piątek, 31 maja 2013

27 - Świat jest nasz!

Z Joanne pojechałyśmy pożegnać się z chłopakami. Troche smutno, bo to aż 7 cholernie długich miesięcy...
- Dalej Jo wskakuj do walizki! Zmieścisz sie! - krzyczał Horan.
- Oszalałeś?! Chcesz, żebym się udusiła?! - Joanne.
- A ja mam w dupie tą trase i nie jadę. Zostaję z tobą. - Powiedział Zayn.
- Jedziesz. Wytrzymamy prawda? - Ja.
- Nie. Zostaje. - Zayn mocno mnie przytulił.
- Zayn proszę nie zachowuj się jak dziecko... - Powiedziałam.
- Dobra. - Zrobił grymas na twarzy.
Pożegnałyśmy się z chłopakami i pojechałyśmy do domu.
- Co będziemy robić? - Spytałam siadając na kanapie.
- Nie wiem... Dawno nie byłyśmy na zakupach.  - Usiadła koło mnie.
- Podbijamy Centrum Handlowe? - Spytałam.
- Ja prowadzę. - Wstałyśmy. Jo wzięła kluczyki i pojechałymy.
Cały dzień łażenia po sklepach. Zmęczone wróciłyśmy do domu.
- To co robimy jutro? - Spytałam.
- Na pewno nie jedziemy na zakupy. - Odparła.
- No to może joga? - Zaproponowałam.
- Pojebało? - Jo
- Możliwe. Ale spójrz na to z lepszej strony...- Ja
- Tu nie ma lepszej strony. - wtrąciła.
- Przestań być taką pesymistką! A lepsza strona jogi jest taka, że możesz się odprężyć i wyluzować, zapomnieć o otaczającym cię świecie... - Próbowałam ją przekonać.
- Nie jestem pestmistką, tylko... - I tu jej przerwałam.
- Tylko realistką. Tak tak. Znam tę gatkę na pamięć. Ale co ci szkodzi? - Wtrąciłam.
- No nic. - Mruknęła.
- Więc zapisujemy się na jogę. - Powiedziałam.
- Głodna jestem. - Powiedziała.
- Zamieniasz się w damską wersję Nialla. - Zaśmiałam się, a Joanne zaczęła mnie bić poduszką.
- Zakochałaś sie, huh? - spytałam.
- Dziwne co? Zawsze myślałam, że taka wredna suka jak ja, nie pozna kogoś takiego jak Niall, kogoś kto pokocha mnie i wszystkie moje wady... - Powiedziała gdg skończyła mnie bić.
- Nie jesteś wredną suką... Po prostu jesteś szczera do bólu. - Powiedziałam.
- Dzięki Ari, ale sama wiesz jaka jestem. - Jo
- No wiem. I czasami mnie to trochę martwi. - ja
- E, nie potrzebnie. To normalme u mnie. - Odparła.
- Skoro tak twierdzisz... - Powiedziałam.
***
Przez całe 7 miesięcy chodziłyśmy na różne zajęcia. Było nawet fajnie, a już jutro wracają chłopacy. Tak się cieszę! Wreście będę mogła poczuć zapach jego perfum wymieszane z tytoniem...
__________________________________________________
Przepraszam, że rozdziały coraz gorsze, ale ta choroba mnie wykańcza, nie mam weny, a w dodatku muszę się uczyć biologi.  Mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczycie. May xx

44895889 - moj nr gg. ( jakbyscie chcialy popisac... Xd)

środa, 29 maja 2013

26 - Trasa.

