- To co z tym robimy? - Zapytała.
- Ty mi się kurwa pytasz? Jesteś Joanne Brown gdzie ta wredna suka, którą o dziwo kochałam, bo nie była dla mnie wredna? - Zapytałam.
- Niall ją zamknął w szafie. - Odparła.
- To ją uwolnimy. - Pokuśtykałam do szafy i ją odtworzyłam. - Tu jest? Czy mamy już pomysł?
- Zemsta... - Uśmiechnęła się tajemniczo.
- Nawet mam pomysł na tą zemstę, ale potrzebujemy chłopaków. - Powiedziałam.
- Co proponujesz? - Spytała.
- Em... Pobudki zimną wodą, wyłączenie mu budzika, e... I to chyba wszystko. Albo poprostu strzeli mu się liścia, czy dwa i to powinno chba załatwić sprawę. - Powiedziałam.
- Nie złe. To co wołamy ich? - Spytałam.
- Ok, ale Harry nie może się dowiedzieć. Więc, jak? - Jo.
- I tak ma wszystko w dupie, więc co? - Ja.
- Ok... Zejdźmy na dół i udajmy, jakby nigdy nic się nie stało. - Powiedziała.
- No dobra, tylko daj mi chwilę, bo jakby nie patrzeć to mam gips na całej nodze. - Odpowiedziałam.
- Czekaj pomogę ci... - Odparła Joanne i mi pomogła zejść na dół. Chłopacy siedzieli w salonie, ale Hazzy było.
- A Stylesa gdzie wywiało? - Spytałam podchodząc do kanapy.
- Wyszedł. Mogłaś zawołać, bym ci pomógł... - Powiedział Zayn i usadził mnie na swoich kolanach.
- Czemu traktujesz mnie jak kalekę? Umiem chodzić. - Odparłam.
- Ale masz oszczędzać tą nogę... Im bardziej będziesz na nią uważać, tym szybciej wyciągną cię z gipsu. - Wyjaśnił.
- Ale ja tu tylko na chwile... Wykorzystam to, że nie ma Harryego w domu. Razem z Joanne wymyśliłyśmy zemstę na Harryego. Wy będziecie jeździć do studia, a mu się budzik wyłączy, bo spać się nie da. A później, ja, bo zostanę w domu, to obudzę go wiaderkiem wody... A wy będziecie dla niego wredni. Taka mała przyjacielska zemsta. - Odparłam.
- Ale dziewczyny, czy to dobry pomysł? - Zapytał Niall.
- Tak! Mam dosyć, że traktuje nas jak dziwki. Nie pamiętacie, co się działo jak Ariana żyła ostatnie 6 miesięcy? Wtedy jak miała białaczkę? Ukrywał przed nami, że jest ojcem dziecka LASKI Zayna. Zdradził i przyjaciela i dziewczynę. - Wyjaśniła Joanne.
- BYŁEJ laski. - Zaznaczył Zayn.
- Jeden kij. - Odparła Joanne.
- Chore to wszystko. Ta cała sytuacja... - Powiedziałam.
- Zgodzę się z tobą. - Poparł mnie Malik.
- To co pomożecie nam? - Spytała Joanne.
- Ja wchodzę. - Zayn.
- Ja też... - Powiedział Niall.
- No dobra. - Louis.
- Liam? - Zapytałam.
- Damy mu porządną nauczkę. - Liam.
- Zayn zanieś mnie do pokoju. - Zmieniłam temat.
- Serio? Teraz? Może najpierw coś zjesz? - Zapytał Mulat.
- 2 tosty z serem i oczywiście szynką, nie zapomnij o pomidorze, ogórku zielonym i rzodkiewce. - Odparłam.
- A może jednak głoduj? - Malik.
- Jestem tak strasznie głodna...- Zrobiłam smutną minkę.
- Grr... - Warknął i poszedł.
- Ari jakie wymagania... - Zaśmiał się Louis.
