
- I dużo papierosów. Co ty myślisz, że nie wyczuję? - Spytałam.
- Staram się rzucić palenie. - Powiedział.
- No mam nadzieję. To bardzo nie zdrowe i możesz przez to szybciej umrzeć, a chcę mieć ciebie jak najdłużej przy sobie. - Odpowiedziałam.
- Dobrze, ale teraz ubierzmy się i idziemy z Ali na spacerek. Stęskniłem się za nią. Bardzo płakała? - Zayn.
- No raczej nie tęskniła za tobą. Świetnie się w trójkę bawiłyśmy. - Zaśmiałam się.
- Wstawaj i sie ubieraj.- Rozkazał.
- No dobra. - Wstałam.
Wzięłam prysznic i ubrałam się w to co poprzednio... Gotowa wyszłam z łazienki, podśpiewując piosenkę z serialu Glee - Move Like Jagger/ Jumping Jack Flash.
- Pięknie śpiewasz. - Powiedział Malik obejmując mnie w talii.
- Dzięki. - Odpowiedziałam.
- I ja się pytam, czemu ty jeszcze nie jesteś sławna? - Zapytał.
- Bo nie chce? - Odpowiedziałam pytaniem.
- Ale to fajna sprawa. Koncertujesz, zwiedzasz świat, masz miliony fanów... - Powiedział.
- Zero prawdziwych przyjaciół i brak czasu dla rodziny. - Dodałam.
- My jesteśmy twoimi prawdziwymi przyjaciółmi, tylko, że ja jestem chłopakiem. - Odparł.
- Wiem, ale takie życie to nie dla mnie. Może Joanne spróbuje, ona ma lepszy głos niż ja. - Powiedziałam.
- Nie mam pojęcia. Chodźmy już na ten spacer. Zahaczymy jeszcze o Starbuksa. - Zayn.
- Ok. - Odparłam.
***
Dziś są święta. Dzisiaj jedziemy do Bradford. Wstałam, cała obolała. Czemu? Wczoraj były urodziny Louis'a i ostro balowaliśmy... No ale nic. Zwlokłam swoje zwłoki z łóżka i doczłapałam się do łazienki, a Zayn w tym czasie słodko spał. Wzięłam gorący prysznic, po czym ubrałam się w to, mój makijaż był lekko ciemniejszy, a włosy wysuszyłam, rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Gotowa wyszłam z łazienki, a Malik nadal spał. Lecz niestety musiałam go obudzić.
- Zayn... Pora wstawać. - Ukucnęłam przy nim.
- A która godzina? - Spytał całkowicie zaspany.
- Em, 8:50. Ale sam powiedziałeś, że trzeba wstać przed 9. - Powiedziałam.
- Tak, tak. Już wstaję. - Odparł i się podniósł.
- Zayn, a co my zrobimy z Ali, skoro nikt nie zostanie z nami? - Spytałam.
- Pojedzie z nami. Moja rodzina lubi psy więc... Tylko spakuj jej łożysko i smycz. Miski i karmy mamy. - Odpowiedział.
- Ok. - Odparłam i spakowałam to co miałam. Nasze ciuchy wcześniej spakowaliśmy.
- Pójdę wziąść prysznic. - Powiedział Zayn i poszedł do łazienki.
- A ja wyjdę z Ali na spacer. - odpowiedziałam, zapięłam małą drugą smyczą i wyszłam z nią na mróz, jaki panował, wcześniej ubrałam mój czarny płaszcz, czapkę, szalik, oraz moje czarne botki na obcasie.
Strasznie bałam się wizyty w domu państwa Malik, ale cóż. Nie mogę się wiecznie przed nimi ukrywać.
Gdy wróciłam do domu z Ali, dokończyłam pakowanie z Malikiem i pojechaliśmy do Bradford.