Obudziłam się 9 w objęciach Malika a jeszcze między nami leżała Ali.
- Już nie śpisz królewno? - Zapytał półżywy Zayn.
- Nie... Pójdę zrobić śniadanie, co? - Ja.
- A ja w tym czasie pójdę na spacer z Ali. - Uśmiechnął się.
- Ja mogę z nią pójść. - Powiedziałam.
- Ja z nią pójdę. - Odparł stanowczo.
- Jak chcesz. Nie będę się z tobą kłócić. - Zaśmiałam się i wstałam.
Ubrałam się w to, zrobiłam makijaż, a włosy spięłam w luźnego koczka, ale wcześniej wzięłam szybki prysznic. Gdy już wyszłam gotowa z łazienki, wybuchłam śmiechem. Czemu? Zayn gonił Ali po całym pokoju ze niebieską smyczą. Komicznie to wyglądało...
- Zayn, może ci pomóc? - Spytałam opanowując śmiech.
- Chętnie. Jest bardzo uparta i chyba mnie nie lubi. - Powiedział.
- Ali choć do mnie. Ze mną pójdziesz na spacerek. - Powiedziałam wystawiając ręce do psa, a ona szybko do mnie przybiegła.
- Pójdę z wami. - Odezwał się Zayn.
- Okej. Daj mi smycz. - Powiedziałam, a Zayn podał mi ją.
Zapięłam mojego kochanego szczeniaczka i razem z Zaynem wyszliśmy z domu. Ali załatwiła swoje potrzeby i wróciliśmy do domu, a tam już wszyscy na nogach. Harry coś gotował, Louis denerwował Liama, Niall już coś jadł, a Jo parzyła sobie kawę.
- Cześć wam. - Powiedział Zayn.
- O dzień dobry gołąbeczki! - Krzyknął radośnie Lou w naszą stronę.
- Widzę, że śniadanko robicie. - Powiedziałam.
- Nom... Głodna? - Harry.
- Może troszeczkę. - Uśmiechnęłam się, a Ali zaszczekała.
- Nie martw się Ali, też dostaniesz... - Harold.
- A no właśnie! Zayn przed chwilą dzwonił Paul i kazał przekazać, że jedziemy w 7-miesięczną trasę. - Odezwał się Liam.
- Co?! - Zayn.
- Za dwa dni mamy wylot. - Dodał Niall.
- Kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć? - Zapytała zdenerwowana Joanne.
- Em... E... - Niall.
- Dobra nie ważne. - Jo.
- Dłuższej nie dało się wymyślić?! - Zapytał zdenerwowany Malik.
- Zayn uspokój się. Szybko minie, zobaczysz... - Powiedziałam.
- No oby... - Odparł.
Pod czas wspólnego śniadania panowała niezręczna cisza. Po śniadaniu porozchodziliśmy się do pokoi. Położyłam się na łóżku, a Zayn koło mnie ze swoim Macbookiem.
- Co tam patrzysz? - Spytałam.
- TT. - Odparł krótko.
- Oj Zayn, wiem, że nie pasuje ci ta trasa, ale zobaczysz, szybko minie. Będziemy się ze sobą kontaktować... - Powiedziałam.
- Nie chcę jechać, głównie dlatego, że dopiero wyszłaś ze szpitala, dopiero cię odzyskałem, a Paul wymyślił sobie trasę. Chciałbym się tobą trochę nacieszyć... - Spojrzał na mnie.
- Wiem, ale taką masz pracę. Musisz... - Lekko się uśmiechnęłam.
- Niestety... A najgorsze jest to, że prawdopodobnie nie będzie mnie na świętach, w sylwestra i w twoje urodziny... - powiedział.
- Skąd wiesz kiedy mam urodziny? Nigdy ci nie mówiłam... - Zapytałam zdziwiona.
- Oj kotku takie rzeczy się wie... - Zaśmiał się.
- Joanne ci powiedziała, prawda? - Zapytałam.
- No. Ale i tak bym się dowiedział. - Zaśmiał się triumfalnie.
- No ciekawe skąd... - Powiedziałam.
- Wydusiłbym to z ciebie. - Odparł.
- Aha... Ciekawa jestem jak...- odpowiedziałam.
- Mam ci pokazać jak? Znam twój słaby punkt. - zapytał.
- Na prawdę? - Ja.
- No. - Odparł i zaczął mnie łaskotać.
- Przestań! Zayn! Czemu ty taki złośliwy jesteś! No kurczę przestań! - Krzyczałam w niebogłosy.
- Jak dostane buziaka to przestanę. - Powiedział.
- Szantażujesz mnie? - Spytałam.
- Tak. - Odpowiedział stanowczo.
- Jak przestaniesz to się zastanowię. - Ja.
- Pfff. Nie ma bata, chce buziaka. - Zayn.
- No dobra. - Ja.
- Widzisz? Trzeba było tak od razu. - Przestał, a ja dałam mu obiecanego buziaka.
***
Długo rozmawialiśmy, co po chwilę wybuchaliśmy śmiechem. Za każdym razem jest jak na pierwszej randce. Jak młodzi zakochani. Następnego dnia tak samo. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy i skończyć nie mogliśmy. Ale skończyć musieliśmy, gdyż chłopaki jadą w 7-miesięczną trasę, a ja zostaje sama z Joanne w domu...
_______________________________________________________
Jak tam? U mnie koszmarnie... Jestem chora, a co najgorsze nie mam weny i się nudzę. Cały dzień w łóżku. Jak znacie jakieś ciekawe książki FANTASTYCZNE to mi proszę napiszcie w komentarzach, bo na prawdę się nudzę i muszę coś przeczytać... :/ Chora May żegna xx

poniedziałek, 27 maja 2013

25 - Wolność!