- No co? U mnie taka kolacja to nic... Poczekajcie do rana. - Odpowiedziałam.
- Ohoho! - Zaśmiali się.
- Dobra ludzie. Uciekam. - Ledwie wstałam z pomocą Nialla i Joanne z kanapy.
- Może ci pomogę siostrzyczko? - Zapytał Niall.
- No w sumie... Mógłbyś. Tyle jest tych schodów... - Spojrzałam na schody.
- Nigdzie się nie ruszasz! Najpierw zjesz! - Krzyknął z kuchni Zayn.
- Wiejemy! - Powiedziałam i pokuśtykałam do schodów.
- Ariana lepiej żebyś siedziała w salonie na kanapie... - Ostrzegł Malik.
- A nie mogę zjeść w pokoju? - Zapytałam robiąc słodką minkę.
- No dobra. Niall pomóż mi. - Powiedział Zayn, a mój brat od razu znalazł się przy nim i czekał aż Malik da mu talerz z moimi tostami.
- O nie głodomorze. Malik bierze talerz. - Powiedziałam a mój brat wziął mnie na ręce, a Zayn z bananem na ryju trzymał talerz.
- No to może chociaż gryza? - Zapytał Blondyn.
- Gryza, a nie pół kanapki Niall. - Ostrzegłam a ten ugryzł moją kanapkę.
- Dobra. Maliczku.... - Zwrócił się do mojego chłopaka.
- Ile? - A ten załapał o co chodzi i się spytał.
- Zaskocz mnie. - Niall położył mnie na łóżku i wyszedł z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Z kim ja pracuję... - Mruknął Zayn.
- Z nimi. - Uśmiechnęłam się i zaczęłam się zajadać moją kolacją.
- Chcesz coś jeszcze kochanie? - Zapytał.
- Rozwal mi gips. - Odpowiedziałam.
- Chciałbym skarbie, ale nie mogę. - Powiedział smutno.
- To sama rozwalę. Przynieś młotek. - Rozkazałam.
- Nie, bo kość ci się nie zrośnie prawidłowo i będą ci łamać na nowo i będziesz jeszcze dłużej w gipsie. Nie chcesz tego. Przeżyłem takie coś i nie jest to fajne. - Odpowiedział.
- Ugh! - Jęknęłam.
- Posiedzieć tu z tobą? - Zapytał.
- Idź do nich, a ja se wejdę na FB. - Powiedziałam.
- Nie chce mi się. - Ułożył się obok mnie i oparł głowę o moje ramię.
- A tobie co? - Spytałam.
- Kocham cię. - Szepnął.
- Ja ciebie też, ale fryzura ci się rozwali. - Odpowiedziałam.
- Mam to gdzieś. Tylko ty możesz psuć mi fryzurę. - Odparł.
- Czuję się zaszczycona... - Zaśmiałam się.
- I powinnaś. - Również się zaśmiał.
- Podasz mi MacBooka? - Spytałam, a ten bez słowa wstał i podał mi to o co prosiłam, po czym wrócił do poprzedniej czynności, czyli leżenie obok mnie, z głową na moim ramieniu.
Weszłam na FB. Kilka osób zaprosiło mnie do grona znajomych. Zdziwiło mnie kto to był...
___________________________________________
Jak widzicie, powróciłam! Nie uśmierciłam ich i będę kontynuować to opowiadanie, chyba że nie chcecie. :( Mam nadzieję, że będziecie ładnie komentować jak kiedyś. :) Przepraszam was, że chciałam usunąć tego bloga. Nie bijcie! ;( Wynagrodzę to wam. :P May xx
niedziela, 22 września 2013
poniedziałek, 1 lipca 2013
39 - Nareszcie w domku...
Lot był jak zwykle długi i wyczerpujący. Ta noga mnie strasznie mocno boli. Zauważyłam, że Harry zaczął się przystawiać do Joanne. Oj źle to się skończy.