__________________________________________________________________
Postanowiłam, że ten rozdział podzielę na parę części. I myślałam też i rozdział będzie dodawany raz w tygodniu, bo nie komentujecie, jeśli będzie więcej komentarzy, to się zastanowię.
Next = Środa.
May xx
piątek, 31 maja 2013
27 - Świat jest nasz!
Z Joanne pojechałyśmy pożegnać się z chłopakami. Troche smutno, bo to aż 7 cholernie długich miesięcy...
- Dalej Jo wskakuj do walizki! Zmieścisz sie! - krzyczał Horan.
- Oszalałeś?! Chcesz, żebym się udusiła?! - Joanne.
- A ja mam w dupie tą trase i nie jadę. Zostaję z tobą. - Powiedział Zayn.
- Jedziesz. Wytrzymamy prawda? - Ja.
- Nie. Zostaje. - Zayn mocno mnie przytulił.
- Zayn proszę nie zachowuj się jak dziecko... - Powiedziałam.
- Dobra. - Zrobił grymas na twarzy.
Pożegnałyśmy się z chłopakami i pojechałyśmy do domu.
- Co będziemy robić? - Spytałam siadając na kanapie.
- Nie wiem... Dawno nie byłyśmy na zakupach. - Usiadła koło mnie.
- Podbijamy Centrum Handlowe? - Spytałam.
- Ja prowadzę. - Wstałyśmy. Jo wzięła kluczyki i pojechałymy.
Cały dzień łażenia po sklepach. Zmęczone wróciłyśmy do domu.
- To co robimy jutro? - Spytałam.
- Na pewno nie jedziemy na zakupy. - Odparła.
- No to może joga? - Zaproponowałam.
- Pojebało? - Jo
- Możliwe. Ale spójrz na to z lepszej strony...- Ja
- Tu nie ma lepszej strony. - wtrąciła.
- Przestań być taką pesymistką! A lepsza strona jogi jest taka, że możesz się odprężyć i wyluzować, zapomnieć o otaczającym cię świecie... - Próbowałam ją przekonać.
- Nie jestem pestmistką, tylko... - I tu jej przerwałam.
- Tylko realistką. Tak tak. Znam tę gatkę na pamięć. Ale co ci szkodzi? - Wtrąciłam.
- No nic. - Mruknęła.
- Więc zapisujemy się na jogę. - Powiedziałam.
- Głodna jestem. - Powiedziała.
- Zamieniasz się w damską wersję Nialla. - Zaśmiałam się, a Joanne zaczęła mnie bić poduszką.
- Zakochałaś sie, huh? - spytałam.
- Dziwne co? Zawsze myślałam, że taka wredna suka jak ja, nie pozna kogoś takiego jak Niall, kogoś kto pokocha mnie i wszystkie moje wady... - Powiedziała gdg skończyła mnie bić.
- Nie jesteś wredną suką... Po prostu jesteś szczera do bólu. - Powiedziałam.
- Dzięki Ari, ale sama wiesz jaka jestem. - Jo
- No wiem. I czasami mnie to trochę martwi. - ja
- E, nie potrzebnie. To normalme u mnie. - Odparła.
- Skoro tak twierdzisz... - Powiedziałam.
***
Przez całe 7 miesięcy chodziłyśmy na różne zajęcia. Było nawet fajnie, a już jutro wracają chłopacy. Tak się cieszę! Wreście będę mogła poczuć zapach jego perfum wymieszane z tytoniem...
__________________________________________________
Przepraszam, że rozdziały coraz gorsze, ale ta choroba mnie wykańcza, nie mam weny, a w dodatku muszę się uczyć biologi. Mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczycie. May xx
44895889 - moj nr gg. ( jakbyscie chcialy popisac... Xd)
środa, 29 maja 2013
26 - Trasa.
Obudziłam się 9 w objęciach Malika a jeszcze między nami leżała Ali.
- Już nie śpisz królewno? - Zapytał półżywy Zayn.
- Nie... Pójdę zrobić śniadanie, co? - Ja.