Na reszcie minęły te 2 tygodnie. Dziś wychodzę, teraz czekam na wypis i na Zayn'a, który miał mnie odebrać i przy okazji przywieść jakieś ciuchy.
- Jestem. Masz już wypis? - Do sali wszedł Zayn.
- Nie. Zaraz go przyniosą. Masz ciuchy? - Spytałam.
- Tak, tak. Masz. - Podał mi torbę, więc ja wstałam i się zachwiałam.
- Ojeju. Dawno nie chodziłam. - Powiedziałam próbując złapać równowagę.
- Pomogę ci co? - Zapytał.
- Dzięki. - Odparłam.
Pomógł mi dojść do łazienki, która była w sali. Ubrałam się w te ciuchy, makijaż był delikatny, a włosy rozpuszczone. Gotowa, czekałam na wypis, lecz długo nie czekałam, bo tylko chwilę.
- Jesteś wolna Ari. - Uśmiechnął się lekarz.
- Dziękuję za wszystko. - Powiedziałam.
- Nie ma za co... Leć już. - Odparł.
- Dobrze. Do widzenia. - Powiedziałam i razem z Malikiem opuściliśmy szpital. Pełno paparatzzi się kręciło i ciągle robili zdjęcia, ale co się dziwić... To w końcu ich praca.
Po godzinie jazdy dojechaliśmy do domu. Weszłam, a tam wszyscy zaczęli mnie witać, jakbym po paru latach ich odwiedzała.
- Na reszcie jesteś. - Powiedziała Joanne.
- Ciężko z tymi wariatami co? - Zaśmiałam się.
- Boże z nimi, to jak w horrorze. - Odpowiedziała.
- Współczuję. - Ja.
- Świetnie wyglądasz. - Powiedział Harry.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam.
- Ari choć pokarzę ci te niespodzianki co mówiłem. - Powiedział Zayn i zaprowadził mnie na górę, przekroczyłam próg, a tam wyskakuje mały piesek.
- Ojeja, aleś ty słodki maluchu. - Powiedziałam do pieska i wzięłam do na ręce.
- Aż taki mały to ja nie jestem. - Odezwał się Zayn.
- Mówiłam do psa. Jak się nazywa? I czyj on jest? - Zapytałam.
- Nie ma imienia, jest JUŻ twój, a do domu sprowadziliśmy właściwie ją wczoraj. - Wyjaśnił Zayn.
- To chuaua, prawda? - Zapytałam.
- Tak. Więc jak ją nazwiesz? - Zayn.
- Hm... Aliya? - Spojrzałam na ukochanego.
- Ali. Nie złe... Podoba mi się. - Pocałował mnie.
- A tobie się podoba? - Spytałam Ali, a ona zaczęła szczekać.
- Mam nadzieję, że to z radości... Ale nie ważne. Druga niespodzianka, to fortepian. Joanne mówiła, że kiedyś grałaś, ale przestałaś. Czemu? - Zayn.
- Nie miłe wspomnienie związane z ojcem. - Odparłam i odstawiłam psa.
- Och. Czyli nic dla mnie nie zagrasz? - Spytał.
- Nie powiedziałam tego. Tylko pozostaje pytanie, czy ja jeszcze pamiętam jak sie gra... - Podeszłam do instrumentu, usiadłam na stołku i zaczęłam grać. Zagrałam Bella's lulaby, ze Zmierzchu.
- Pięknie grasz kochanie. - powiedział Zayn i pocałował mnie w policzek.
- Dzięki. Fajnie znów zatopić emocje w muzyce. - Powiedziałam.
- Udał mi się prezent? - Spytał.
- Bardzo. Dziękuję ci za wszystko. - Wstałam i dałam mu całusa, którego Zayn przedłużył.
- Muszę ci częsciej coś kupować. - Zaśmiał się.
- Nie... Piesek i fortepian wystarczy. - Odpowiedziałam.
________________________________________________________
Jeśli krótki, sorry, ale mój tata pojechał w delegację i pożyczył se mojego laptopa, do kompa nie mam dostępu, bo albo siedzi mój młodszy brat, albo moja mama... A w dodatku jestem chora, wszystko mnie boli, a najbardziej gardło przy przełykaniu, nawet śliny. Nie mam ochoty na nic, ale postaram się coś dodawać, więc się nie denerwujcie jak będą krótkie rozdziały. Żegna was strasznie chora May xx.

24 - Na reszcie.