W domu byliśmy dopiero o 19. Zayn pomógł doczołgać się do pokoju. Nareszcie w swoim łóżeczko.
- Mój boże... - Jęknęłam rozkładając się na łożu.
- Zapomniałaś jak jest wygodnie co? - Zaśmiał się.
- Już pamiętam. - Uśmiechnęłam się i poprawiłam się do pozycji siedzącej.
- Oj teraz to se poleżysz w tym łóżku. - Odpowiedział.
- Nie denerwuj mnie. - Syknęłam.
- Rozchmurz się kochanie, będę dotrzymywał ci towarzystwa. - Uśmiechnął się i położył koło mnie.
- Ale ja w ogóle nie chcę leżeć... Wiesz doskonale jaka jestem. Nie umiem siedzieć w jednym miejscu. - Jęknęłam.
- Wiem... A kiedy zdejmują ci gips? - Zapytał.
- Za trzy miesiące. - Odparłam smutno.
- Dasz radę... - Uśmiechnął się.
***
Właśnie teraz całą rodziną robimy kolację. Nawet ja.
- Harry ja pierdole weź sie ogarnij i mnie zostaw! - Krzyknęła Joanne i strzeliła mu liścia, po czym poszła.
- Pójdę za nią. - Oznajmiłam i pokuśtykałam za po mocą kuli do jej i Nialla pokoju.
- Czego?! - Spytała groźnie.
- Spokojnie to tylko ja... - Powiedziałam.
- Jak on mnie wkurwia! - Krzyknęła.
- To co ja miałam powiedzieć? Wytrzymałam z tym idiotą pół roku... - Mruknęłam.
________________________________________________
Wybaczcie, że taki krótki! Nie miałam pomysłu... Ktoś to w ogóle jeszcze czyta??? :P Powróciłam! I to z wielkim hukiem!. :P Tadaaaa! May xx :*
W domu byliśmy dopiero o 19. Zayn pomógł doczołgać się do pokoju. Nareszcie w swoim łóżeczko.
- Mój boże... - Jęknęłam rozkładając się na łożu.
- Zapomniałaś jak jest wygodnie co? - Zaśmiał się.
- Już pamiętam. - Uśmiechnęłam się i poprawiłam się do pozycji siedzącej.
- Oj teraz to se poleżysz w tym łóżku. - Odpowiedział.
- Nie denerwuj mnie. - Syknęłam.
- Rozchmurz się kochanie, będę dotrzymywał ci towarzystwa. - Uśmiechnął się i położył koło mnie.
- Ale ja w ogóle nie chcę leżeć... Wiesz doskonale jaka jestem. Nie umiem siedzieć w jednym miejscu. - Jęknęłam.
- Wiem... A kiedy zdejmują ci gips? - Zapytał.
- Za trzy miesiące. - Odparłam smutno.
- Dasz radę... - Uśmiechnął się.
***
Właśnie teraz całą rodziną robimy kolację. Nawet ja.
- Harry ja pierdole weź sie ogarnij i mnie zostaw! - Krzyknęła Joanne i strzeliła mu liścia, po czym poszła.
- Pójdę za nią. - Oznajmiłam i pokuśtykałam za po mocą kuli do jej i Nialla pokoju.
- Czego?! - Spytała groźnie.
- Spokojnie to tylko ja... - Powiedziałam.
- Jak on mnie wkurwia! - Krzyknęła.
- To co ja miałam powiedzieć? Wytrzymałam z tym idiotą pół roku... - Mruknęłam.
________________________________________________
Wybaczcie, że taki krótki! Nie miałam pomysłu... Ktoś to w ogóle jeszcze czyta??? :P Powróciłam! I to z wielkim hukiem!. :P Tadaaaa! May xx :*
wtorek, 25 czerwca 2013
38 - Studia cz.6
* 12. 03. 2015 r. *
Dziś z Joanne mamy jakieś wiosenne przedstawienie. Od rana mamy różne treningi, by wieczorem pokazać na co nas stać. Ćwiczymy i ćwiczymy. Niestety los chciał mi zrobić na złość i zrobiłam jeden nie właściwy krok i chyba złamałam sobie nogę. Przyjechała karetka i mnie zabrała. Lekarz powiedział, że musi mi jakieś śruby wkręcić w kolano, czy jakoś tak.