- A ja w tym czasie pójdę na spacer z Ali. - Uśmiechnął się.
- Ja mogę z nią pójść. - Powiedziałam.
- Ja z nią pójdę. - Odparł stanowczo.
- Jak chcesz. Nie będę się z tobą kłócić. - Zaśmiałam się i wstałam.
Ubrałam się w to, zrobiłam makijaż, a włosy spięłam w luźnego koczka, ale wcześniej wzięłam szybki prysznic. Gdy już wyszłam gotowa z łazienki, wybuchłam śmiechem. Czemu? Zayn gonił Ali po całym pokoju ze niebieską smyczą. Komicznie to wyglądało...
- Zayn, może ci pomóc? - Spytałam opanowując śmiech.
- Chętnie. Jest bardzo uparta i chyba mnie nie lubi. - Powiedział.
- Ali choć do mnie. Ze mną pójdziesz na spacerek. - Powiedziałam wystawiając ręce do psa, a ona szybko do mnie przybiegła.
- Pójdę z wami. - Odezwał się Zayn.
- Okej. Daj mi smycz. - Powiedziałam, a Zayn podał mi ją.
Zapięłam mojego kochanego szczeniaczka i razem z Zaynem wyszliśmy z domu. Ali załatwiła swoje potrzeby i wróciliśmy do domu, a tam już wszyscy na nogach. Harry coś gotował, Louis denerwował Liama, Niall już coś jadł, a Jo parzyła sobie kawę.
- Cześć wam. - Powiedział Zayn.
- O dzień dobry gołąbeczki! - Krzyknął radośnie Lou w naszą stronę.
- Widzę, że śniadanko robicie. - Powiedziałam.
- Nom... Głodna? - Harry.
- Może troszeczkę. - Uśmiechnęłam się, a Ali zaszczekała.
- Nie martw się Ali, też dostaniesz... - Harold.
- A no właśnie! Zayn przed chwilą dzwonił Paul i kazał przekazać, że jedziemy w 7-miesięczną trasę. - Odezwał się Liam.
- Co?! - Zayn.
- Za dwa dni mamy wylot. - Dodał Niall.
- Kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć? - Zapytała zdenerwowana Joanne.
- Em... E... - Niall.
- Dobra nie ważne. - Jo.
- Dłuższej nie dało się wymyślić?! - Zapytał zdenerwowany Malik.
- Zayn uspokój się. Szybko minie, zobaczysz... - Powiedziałam.
- No oby... - Odparł.
Pod czas wspólnego śniadania panowała niezręczna cisza. Po śniadaniu porozchodziliśmy się do pokoi. Położyłam się na łóżku, a Zayn koło mnie ze swoim Macbookiem.
- Co tam patrzysz? - Spytałam.
- TT. - Odparł krótko.
- Oj Zayn, wiem, że nie pasuje ci ta trasa, ale zobaczysz, szybko minie. Będziemy się ze sobą kontaktować... - Powiedziałam.
- Nie chcę jechać, głównie dlatego, że dopiero wyszłaś ze szpitala, dopiero cię odzyskałem, a Paul wymyślił sobie trasę. Chciałbym się tobą trochę nacieszyć... - Spojrzał na mnie.
- Wiem, ale taką masz pracę. Musisz... - Lekko się uśmiechnęłam.
- Niestety... A najgorsze jest to, że prawdopodobnie nie będzie mnie na świętach, w sylwestra i w twoje urodziny... - powiedział.
- Skąd wiesz kiedy mam urodziny? Nigdy ci nie mówiłam... - Zapytałam zdziwiona.
- Oj kotku takie rzeczy się wie... - Zaśmiał się.
- Joanne ci powiedziała, prawda? - Zapytałam.
- No. Ale i tak bym się dowiedział. - Zaśmiał się triumfalnie.
- No ciekawe skąd... - Powiedziałam.