Nagle poczułem, jak Ariana ściska delikatnie moją dłoń.
- Ariana ty żyjesz! - Krzyknął.
- Cud... - Szepnął Liam.
- Wiedziałem, że da radę. - Powiedział lekarz.
- Ja też. - Powiedziałem szczęśliwy.
Wszyscy zaczęli krzyczeć i się przytulać. Otworzyła oczy.
- Ariana... - Zwróciłem się do wiśniowowłosej.
- Żyję. - Szepnęła zachrypniętym głosem. Było słychać, że nie ma sił nic mówić na razie.
- Tak. To wspaniale. Boże jak ja się cieszę... - Odpowiedziałem.
- Długo mnie nie było? - Zapytała.
- Równe 6 miesięcy. Jak się czujesz? - Spytałem.
- Wszystko mnie boli, a najbardziej gardło. - Odpowiedziała.
- Więc kochanie nic nie mów. Wiedziałem, że będzie dobrze. Directionerki, też... - Powiedziałem.
- Tak. Pani narzeczony ma rację. Zaraz przyniesiemy pani leki. Zostawimy panią na parę dni i będzie pani wolna. - Powiedział uśmiechnięty lekarz i wyszedł.
*Oczami Ariany*
- Narzeczony? - Spytałam zdziwiona.
- Inaczej, by mnie do ciebie nie dopuścili. - Uśmiechnął się, a reszta się śmiała.
- Oj cicho... - Powiedziałam i zamknęłam oczy.
- Ariana nie umieraj znowu! - Wydarł się Zayn.
- Ale to chujowo brzmi. - Powiedziała Jo.
- Nie umieram. Oczu zamknąć nie mogę? - Spytałam.
- Nie strasz nas. - Louis.
- No ciebie synku nie mogłabym zostawić, po raz kolejny. - Uśmiechnęłam się.
- Kocham cię mamo. - Przytulił się do mnie Louis.
- Ja ciebie też synku, ale już mnie puść, bo ledwie oddycham. - Powiedziałam.
- Przepraszam. - Powiedział Louis.
- Nie ma za co. Ja chcę już wrócić do domu. - Powiedziałam.
- Wytrzymasz te parę dni. Przywiozę ci telefon i macbook i będziemy ciągle w kontakcie, więc nudzić się nie będziesz, będę cię odwiedzał... - Powiedział Zayn. Widać, że mu zależy.
- Dziękuję. - Szepnęłam. Moje gardło było coraz słabsze nie mogłam wydusić jednego słowa. Zagestykulowałam, żeby ktoś dał mi telefon. Pierwsza skapnęła się Jo.
- Masz. - Powiedziała i mi podała urządzenie.
Napisałam i im pokazałam: To miłe z twojej strony Zayn. Ale pamiętaj, że wieczności tu nie będę. :) Oby. Kurcze. Nic nie mogę powiedzieć. Czy to tak miało być?!
- Pójdę zapytać się lekarza. - Powiedział Liam i wyszedł.
- Spokojnie nie ma się czym martwić, mamo. - Pocieszał mnie Lou, a ja mu napisałam: Ryj syneczku.
Jo to zobaczyła i krzyknęła.
- Moja szkoła! - Joanne.
- Jakaś ty skromna kochanie. - Powiedział Niall.
- No sie wie. - Zaśmiała się. Napisałam: Są razem?. I pokazałam Malikowi.
- Wiele się zmieniło, przez te 6 miesięcy. - Uśmiechnął się. - Ja też się zmieniłem. Na lepsze. - A to ostatnie mi szepnął na ucho.
- Lekarz powiedział, że to minie, za jakiś czas. Długo nie gadałaś i nagłe mówienie to jakby lekki szok, dla twoich strun, czy czegoś tam i teraz calutkie gardło cię boli. - Powiedział Liam, wchodząc do sali, a ja szybko chwyciłam telefon i napisałam: A jak długo będą mnie tu więzić?!
- Jakieś 2 tygodnie. - Liam.
- Spokojnie skarbie, szybko minie. - Powiedział Zayn. Napisałam: No obyś miał rację! I nie nazywaj mnie skarbem.
- Przepraszam, zapędziłem się. Ale na prawdę chcę, żebyśmy znów byli razem. Choć pewnie nie wybaczysz takiemu dupkowi, jak ja... - Spuścił głowę.
- Zastanowię się. - Wyszeptałam z ledwością.
- Dziękuję. - Powiedział.
- Nie chcę przeszkadzać, ale niestety musicie iść. Pacjentka musi odpocząć. - Do sali weszła pielęgniarka.
- No dobrze... Choć Zayn. - Powiedział Liam.
- Przyjadę do ciebie jutro i ci wszystko przywiozę. - Powiedział Malik i razem, z pozostałymi wyszedł.
Następnego dnia, jak mówił Zayn, przyjechał i dał mi telefon, oraz laptop.
- Więc jak się dzisiaj czujesz? - Zapytał Zayn.
- Lepiej. Gardło już mnie tak nie boli, jak wczoraj. A co u was? jak w domu? - Ja.
- A w domu lepiej, przyznam, że było ciężko jak byłaś nie żywa. Przychodziłem do ciebie cały czas, mówiłem co i jak, szkoda, że nie pamiętasz... - Odpowiedział.
- Nic... Ale muszę ci coś powiedzieć. - Powiedziałam.
- Co takiego? - Zapytał.
- Wybaczam ci. Zrozumiałam, że jesteś dla mnie ważny i nie umiem bez ciebie normalnie funkcjonować. - To ostatnie zdanie zacytowałam.
- Słyszałaś, jak do ciebie mówiłem. - Powiedział.
- Coś tam słyszałam. Tak jakby byłam w 1/8 żywa. - Uśmiechnęłam się.
- Boże tak się cieszę. - Pocałował mnie. Jak ja tęskniłam za tymi ustami.
- Zapomniałam, jak dobrze całujesz. - Zaśmiałam się.
- A ja zapomniałem, jaka wspaniała i piękna dziewczyna, jest koło mnie. - Powiedział.
- Tsa, paszczet jakich mało. - Odparłam.
- Nie prawda. Dla mnie jesteś wspaniała. - Uśmiechnął się.
- Nie kłam. Dobra nie ważne. Już nie mogę się doczekać, aż mnie wypuszczą. - Zmieniłam temat.
- Jeszcze trochę. Ale pamiętasz jak się chodzi? - Zaśmiał się.
- Chyba... Ciągle mnie wożą wózkiem. Więc się trochę nadźwigasz księciu. - Odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nie jesteś ciężka. Lekka jak piórko. - Powiedział.
- W snach. - Odparłam.
- Mam dla ciebie niespodziankę, ale dam ci ją dopiero jak wrócisz. Nie! W sumie to dwie. - Zayn.
- Jakie? - Spytałam zaciekawiona.
- A sie dowiesz za jakieś 1,5 tygodnia. - Odpowiedział.
- No ej. - Jęknęłam.
- Lece kochanie, bo do studia jeszcze jadę. Nowa płyta, nowe piosenki, więc... - Wstał z krzesła.
- Leć. Pa. - Pocałował mnie i wyszedł.
____________________________________________
Głupi ten rozdział. Nie podoba mi się. Cieszycie się, że jej nie uśmierciłam? Szczerze to miałam takie zamiary, ale no cóż... Pamiętajcie o komentarzach, bo jakby nie patrzeć to one motywują. :) May xx

niedziela, 26 maja 2013

23 - Obudź się!