***
- Joanne? Co ja tu robię? Czemu mam całą nogę w gipsie? - Od razu zaczęłam serię pytań.
- Spokojnie. Na próbie przed przedstawieniem potknęłaś się i złamałaś nogę. Miałaś operację i po 3 miesiącach się obudziłaś. Musieli ci wkręcić śruby w kolano. Zayn jest w Nowym Jorku i właśnie tu jedzie. - Powiedziała.
- Co? Który dzisiaj? - Spytałam.
- 20 czerwca. - Odpowiedziała.
- Za tydzień koniec roku i wracamy do Londynu prawda? - Ja.
- Tak. - Odparła.
- Co przegapiłam? - ja.
- Jak Matt dostaje po ryju od Zayn'a. Popłakał się jak mała dziewczynka.. - Zaśmiała się.
- Serio? - Zdziwiłam się.
- Tak. Matt się sadził na Malika, więc ten mu dał w pysk. - Odpowiedziała.
- Chcę stąd wyjść. - Powiedziałam.
- Dopiero za 3 dni. - Joanne.
- Mam to w dupie mają mnie wypuścić! - Krzyknęłam.
- O widzę, że pani się już obudziła... Jak się pani czuje? - Do sali wszedł lekarz.
- Nieźle. Może mnie już pan wypuścić do domu. - Powiedziałam.
- Hm. Bardzo chętnie, ale nie mogę. - Odparł.
- Mogę wypisać się na własne życzenie. Więc proszę przynieść wypis. - Odpowiedziałam.
- Może się pani wypisać dopiero jutro. - Odparł i wyszedł.
- To... Zayn zaraz będzie... Tak? - Spytałam Joanne.
- Ta...Przywiezie ci telefon, żebyśmy mogli z tobą jakoś skontaktować. - Odpowiedziała, a do sali wparowali chłopacy.
- Kochanie przepraszam, ale Joanne dopiero wczoraj wieczorem mnie o tym poinformowała. - Powiedział Zayn i mnie pocałował.
- No co?! Nie wiedziałam, czy mu powiedzieć, czy nie! - Krzyknęła.
- Dobrze zrobiłaś Joanne. - Powiedziałam.
- Ja powinienem o tym wiedzieć. Jestem twoim bratem. - Odezwał się Niall.
- Oj tam. - Odpowiedziałam.
- Kiedy cię wypuszczają? - Zapytał Liam.
- Jutro na własne życzenie. - Odparłam.
- A czemu nie dzisiaj? - Spytał Harry.
- Nie pozwolili mi... - Powiedziałam.
*28. 06. 2015r.*
Zakończenie szybko minęło. Chłopaki pomogli zapakować mi i Joanne nasze bagaże. Tzn. jej, bo mi nie pozwolili mi się ruszyć z tą nogą. Nie lubię tak siedzieć w jednym miejscu.
- Dobra. Wszystko spakowane. - Ogłosił Niall.
- Hej... - Do pokoju wszedł Matt.
- Cześć. - Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Pa... - Powiedział chamsko Malik.
- Zayn spokojnie. - Uspokoiłam go.
- Dobra... - Mruknął zdenerwowany.
- Wow... Dawno cię nie widziałem... Fajny gips. - Uśmiechnął się.
- Dzięki... W tym gipsie będę przez jakieś 3 miesiące, jak dobrze pójdzie... - Odpowiedziałam.
- A czemu cię nie było w szkole przez tak długi czas? Od tego złamania.... - Spytał.
- Była w śpiączce. - Odpowiedziała za mnie Joanne.
- Aha... Czyli teraz wracacie do Londynu tak? - Matt.