- Wydusiłbym to z ciebie. - Odparł.
- Aha... Ciekawa jestem jak...- odpowiedziałam.
- Mam ci pokazać jak? Znam twój słaby punkt. - zapytał.
- Na prawdę? - Ja.
- No. - Odparł i zaczął mnie łaskotać.
- Przestań! Zayn! Czemu ty taki złośliwy jesteś! No kurczę przestań! - Krzyczałam w niebogłosy.
- Jak dostane buziaka to przestanę. - Powiedział.
- Szantażujesz mnie? - Spytałam.
- Tak. - Odpowiedział stanowczo.
- Jak przestaniesz to się zastanowię. - Ja.
- Pfff. Nie ma bata, chce buziaka. - Zayn.
- No dobra. - Ja.
- Widzisz? Trzeba było tak od razu. - Przestał, a ja dałam mu obiecanego buziaka.
***
Długo rozmawialiśmy, co po chwilę wybuchaliśmy śmiechem. Za każdym razem jest jak na pierwszej randce. Jak młodzi zakochani. Następnego dnia tak samo. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy i skończyć nie mogliśmy. Ale skończyć musieliśmy, gdyż chłopaki jadą w 7-miesięczną trasę, a ja zostaje sama z Joanne w domu...
_______________________________________________________
Jak tam? U mnie koszmarnie... Jestem chora, a co najgorsze nie mam weny i się nudzę. Cały dzień w łóżku. Jak znacie jakieś ciekawe książki FANTASTYCZNE to mi proszę napiszcie w komentarzach, bo na prawdę się nudzę i muszę coś przeczytać... :/ Chora May żegna xx
poniedziałek, 27 maja 2013
25 - Wolność!
Na reszcie minęły te 2 tygodnie. Dziś wychodzę, teraz czekam na wypis i na Zayn'a, który miał mnie odebrać i przy okazji przywieść jakieś ciuchy.
- Jestem. Masz już wypis? - Do sali wszedł Zayn.
- Nie. Zaraz go przyniosą. Masz ciuchy? - Spytałam.
- Tak, tak. Masz. - Podał mi torbę, więc ja wstałam i się zachwiałam.
- Ojeju. Dawno nie chodziłam. - Powiedziałam próbując złapać równowagę.
- Pomogę ci co? - Zapytał.
- Dzięki. - Odparłam.
Pomógł mi dojść do łazienki, która była w sali. Ubrałam się w te ciuchy, makijaż był delikatny, a włosy rozpuszczone. Gotowa, czekałam na wypis, lecz długo nie czekałam, bo tylko chwilę.
- Jesteś wolna Ari. - Uśmiechnął się lekarz.
- Dziękuję za wszystko. - Powiedziałam.
- Nie ma za co... Leć już. - Odparł.
- Dobrze. Do widzenia. - Powiedziałam i razem z Malikiem opuściliśmy szpital. Pełno paparatzzi się kręciło i ciągle robili zdjęcia, ale co się dziwić... To w końcu ich praca.
Po godzinie jazdy dojechaliśmy do domu. Weszłam, a tam wszyscy zaczęli mnie witać, jakbym po paru latach ich odwiedzała.
- Na reszcie jesteś. - Powiedziała Joanne.
- Ciężko z tymi wariatami co? - Zaśmiałam się.
- Boże z nimi, to jak w horrorze. - Odpowiedziała.
- Współczuję. - Ja.
- Świetnie wyglądasz. - Powiedział Harry.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam.
- Ari choć pokarzę ci te niespodzianki co mówiłem. - Powiedział Zayn i zaprowadził mnie na górę, przekroczyłam próg, a tam wyskakuje mały piesek.
- Ojeja, aleś ty słodki maluchu. - Powiedziałam do pieska i wzięłam do na ręce.
- Aż taki mały to ja nie jestem. - Odezwał się Zayn.
- Mówiłam do psa. Jak się nazywa? I czyj on jest? - Zapytałam.