*Oczami Zayna*
Nie mogę w to uwierzyć! Umarła! Wyszedłem z sali, zsunęłem się po ścianie i rozpłakałem jak małe dziecko, któremu właśnie zabrano ukochaną zabawkę. Widziałem jak Joanne wybiegła z sali mojej ukochanej i krzyczała, żeby ktoś ją uratował. Po chwili stado lekarzy przybiegło i gdzieś ją zawieźli. Wstałem i zaczepiłem jednego z lekarza.
- Doktorze, gdzie ją zabieracie? - Spytałem.
- Kim pan jest dla panny Collins? - Nie odpowiedział na moje pytanie.
- Narzeczonym. - Skłamałem, ale bardzo chciałbym nim być dla niej
- Proszę poczekać, będziemy robić zabiegi. - Odparł.
- Jakie? - Znów zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi, bo facet już zdążył pobiec.
Kazałem pozostałym jechać do domu. Nie chętnie się zgodzili, a mi czas się strasznie dłużył. Jest środek nocy, a ja nadal czekam. Parę godzin temu chłopaki przysyłali mi wiadomości, żebym wrócił do domu i się przespał, ale ja nie mogę. Po jakimś czasie przyszedł lekarz, którego wcześniej zaczepiłem.
- Robiliśmy wszystko co w naszej mocy... - Zaczął.
- Nie żyje? - Spytałem.
- No nie umiem tego do końca stwierdzić... Może jej serce zacznie pracować, ale szanse są bardzo małe. Jak już mówiłem, robiliśmy wszystko co w naszej mocy... - Powiedział.
- Mogę ją zobaczyć? - Zapytałem.
- Lepiej będzie, jak pan pojedzie i odpocznie. A pacjentka... Sam pan wie. - Lekarz.
- No dobrze... Ale mam jeszcze jedno pytanie... - Powiedziałem.
- Tak? - Lekarz.
- Ile będzie trzeba czekać, aż się obudzi? - ja.
- Normalnie inni lekarze daliby jej jakieś 2,3 miesiące, a ja daję jej całe pół roku. A to tylko dlatego, że jakieś 5 lat temu w Los Angeles Ariana miała wypadek, nie wiem, czy panu nie mówiła, wtedy miała jeszcze mniejsze szanse na przeżycie, ale się obudziła, więc teraz ja też daję jej szansę na przeżycie. I oby tą szansę wykorzystała... - Lekarz.
- Tak tak, coś tam mówiła... Będę ją mógł jutro odwiedzić? - Zapytałem.
- Pod jednym warunkiem. - Powiedział.
- Jakim? - Ja.
- że sam pan odpocznie. I nie ma tu picia kawy, tylko niech pan się położy i zaśnie, jak zobaczę, że pan jest ledwo przytomny, to już nigdy pana tu nie wpuszczę. - Zaśmiał się.
- Dobrze. Do widzenia. - Powiedziałem i poszedłem.
Taksówką pojechałem do domu. O dziwo tam były światła po zapalane. Od kluczyłem drzwi i zobaczyłem, że tam wszyscy siedzą, tylko Joanne przysypiała na ramieniu Niall'a, a Harry to oczywiście spał. Mam ochotę nakopać mu do dupy, ale obiecałem Arianie.
- Wy nie śpicie? - Spytałem.
- Czekamy na wieści od ciebie... - Powiedział Liam.
- Więc lekarze zabrali ją na jakieś zabiegi i jeden z nich powiedział, że jej serce jeszcze nie pracuje i jest małe prawdopodobieństwo, że się obudzi, a lekarz, który ją już kiedyś operował, czy leczył, dał jej pół roku. Jeśli przez to pół roku się nie wybudzi, wtedy będzie oficjalny zgon. - Wyjaśniłem.
- Kurczę. - Louis.
- Dobra, a teraz idziemy wszyscy spać, przynajmniej ja, bo ten facet powiedział, że jeśli zobaczy, że jestem nie przytomny i nie wyspany, nie wpuści mnie do niej. - Powiedziałem.
Rozeszliśmy się do pokoi. Położyłem się na łóżku, wziąłem mojego MacBooka i szybko ogarnąłem TT. Było dużo tweetów od fanek i pisały, że będzie dobrze, a Ari się obudzi i bla bla bla. No oby miały rację...
***
Przez całe 6 miesięcy odwiedzałem Arianę w szpitalu, opowiadałem jej co w wielkim świecie, śpiewałem jej nowe piosenki, które napisaliśmy z chłopakami. Co dzień błagałem ją, żeby się obudziła. Jutro mija jej szansa. Chciałbym, żeby się obudziła jak każdy.
***
Właśnie dziś. Siedzimy wszyscy w sali, czekamy. Nie tracimy nadziei.
- Ariana obudź się... Proszę. Ja wiem, że ty mnie słyszysz. Obudź się do cholery! Nie możesz mnie zostawić! Nie umiem bez ciebie normalnie funkcjonować! - Krzyczałem przez płacz. Nie wstydziłem się moich łez.
- Zayn, spokojnie. Jeszcze 2 godziny. Obudzi się zobaczysz... - Uspakajał mnie Liam. On był najbardziej opanowany.
- A co jeśli nie?! - Krzyknąłem na niego.
- Nie trać nadziei. - Odezwała się Joanne.
Już nic nie mówiłem, tylko siedziałem i głaskałem jej dłoń. Nagle przyszedł lekarz.
- To nie ma sensu. Przykro mi... Myśleliśmy, że te zabiegi coś nam dadzą, ale nie... - Powiedział.
Nagle...
___________________________________
Chciałabym dodać gadżet, jakiś chat i odtwarzacz. Ale nie wiem jak... Jeśli ktoś wie, skąd mogę to ściągnąć proszę napisać w komentarzu. DZIĘKUJĘ. Następny dodam wtedy, jak będzie mi się chciało. xD. May xx

sobota, 25 maja 2013

22 - Wiecznie jakieś komplikacje!