- Tak. A tak właściwie co ty tu robisz, skoro skończyłeś studia rok temu? - Spytała go Joanne.
- Em, mieszkam nie daleko, a chciałem się z wami pożegnać... - Wyjaśnił.
- To pa... - Zayn.
- Zayn proszę cię. - Powiedziałam i próbowałam wstać.
- Poczekaj pomogę ci. - Powiedział Harry i pomógł mi.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam.
- Stoisz? - Spytał.
- Nie, latam... Pewnie, że stoję. Tylko musisz mi podać kule. - Powiedziałam, a on podał mi to o co prosiłam.
- Masz. - Odparł Harry, a ja do kuśtykałam do Matt'a i go przytuliłam.
- Dzięki za wszystko. - Powiedziałam.
- Będę za tobą tęsknić. - Odparł.
- A za mną nie będziesz? - Spytała Joanne.
- Wylałaś na mnie kawę. Prosto na głowę. 10 razy w ciągu tygodnia. - Powiedział Matt.
- Dobrze! High Five! - Krzyknął ze śmiechem Zayn i przybił piątkę z Joanne.
- Zayn!- Syknęłam na niego.
- No co?! - Spytał.
- Em, dobra. Musimy się zbierać, taksówka czeka. - Ogłosił Liam.
- To pa Ariana. - Powiedział, pocałował mnie w policzek i poszedł.
- Nie lubię go. - Powiedział Harry.
- Ja też. - Zayn.
- No nareszcie ktoś podziela moje zdanie. - Odparła Joanne.
- To tylko znajomy! - Krzyknęłam.
- Dobra chodźmy. - Powiedział Niall.
- Chodź kochanie, pomogę ci. - Powiedział Zayn i wziął mnie na ręce.
- Wariacie co ty robisz? Umiem sama zejść. - Zdziwiłam się.
- Nie. Masz oszczędzać nogę, a po za tym to jak się potkniesz to co? - Spytał.
- Jeny, ale masz problemy... - Powiedziałam.
Więc wracamy do Londynu. Prywatnym odrzutowcem chłopaków. Z jednej strony cieszę się jak głupia, że wracam do domu, ale z drugiej strony, jestem smutna, bo naprawdę polubiłam Nowy Jork. Tyle się tam wydarzyło...
_______________________________________________________
I jest kolejny. :3 Pamiętajcie, żeby komentować tego i mojego 2 bloga. Link macie po prawej stronie >>>
Kocham was! Jesteście wspaniałe. :* <3 May xx
Dziś z Joanne mamy jakieś wiosenne przedstawienie. Od rana mamy różne treningi, by wieczorem pokazać na co nas stać. Ćwiczymy i ćwiczymy. Niestety los chciał mi zrobić na złość i zrobiłam jeden nie właściwy krok i chyba złamałam sobie nogę. Przyjechała karetka i mnie zabrała. Lekarz powiedział, że musi mi jakieś śruby wkręcić w kolano, czy jakoś tak.
***
- Joanne? Co ja tu robię? Czemu mam całą nogę w gipsie? - Od razu zaczęłam serię pytań.
- Spokojnie. Na próbie przed przedstawieniem potknęłaś się i złamałaś nogę. Miałaś operację i po 3 miesiącach się obudziłaś. Musieli ci wkręcić śruby w kolano. Zayn jest w Nowym Jorku i właśnie tu jedzie. - Powiedziała.
- Co? Który dzisiaj? - Spytałam.
- 20 czerwca. - Odpowiedziała.
- Za tydzień koniec roku i wracamy do Londynu prawda? - Ja.
- Tak. - Odparła.
- Co przegapiłam? - ja.
- Jak Matt dostaje po ryju od Zayn'a. Popłakał się jak mała dziewczynka.. - Zaśmiała się.
- Serio? - Zdziwiłam się.
- Tak. Matt się sadził na Malika, więc ten mu dał w pysk. - Odpowiedziała.