- Nie ma imienia, jest JUŻ twój, a do domu sprowadziliśmy właściwie ją wczoraj. - Wyjaśnił Zayn.
- To chuaua, prawda? - Zapytałam.
- Tak. Więc jak ją nazwiesz? - Zayn.
- Hm... Aliya? - Spojrzałam na ukochanego.
- Ali. Nie złe... Podoba mi się. - Pocałował mnie.
- A tobie się podoba? - Spytałam Ali, a ona zaczęła szczekać.
- Mam nadzieję, że to z radości... Ale nie ważne. Druga niespodzianka, to fortepian. Joanne mówiła, że kiedyś grałaś, ale przestałaś. Czemu? - Zayn.
- Nie miłe wspomnienie związane z ojcem. - Odparłam i odstawiłam psa.
- Och. Czyli nic dla mnie nie zagrasz? - Spytał.
- Nie powiedziałam tego. Tylko pozostaje pytanie, czy ja jeszcze pamiętam jak sie gra... - Podeszłam do instrumentu, usiadłam na stołku i zaczęłam grać. Zagrałam Bella's lulaby, ze Zmierzchu.
- Pięknie grasz kochanie. - powiedział Zayn i pocałował mnie w policzek.
- Dzięki. Fajnie znów zatopić emocje w muzyce. - Powiedziałam.
- Udał mi się prezent? - Spytał.
- Bardzo. Dziękuję ci za wszystko. - Wstałam i dałam mu całusa, którego Zayn przedłużył.
- Muszę ci częsciej coś kupować. - Zaśmiał się.
- Nie... Piesek i fortepian wystarczy. - Odpowiedziałam.
________________________________________________________
Jeśli krótki, sorry, ale mój tata pojechał w delegację i pożyczył se mojego laptopa, do kompa nie mam dostępu, bo albo siedzi mój młodszy brat, albo moja mama... A w dodatku jestem chora, wszystko mnie boli, a najbardziej gardło przy przełykaniu, nawet śliny. Nie mam ochoty na nic, ale postaram się coś dodawać, więc się nie denerwujcie jak będą krótkie rozdziały. Żegna was strasznie chora May xx.
24 - Na reszcie.
- Ariana ty żyjesz! - Krzyknął.
- Cud... - Szepnął Liam.
- Wiedziałem, że da radę. - Powiedział lekarz.
- Ja też. - Powiedziałem szczęśliwy.
Wszyscy zaczęli krzyczeć i się przytulać. Otworzyła oczy.
- Ariana... - Zwróciłem się do wiśniowowłosej.
- Żyję. - Szepnęła zachrypniętym głosem. Było słychać, że nie ma sił nic mówić na razie.
- Tak. To wspaniale. Boże jak ja się cieszę... - Odpowiedziałem.
- Długo mnie nie było? - Zapytała.
- Równe 6 miesięcy. Jak się czujesz? - Spytałem.
- Wszystko mnie boli, a najbardziej gardło. - Odpowiedziała.
- Więc kochanie nic nie mów. Wiedziałem, że będzie dobrze. Directionerki, też... - Powiedziałem.
- Tak. Pani narzeczony ma rację. Zaraz przyniesiemy pani leki. Zostawimy panią na parę dni i będzie pani wolna. - Powiedział uśmiechnięty lekarz i wyszedł.
*Oczami Ariany*
- Narzeczony? - Spytałam zdziwiona.
- Inaczej, by mnie do ciebie nie dopuścili. - Uśmiechnął się, a reszta się śmiała.
- Oj cicho... - Powiedziałam i zamknęłam oczy.
- Ariana nie umieraj znowu! - Wydarł się Zayn.
- Ale to chujowo brzmi. - Powiedziała Jo.
- Nie umieram. Oczu zamknąć nie mogę? - Spytałam.
- Nie strasz nas. - Louis.