- Zayn musimy pogadać... - Zaczęłam.
- Co się stało? - Zapytał lekko zmartwiony.
- Bo chodzi o to dziecko... - Nie umiałam się wysłowić.
- Jest moje... No i co? - Lekko się zaśmiał.
- No właśnie chodzi o to, że ono nie jest twoje i ja mam dowód. Chciało mi się płakać, jak zobaczyłam kto jest ojcem... I... Nie mogłam uwierzyć, że tak na prawdę zranił nas obojga... - Byłam już na prawdę bliska rozpłakania się.
- Ari spokojnie. Kto jest ojcem, jak nie ja? - Podszedł do mnie.
- Harry. - Szepnęłam i podałam mu papier, który dała mi była przyjaciółka Perrie.
- Skąd to masz? - Zapytał.
- Byliśmy dzisiaj u Jade Thirlwall. Powiedziała, że była z Perrie zrobić te testy i je sfałszowała. Mówiła, że wyciągnęła jej to z torebki, bo ma dosyć tych jej kłamstw i uznała, że lepiej będzie, jak się o tym dowiem. - Wyjaśniłam
- Kurw... Mój najlepszy przyjaciel... - Malik chwycił się za głowę.
- Uznałam, że będzie lepiej, żebyś ty wiedział o tym... - Powiedziałam i otarłam samotną łzę spływającą po policzku.
- Ari nie płacz. Lepiej będzie jak sobie to z nią wyjaśnię. - Przytulił mnie.
- On ciągle mi powtarzał, że mnie kocha, że mnie nigdy nie zrani, a to było jedno wielkie kłamstwo. - Wtuliłam się w jego tors.
- Wiem, ale to Harry. Jedno mówi, a drugie robi. Połóż się, jesteś pewnie zmęczona... W ogóle coraz bladsza jesteś. Może powinnaś jechać z tym do lekarza? - Zapytał zmartwiony.
- Nie dziw się. Białaczka. - Przypomniałam i się uśmiechnęłam.
- I czemu ty się uśmiechasz? To nic śmiesznego, ani miłego! - Wyglądał na prawdę na zmartwionego.
- I tak umrę. Nie ważne, czy teraz, czy później. Nie boję się śmierci. - Usiadłam na łóżku Malika.
- Gdyby Joanne byłaby facetem, dałbym jej po ryju, za to, że zaraziła cię pesymizmem. - Mruknął.
- Ja nie jestem pesymistką. Jo tak. Ale ja jestem bardziej realistką. Byłam optymistką, ale przestałam wierzyć w prawdziwą miłość i w podobne bajeczki. - Spojrzałam na niego.
- A ja wierzę, że ty nie umrzesz. A Harry dostanie po ryju, za to co zrobił. - Powiedział stanowczo.
- I na chuj ci to? Szczerze Zayn. Co ci to przyniesie? Jaką satysfakcję, będziesz z tego miał? - Zapytałam.
- Będę miał pewność, że ten dupek cię już nie zrani. - Odparł.
- To miłe, ale nie mogę ci ta to pozwolić. - Powiedziałam.
- A ja nie prosiłem o pozwolenie. - Zayn.
- Ale ja ci mówię, że masz tego nie robić. Nie mówię, że sobie nie zasłużył, bo zasłużył, ale będziesz miał przez to kłopoty. - Ja.
- No dobrze. Zrobię to tylko i wyłącznie dla ciebie. - Podszedł do mnie.
- Dziękuję. - Odparłam.
- Nie ma za co. Przyniosę ci twoje rzeczy. Będziesz spała ze mną. - Powiedział i wyszedł.
- Nie trzeba było. Nie jestem kaleką.A spać mogę na kanapie. I tak to za długo nie potrwa. - Powiedziałam, gdy wszedł do pokoju.
- Nie będziesz, spała na tej kanapie. A po za tym ja nie gryzę i spokojnie będę trzymał łapy przy sobie. Żadnych sztuczek. Wiem... - Powiedział.
- Dziękuję. - Powiedziałam i wstałam.
- Gdzie ty idziesz? - Spytał.
- Na dół. - Odparłam i wyszłam z pokoju. Poszłam do kuchni i wzięłam moje leki. Znów było mi nie dobrze. Udałam się do salonu gdzie siedziała Joanne, z Liamem, Louisem, Niallem, Harrym i z Malikiem, który już zdążył do nich dołączyć.
- Ariana jak się czujesz? - Zapytał Liam.
- Dobrze, nawet z faktem, iż Harry oszukiwał i mnie i Zayn'a. - Sztucznie się uśmiechnęłam i spojrzałam na loczka.
- O co chodzi? - Spytał Niall.
- Ooo. Harry nie pochwaliłeś się, że jesteś ojcem dziecka Perrie? - Zapytałam.
- CO?! - Pytali z szokowani.
- Właśnie to. - Powiedziałam i usiadłam Zayn'owi na kolana i się w niego wtuliłam, a ten się tylko triumfalnie zaśmiał.
- Jesteście znów razem? - Zapytał Louis.
- Nie, ale na Zayn'ie wygodnie się śpi, więc się Malik tak nie ciesz. - Powiedziałam.
*5 miesiące później.*
Jest ze mną coraz gorzej i został mi tylko nie cały miesiąc życia. Jesteśmy przyjaciółmi z Zayn'em, ale nie ma już tej samej atmosfery, jaka między nami była, zanim zaczęliśmy ze sobą chodzić. Cały czas leżę w łóżku i ciągle ktoś dotrzymuje mi towarzystwa. Jakoś jeżdżę na różne kontrole, ale wyniki nie są pozytywne... Najgorsze jest to, że cały świat już wie, że Ariana Collins ma białaczkę i umiera. Powoli, ale umiera...
***
Jestem obecne w szpitalu. Podłączona do milionów aparatur, które przytrzymują mnie przy życiu. Dzień. Został mi tylko dzień. Wszyscy siedzą przy mnie i są smutni.
- Czemu jesteście smutni? - Spytałam.
- Mi umiera siostra... - Odezwała się Joanne.
- A mi przyjaciółka, która mnie ciągle pocieszała, jak miałem doła. - Niall.
- Przyjaciółka, z którą mogłem robić śmieszne żarty innym, m.in. Liamowi. - Louis.
- Przyjaciółka, która w najgorszej sytuacji umiała zachować spokój. - Liam.
- Osoba, którą zraniłem, a nie chciałem. - Harry.
- A mi osoba, którą kocham nad życie, a nie raz ją zraniłem, z którą chciałem się ożenić, mieć z nią mnóstwo dzieci, zestarzeć się z nią i z nią umrzeć. Osoba która miała do mnie cierpliwość, umiała mi doradzić co założyć itp. - Zayn.
Przez nich miałam łzy w oczach, które po chwili znalazły się na moich policzkach i spokojnie spływały.
- Będę was obserwowała z góry. Albo z dołu. Zależy, gdzie mnie wyślą. - Lekko się uśmiechnęłam.
- Oczywiście, że do góry. - Powiedział Zayn.
- Jesteście wspaniali. Jo, zawsze wiedziała, jak mnie podnieść na duchu i dała mi nadzieję, wtedy kiedy jej nie miałam, Niall pokazał mi co lepiej jeść, a czego nie, nawet jeśli przez to mogłam strasznie przytyć, Louis dał mi poczucie humoru, Liam pokazał mi jak zachować spokój, kiedy jest naprawdę źle, Harry jak imprezować, dużo wypić i nie upaść, a Zayn... Zayn dał mi szczęście, poczucie własnej wartości, pokazał co to miłość, dał mi wszystko to, co może dać ukochany swojej dziewczynie... - Powiedziałam i zamknęłam oczy, a maszyny dały znak, że umarłam.
__________________________________________________________
Ale czy to prawda? No nie wiadomo... Okaże się, wtedy, jak skończy się głosowanie, które jest obok postów. Głosujcie i komentujcie i bla bla bla, a ja se ide. May xx