- Chcę stąd wyjść. - Powiedziałam.
- Dopiero za 3 dni. - Joanne.
- Mam to w dupie mają mnie wypuścić! - Krzyknęłam.
- O widzę, że pani się już obudziła... Jak się pani czuje? - Do sali wszedł lekarz.
- Nieźle. Może mnie już pan wypuścić do domu. - Powiedziałam.
- Hm. Bardzo chętnie, ale nie mogę. - Odparł.
- Mogę wypisać się na własne życzenie. Więc proszę przynieść wypis. - Odpowiedziałam.
- Może się pani wypisać dopiero jutro. - Odparł i wyszedł.
- To... Zayn zaraz będzie... Tak? - Spytałam Joanne.
- Ta...Przywiezie ci telefon, żebyśmy mogli z tobą jakoś skontaktować. - Odpowiedziała, a do sali wparowali chłopacy.
- Kochanie przepraszam, ale Joanne dopiero wczoraj wieczorem mnie o tym poinformowała. - Powiedział Zayn i mnie pocałował.
- No co?! Nie wiedziałam, czy mu powiedzieć, czy nie! - Krzyknęła.
- Dobrze zrobiłaś Joanne. - Powiedziałam.
- Ja powinienem o tym wiedzieć. Jestem twoim bratem. - Odezwał się Niall.
- Oj tam. - Odpowiedziałam.
- Kiedy cię wypuszczają? - Zapytał Liam.
- Jutro na własne życzenie. - Odparłam.
- A czemu nie dzisiaj? - Spytał Harry.
- Nie pozwolili mi... - Powiedziałam.
*28. 06. 2015r.*
Zakończenie szybko minęło. Chłopaki pomogli zapakować mi i Joanne nasze bagaże. Tzn. jej, bo mi nie pozwolili mi się ruszyć z tą nogą. Nie lubię tak siedzieć w jednym miejscu.
- Dobra. Wszystko spakowane. - Ogłosił Niall.
- Hej... - Do pokoju wszedł Matt.
- Cześć. - Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Pa... - Powiedział chamsko Malik.
- Zayn spokojnie. - Uspokoiłam go.
- Dobra... - Mruknął zdenerwowany.
- Wow... Dawno cię nie widziałem... Fajny gips. - Uśmiechnął się.
- Dzięki... W tym gipsie będę przez jakieś 3 miesiące, jak dobrze pójdzie... - Odpowiedziałam.
- A czemu cię nie było w szkole przez tak długi czas? Od tego złamania.... - Spytał.
- Była w śpiączce. - Odpowiedziała za mnie Joanne.
- Aha... Czyli teraz wracacie do Londynu tak? - Matt.
- Tak. A tak właściwie co ty tu robisz, skoro skończyłeś studia rok temu? - Spytała go Joanne.
- Em, mieszkam nie daleko, a chciałem się z wami pożegnać... - Wyjaśnił.
- To pa... - Zayn.
- Zayn proszę cię. - Powiedziałam i próbowałam wstać.
- Poczekaj pomogę ci. - Powiedział Harry i pomógł mi.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam.
- Stoisz? - Spytał.
- Nie, latam... Pewnie, że stoję. Tylko musisz mi podać kule. - Powiedziałam, a on podał mi to o co prosiłam.
- Masz. - Odparł Harry, a ja do kuśtykałam do Matt'a i go przytuliłam.
- Dzięki za wszystko. - Powiedziałam.
- Będę za tobą tęsknić. - Odparł.
- A za mną nie będziesz? - Spytała Joanne.
- Wylałaś na mnie kawę. Prosto na głowę. 10 razy w ciągu tygodnia. - Powiedział Matt.
- Dobrze! High Five! - Krzyknął ze śmiechem Zayn i przybił piątkę z Joanne.
- Zayn!- Syknęłam na niego.
- No co?! - Spytał.