- No ciebie synku nie mogłabym zostawić, po raz kolejny. - Uśmiechnęłam się.
- Kocham cię mamo. - Przytulił się do mnie Louis.
- Ja ciebie też synku, ale już mnie puść, bo ledwie oddycham. - Powiedziałam.
- Przepraszam. - Powiedział Louis.
- Nie ma za co. Ja chcę już wrócić do domu. - Powiedziałam.
- Wytrzymasz te parę dni. Przywiozę ci telefon i macbook i będziemy ciągle w kontakcie, więc nudzić się nie będziesz, będę cię odwiedzał... - Powiedział Zayn. Widać, że mu zależy.
- Dziękuję. - Szepnęłam. Moje gardło było coraz słabsze nie mogłam wydusić jednego słowa. Zagestykulowałam, żeby ktoś dał mi telefon. Pierwsza skapnęła się Jo.
- Masz. - Powiedziała i mi podała urządzenie.
Napisałam i im pokazałam: To miłe z twojej strony Zayn. Ale pamiętaj, że wieczności tu nie będę. :) Oby. Kurcze. Nic nie mogę powiedzieć. Czy to tak miało być?!
- Pójdę zapytać się lekarza. - Powiedział Liam i wyszedł.
- Spokojnie nie ma się czym martwić, mamo. - Pocieszał mnie Lou, a ja mu napisałam: Ryj syneczku.
Jo to zobaczyła i krzyknęła.
- Moja szkoła! - Joanne.
- Jakaś ty skromna kochanie. - Powiedział Niall.
- No sie wie. - Zaśmiała się. Napisałam: Są razem?. I pokazałam Malikowi.
- Wiele się zmieniło, przez te 6 miesięcy. - Uśmiechnął się. - Ja też się zmieniłem. Na lepsze. - A to ostatnie mi szepnął na ucho.
- Lekarz powiedział, że to minie, za jakiś czas. Długo nie gadałaś i nagłe mówienie to jakby lekki szok, dla twoich strun, czy czegoś tam i teraz calutkie gardło cię boli. - Powiedział Liam, wchodząc do sali, a ja szybko chwyciłam telefon i napisałam: A jak długo będą mnie tu więzić?!
- Jakieś 2 tygodnie. - Liam.
- Spokojnie skarbie, szybko minie. - Powiedział Zayn. Napisałam: No obyś miał rację! I nie nazywaj mnie skarbem.
- Przepraszam, zapędziłem się. Ale na prawdę chcę, żebyśmy znów byli razem. Choć pewnie nie wybaczysz takiemu dupkowi, jak ja... - Spuścił głowę.
- Zastanowię się. - Wyszeptałam z ledwością.
- Dziękuję. - Powiedział.
- Nie chcę przeszkadzać, ale niestety musicie iść. Pacjentka musi odpocząć. - Do sali weszła pielęgniarka.
- No dobrze... Choć Zayn. - Powiedział Liam.
- Przyjadę do ciebie jutro i ci wszystko przywiozę. - Powiedział Malik i razem, z pozostałymi wyszedł.
Następnego dnia, jak mówił Zayn, przyjechał i dał mi telefon, oraz laptop.
- Więc jak się dzisiaj czujesz? - Zapytał Zayn.
- Lepiej. Gardło już mnie tak nie boli, jak wczoraj. A co u was? jak w domu? - Ja.
- A w domu lepiej, przyznam, że było ciężko jak byłaś nie żywa. Przychodziłem do ciebie cały czas, mówiłem co i jak, szkoda, że nie pamiętasz... - Odpowiedział.
- Nic... Ale muszę ci coś powiedzieć. - Powiedziałam.
- Co takiego? - Zapytał.
- Wybaczam ci. Zrozumiałam, że jesteś dla mnie ważny i nie umiem bez ciebie normalnie funkcjonować. - To ostatnie zdanie zacytowałam.
- Słyszałaś, jak do ciebie mówiłem. - Powiedział.