21 - Ariana ja cię kocham i będę o ciebie walczył.

*Parę tygodni później*
Rano obudziłam się i tu taki zaspany Hazza.
- Cześć... - Powiedziałam.
- Dzień dobry, kochanie. - Uśmiechał się słodko.
- Od ilu minut się tak na mnie patrzysz? - Spytałam.
- Od jakiś 20 minut... - Odpowiedział.
- Czemu się tak szczerzysz? - Zadałam kolejne pytanie.
- Bo nie mogę uwierzyć w to, że jesteś caaaała moja. - Odparł.
- Zdefiniuj caaaaaała twoja... - Powiedziałam.
- No caaaaaała moja. Mogę cię pocałować kiedy chcę i się do ciebie przytulić kiedy chcę. No i bez wahania powiedzieć, jak bardzo cię kocham. - Odpowiedział.
- Słodki jesteś. - Uśmiechnęłam się.
- I seksowny. - Dodał.
- Znowu zaczynasz? - Zaśmiałam się.
- Może? - Pocałował mnie.
- Ogarnij się. - Powiedziałam.
- Pójdę zrobić śniadanie. - Odezwał się po chwili.
- To idź, a ja wezmę tabletki. - Odparłam.
- Kocham cię. - Wtulił się we mnie.
- Ja ciebie też. - Ja.]
Harry wstał i poszedł a ja wzięłam te cholerne pigułki, które mają mnie przytrzymać przy życiu dłużej, niż sześć miesięcy. O ile to w ogóle możliwe. Gdy odłożyłam pudełeczko z tabletkami, chwyciłam telefon do ręki i zobaczyłam, że ktoś zmienił mi tapetę w telefonie, jak ja śpię z loczkiem. No ciekawa jestem kto... Nagle do pokoju wszedł Zayn?
- Co ty tu robisz? - Spytałam.
- Chciałem ci powiedzieć, że miałaś rację, że to moje dziecko, niestety, ale rozmawiałem z Perrie i uzgodniliśmy, że nie będę musiał się opiekować tym dzieckiem , ale będę płacił wysokie alimenty, a druga sprawa jest taka, że to prawda, że masz zaawansowaną białaczkę? - Zapytał.
- Tak to prawda, a jeśli mi nie wierzysz, możesz przejść się do szpitala i zapytać. A po za tym to po co mówisz mi o waszym dziecku, skoro już nie jesteśmy razem? - Ja.
- Bo Ariana ja cię kocham i będę o ciebie walczył. To z tobą chce mieć mnóstwo dzieci, a nie z Perrie. To z tobą chce się zestarzeć, opowiedzieć naszym wnukom "to właśnie tak poznałem waszą babcię...". - Powiedział.
- To miłe, lecz za długo nie pożyję na tym świecie, bo lekarze dali mi maks. pół roku i ani dnia dłużej. I te pół roku chcę spędzić z osobą, którą kocham, czyli z Harrym. - Powiedziałam.
- Ważne, żebyś była szczęśliwa. - Odpowiedział i wyszedł, a po chwili wszedł Harry z tacą z jedzeniem.
- Co on tu robił? - Zapytał Hazz.
- Rozmawialiśmy. - odpowiedziała.
- Ale czego chciał? - Dopytywał.
- Powiedział, że jest ojcem tego dziecka, ale nie będzie się nim opiekował, ale będzie płacił wysokie alimenty. Chciał, jeszcze, żebym wróciła do niego, ale ja mu powiedziałam, że resztę życia chcę spędzić z tobą. - Wyjaśniłam, a ten odstawił tacę na szafkę, podszedł do mnie i pocałował.
- Kocham cię. - Szepnął.
- Ja ciebie też. - Odpowiedziałam.
- Jak się czujesz? - Zapytał.
- Fatalnie. Ale z dniem będzie coraz gorzej. - Odparłam smutno.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze, a teraz marsz do łóżka. - Rozkazał, a ja wykonałam to polecenie.
Zjedliśmy śniadanie w łóżku i oglądaliśmy filmy i nadrabialiśmy seriale, a w trakcie Glee (taki serial na FOX, jakby ktoś nie wiedział) zadzwonił mój telefon.