- Em, dobra. Musimy się zbierać, taksówka czeka. - Ogłosił Liam.
- To pa Ariana. - Powiedział, pocałował mnie w policzek i poszedł.
- Nie lubię go. - Powiedział Harry.
- Ja też. - Zayn.
- No nareszcie ktoś podziela moje zdanie. - Odparła Joanne.
- To tylko znajomy! - Krzyknęłam.
- Dobra chodźmy. - Powiedział Niall.
- Chodź kochanie, pomogę ci. - Powiedział Zayn i wziął mnie na ręce.
- Wariacie co ty robisz? Umiem sama zejść. - Zdziwiłam się.
- Nie. Masz oszczędzać nogę, a po za tym to jak się potkniesz to co? - Spytał.
- Jeny, ale masz problemy... - Powiedziałam.
Więc wracamy do Londynu. Prywatnym odrzutowcem chłopaków. Z jednej strony cieszę się jak głupia, że wracam do domu, ale z drugiej strony, jestem smutna, bo naprawdę polubiłam Nowy Jork. Tyle się tam wydarzyło...
_______________________________________________________
I jest kolejny. :3 Pamiętajcie, żeby komentować tego i mojego 2 bloga. Link macie po prawej stronie >>>
Kocham was! Jesteście wspaniałe. :* <3 May xx
37 - Studia cz. 5
***1.09.13r.***
Zaczęłyśmy studia w Julliard' ie. Poniedziałek... Pierwsza lekcja, Historia sztuki. Wstałam o 6, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w TO, włosy związałam w niedbałego koka na czubku głowy, a makijaż był delikatny. Po mojej porannej toalecie obudziłam Joanne.
- Jo wstawaj, bo się spóźnimy. - Powiedziałam lekko potrząsając ją.
- Jeszcze 5 minut, mamo. - Odparła całkiem zaspana.
- Nie. Na 7:30 mamy zajęcia. - Odpowiedziałam.
- A która godzina? - Zapytała.
- 6:55. - Skłamałam. Tak na prawdę była godzina 6:45, ale chciałam, żeby się pośpieszyła.
- O kurwa! - Krzyknęła i pobiegła do łazienki. Po jakiś 20 minutach była gotowa.
- Już? - Spytałam.
- Tak. Możemy iść. - Powiedziała.
- Poczekaj mamy jeszcze czas. Jest dopiero 5 po 7. - Odpowiedziałam.
- Co? Ale ja tam siedziałam jakieś 20 min... - Jo.
- Nom. Ale gdybym ci powiedziała jaka jest dokładnie godzina zaczęłabyś się guzdrać i byśmy się spóźniły. - wyjaśniłam.
- A... Skąd masz bransoletkę Harry' ego? - Zapytała.
- Jak byliśmy razem to mu ją zabrałam... Nie wiem skąd ona znalazła się w mojej torbie, skoro ja ją odkładałam na stolik, jak zerwaliśmy. Ale fajna jest i to jedyna fajna pamiątka jaka mi po nim została. - Wyjaśniłam.
- Aha... A może jeszcze pójdziemy do Starbuksa? - Joanne.
- Ok. - Odparłam i poszłyśmy.
Matt akurat był w starbuksie, tylko nie za ladą.
- Hej Matty. - Powiedziałam.
- Cześć brzydalu. - Powiedziała Joanne.
- Joanne... - Ja.
- No co? - Jo.
- Idź zamów kawę. - Powiedziałam, a Jo poszła.
- Co tam śliczna? - Zapytał Matt.
- Ale ty wiesz, że mam chłopaka? - Spytałam.
- Wiem... Malik. I co? - Matt.
- Przestań Matt. Nie śmieszne... - Odpowiedziałam.
- Zapytałem tylko: co tam śliczna. No bo jesteś śliczna... A zawsze można odbić... - Uśmiechnął się.
- Nie, nie można. Joanne chodź stąd. - Powiedziałam, a ciemnowłosa akurat odbierała napój.