- Coś tam słyszałam. Tak jakby byłam w 1/8 żywa. - Uśmiechnęłam się.
- Boże tak się cieszę. - Pocałował mnie. Jak ja tęskniłam za tymi ustami.
- Zapomniałam, jak dobrze całujesz. - Zaśmiałam się.
- A ja zapomniałem, jaka wspaniała i piękna dziewczyna, jest koło mnie. - Powiedział.
- Tsa, paszczet jakich mało. - Odparłam.
- Nie prawda. Dla mnie jesteś wspaniała. - Uśmiechnął się.
- Nie kłam. Dobra nie ważne. Już nie mogę się doczekać, aż mnie wypuszczą. - Zmieniłam temat.
- Jeszcze trochę. Ale pamiętasz jak się chodzi? - Zaśmiał się.
- Chyba... Ciągle mnie wożą wózkiem. Więc się trochę nadźwigasz księciu. - Odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nie jesteś ciężka. Lekka jak piórko. - Powiedział.
- W snach. - Odparłam.
- Mam dla ciebie niespodziankę, ale dam ci ją dopiero jak wrócisz. Nie! W sumie to dwie. - Zayn.
- Jakie? - Spytałam zaciekawiona.
- A sie dowiesz za jakieś 1,5 tygodnia. - Odpowiedział.
- No ej. - Jęknęłam.
- Lece kochanie, bo do studia jeszcze jadę. Nowa płyta, nowe piosenki, więc... - Wstał z krzesła.
- Leć. Pa. - Pocałował mnie i wyszedł.
____________________________________________
Głupi ten rozdział. Nie podoba mi się. Cieszycie się, że jej nie uśmierciłam? Szczerze to miałam takie zamiary, ale no cóż... Pamiętajcie o komentarzach, bo jakby nie patrzeć to one motywują. :) May xx
niedziela, 26 maja 2013
23 - Obudź się!
Nie mogę w to uwierzyć! Umarła! Wyszedłem z sali, zsunęłem się po ścianie i rozpłakałem jak małe dziecko, któremu właśnie zabrano ukochaną zabawkę. Widziałem jak Joanne wybiegła z sali mojej ukochanej i krzyczała, żeby ktoś ją uratował. Po chwili stado lekarzy przybiegło i gdzieś ją zawieźli. Wstałem i zaczepiłem jednego z lekarza.
- Doktorze, gdzie ją zabieracie? - Spytałem.
- Kim pan jest dla panny Collins? - Nie odpowiedział na moje pytanie.
- Narzeczonym. - Skłamałem, ale bardzo chciałbym nim być dla niej
- Proszę poczekać, będziemy robić zabiegi. - Odparł.
- Jakie? - Znów zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi, bo facet już zdążył pobiec.
Kazałem pozostałym jechać do domu. Nie chętnie się zgodzili, a mi czas się strasznie dłużył. Jest środek nocy, a ja nadal czekam. Parę godzin temu chłopaki przysyłali mi wiadomości, żebym wrócił do domu i się przespał, ale ja nie mogę. Po jakimś czasie przyszedł lekarz, którego wcześniej zaczepiłem.
- Robiliśmy wszystko co w naszej mocy... - Zaczął.
- Nie żyje? - Spytałem.
- No nie umiem tego do końca stwierdzić... Może jej serce zacznie pracować, ale szanse są bardzo małe. Jak już mówiłem, robiliśmy wszystko co w naszej mocy... - Powiedział.
- Mogę ją zobaczyć? - Zapytałem.
- Lepiej będzie, jak pan pojedzie i odpocznie. A pacjentka... Sam pan wie. - Lekarz.
- No dobrze... Ale mam jeszcze jedno pytanie... - Powiedziałem.
- Tak? - Lekarz.
- Ile będzie trzeba czekać, aż się obudzi? - ja.