- Hallo? - Przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Hej Ariana, tu Jade Thirlwall. Muszę ci coś powiedzieć. To bardzo ważne. Możemy się spotkać? - Jade to była przyjaciółka Perrie, ale co się stało?
- Skoro to ważne... A gdzie? - Spytałam.
- U mnie w domu. Adres to Victoria street 26. Wiem, że to trochę daleko od was, ale no inaczej się nie da... - Powiedziała.
- Okey, a Harry może pojechać ze mną? - Spytałam.
- Nawet będzie lepiej jak pojadą wszyscy oprócz Zayn'a... - Stwierdziła.
- Okey. To za ile mamy być? - Ja.
- No jak się ogarniecie wszyscy i w ogóle... - powiedziała.
- Spoko. To pa. - Powiedziałam i się rozłączyłam.
- Co się stało? - Zapytał Harry.
- Jade dzwoniła i powiedziała, że musimy pogadać. Powiedziała też, że będzie lepiej jak pojedziemy wszyscy oprócz Malika. - Wstałam z łóżka, podeszłam do mojej walizki i zaczęłam szukać w niej ubrań.
- Pójdę powiedzieć reszcie. - Powiedział i wyszedł.
Ubrałam się w to. Zrobiłam makijaż i rozpuściłam moje loczki. Gdy wszyscy byli gotowi pojechaliśmy do domu Jade. Miło nas przywitała i w ogóle, ale później przeszliśmy do sprawy, przez którą u niej jesteśmy.
- Więc... Chodzi o to, że Perrie sfałszowała wyniki testu na ojcostwo... Lepiej będzie jak powiem Arianie to w cztery oczy, więc choć Ari ze mną do kuchni. - Powiedziała Jade.
- Okej. - Odparłam i poszłam z nią.
- Wiem, że to może cię zranić, ale uznałam, że będzie lepiej jak ci powiem, kto jest ojcem dziecka Perrie. - Jade.
- Kto? - Spytałam.
- Harry. Byłam z nią jak robiła te testy. Zayn'a nie było, bo ona była pewna, że Zayn nie będzie ojcem. Ona go tylko chciała wrobić w alimenty. Wiem, że to straszne, ale mam dowód. Gdy ona błagała lekarzy, by wpisali Zayn'a zamiast Harry'ego, wyjęłam jej z torebki oryginał. - Powiedziała i podała mi papier. Totalnie mnie zamurowało. Harry cały czas mnie okłamywał? Ale nie tylko mnie, bo Zayn'a też! Własnego przyjaciela!
Po jakimś czasie pojechaliśmy do domu. Przez całą drogę nie odzywałam się do Harry'ego. Do jedynej osoby, do której się odzywałam, była Joanne.
- Ariana co się stało? - Zapytał mnie Harry, gdy tylko weszliśmy do pokoju.
- To, że Zayn nie jest ojcem tego bachora, tylko ty! - Krzyknęłam.
- Co?! Skąd ty to wzięłaś?! - Pytał zdziwiony i zarazem przestraszony.
- Przyznaj Harry, chciałeś mnie tylko przelecieć i zostawić. - Powiedziałam.
- Nie. Na prawdę cię pokochałem. Od razu, jak cię zobaczyłem, wtedy w studiu, jak robiłaś nam zdjęcia. Jak dowiedziałem się, że masz robić nam zdjęcia zamiast Joe'go skakałem ze szczęścia w duchu i pomyślałem, że ty jesteś tą jedyną. - Odparł.
- Nie kłam Harry. Idę pogadać z Zayn'em. - Powiedziałam.
- Nie! Proszę nie mów mu. Załamie się. - Powiedział Styles.
- Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej z Edwards. - Powiedziałam i wyszłam do pokoju Zayn'a. Zapukałam i usłyszałam ciche prosze więc weszłam.
- Zayn musimy pogadać... - Zaczęłam.
____________________________________________________
Kolejny rozdział. :) Mam nadzieję, że się podoba. Jak myślicie, co Harry teraz zrobi?