- Normalnie inni lekarze daliby jej jakieś 2,3 miesiące, a ja daję jej całe pół roku. A to tylko dlatego, że jakieś 5 lat temu w Los Angeles Ariana miała wypadek, nie wiem, czy panu nie mówiła, wtedy miała jeszcze mniejsze szanse na przeżycie, ale się obudziła, więc teraz ja też daję jej szansę na przeżycie. I oby tą szansę wykorzystała... - Lekarz.
- Tak tak, coś tam mówiła... Będę ją mógł jutro odwiedzić? - Zapytałem.
- Pod jednym warunkiem. - Powiedział.
- Jakim? - Ja.
- że sam pan odpocznie. I nie ma tu picia kawy, tylko niech pan się położy i zaśnie, jak zobaczę, że pan jest ledwo przytomny, to już nigdy pana tu nie wpuszczę. - Zaśmiał się.
- Dobrze. Do widzenia. - Powiedziałem i poszedłem.
Taksówką pojechałem do domu. O dziwo tam były światła po zapalane. Od kluczyłem drzwi i zobaczyłem, że tam wszyscy siedzą, tylko Joanne przysypiała na ramieniu Niall'a, a Harry to oczywiście spał. Mam ochotę nakopać mu do dupy, ale obiecałem Arianie.
- Wy nie śpicie? - Spytałem.
- Czekamy na wieści od ciebie... - Powiedział Liam.
- Więc lekarze zabrali ją na jakieś zabiegi i jeden z nich powiedział, że jej serce jeszcze nie pracuje i jest małe prawdopodobieństwo, że się obudzi, a lekarz, który ją już kiedyś operował, czy leczył, dał jej pół roku. Jeśli przez to pół roku się nie wybudzi, wtedy będzie oficjalny zgon. - Wyjaśniłem.
- Kurczę. - Louis.
- Dobra, a teraz idziemy wszyscy spać, przynajmniej ja, bo ten facet powiedział, że jeśli zobaczy, że jestem nie przytomny i nie wyspany, nie wpuści mnie do niej. - Powiedziałem.
Rozeszliśmy się do pokoi. Położyłem się na łóżku, wziąłem mojego MacBooka i szybko ogarnąłem TT. Było dużo tweetów od fanek i pisały, że będzie dobrze, a Ari się obudzi i bla bla bla. No oby miały rację...
***
Przez całe 6 miesięcy odwiedzałem Arianę w szpitalu, opowiadałem jej co w wielkim świecie, śpiewałem jej nowe piosenki, które napisaliśmy z chłopakami. Co dzień błagałem ją, żeby się obudziła. Jutro mija jej szansa. Chciałbym, żeby się obudziła jak każdy.
***
Właśnie dziś. Siedzimy wszyscy w sali, czekamy. Nie tracimy nadziei.
- Ariana obudź się... Proszę. Ja wiem, że ty mnie słyszysz. Obudź się do cholery! Nie możesz mnie zostawić! Nie umiem bez ciebie normalnie funkcjonować! - Krzyczałem przez płacz. Nie wstydziłem się moich łez.
- Zayn, spokojnie. Jeszcze 2 godziny. Obudzi się zobaczysz... - Uspakajał mnie Liam. On był najbardziej opanowany.
- A co jeśli nie?! - Krzyknąłem na niego.
- Nie trać nadziei. - Odezwała się Joanne.
Już nic nie mówiłem, tylko siedziałem i głaskałem jej dłoń. Nagle przyszedł lekarz.
- To nie ma sensu. Przykro mi... Myśleliśmy, że te zabiegi coś nam dadzą, ale nie... - Powiedział.
Nagle...
___________________________________
Chciałabym dodać gadżet, jakiś chat i odtwarzacz. Ale nie wiem jak... Jeśli ktoś wie, skąd mogę to ściągnąć proszę napisać w komentarzu. DZIĘKUJĘ. Następny dodam wtedy, jak będzie mi się chciało. xD. May xx