- Pędzę. - Odparła i wyszłyśmy.
Od razu poszyłyśmy na zajęcia. Szybko zleciało...
______________________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale wena mnie znów opuszcza. Za to na moim nowym blogu [LINK] są bohaterowie i 1rozdział. Tak też komentujcie. Również o 1D. :) Mogę na was liczyć? May xx
Zaczęłyśmy studia w Julliard' ie. Poniedziałek... Pierwsza lekcja, Historia sztuki. Wstałam o 6, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w TO, włosy związałam w niedbałego koka na czubku głowy, a makijaż był delikatny. Po mojej porannej toalecie obudziłam Joanne.
- Jo wstawaj, bo się spóźnimy. - Powiedziałam lekko potrząsając ją.
- Jeszcze 5 minut, mamo. - Odparła całkiem zaspana.
- Nie. Na 7:30 mamy zajęcia. - Odpowiedziałam.
- A która godzina? - Zapytała.
- 6:55. - Skłamałam. Tak na prawdę była godzina 6:45, ale chciałam, żeby się pośpieszyła.
- O kurwa! - Krzyknęła i pobiegła do łazienki. Po jakiś 20 minutach była gotowa.
- Już? - Spytałam.
- Tak. Możemy iść. - Powiedziała.
- Poczekaj mamy jeszcze czas. Jest dopiero 5 po 7. - Odpowiedziałam.
- Co? Ale ja tam siedziałam jakieś 20 min... - Jo.
- Nom. Ale gdybym ci powiedziała jaka jest dokładnie godzina zaczęłabyś się guzdrać i byśmy się spóźniły. - wyjaśniłam.
- A... Skąd masz bransoletkę Harry' ego? - Zapytała.
- Jak byliśmy razem to mu ją zabrałam... Nie wiem skąd ona znalazła się w mojej torbie, skoro ja ją odkładałam na stolik, jak zerwaliśmy. Ale fajna jest i to jedyna fajna pamiątka jaka mi po nim została. - Wyjaśniłam.
- Aha... A może jeszcze pójdziemy do Starbuksa? - Joanne.
- Ok. - Odparłam i poszłyśmy.
Matt akurat był w starbuksie, tylko nie za ladą.
- Hej Matty. - Powiedziałam.
- Cześć brzydalu. - Powiedziała Joanne.
- Joanne... - Ja.
- No co? - Jo.
- Idź zamów kawę. - Powiedziałam, a Jo poszła.
- Co tam śliczna? - Zapytał Matt.
- Ale ty wiesz, że mam chłopaka? - Spytałam.
- Wiem... Malik. I co? - Matt.
- Przestań Matt. Nie śmieszne... - Odpowiedziałam.
- Zapytałem tylko: co tam śliczna. No bo jesteś śliczna... A zawsze można odbić... - Uśmiechnął się.
- Nie, nie można. Joanne chodź stąd. - Powiedziałam, a ciemnowłosa akurat odbierała napój.
- Pędzę. - Odparła i wyszłyśmy.
Od razu poszyłyśmy na zajęcia. Szybko zleciało...
______________________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale wena mnie znów opuszcza. Za to na moim nowym blogu [LINK] są bohaterowie i 1rozdział. Tak też komentujcie. Również o 1D. :) Mogę na was liczyć? May xx
sobota, 22 czerwca 2013
36 - Studia cz.4
Weszłam do pokoju nr 169, czyli mojego i Jo, aż nagle zobaczyłam, że Joanne nie ma w łóżku.
- Odłóż tą kawę i chodź. - Powiedziała.
- Po co? Gdzie? - Pytałam.
- Po prostu chodź. - Odparła. Odłożyłam napoje na stolik i poszłam za nią. Weszłyśmy do jakiegoś parku.
- Po co tu przyszłyśmy?! Joanne Brown! Czekam na wyjaśnienia! - Krzyczałam.
- Zaraz zobaczysz. - Powiedziała.
- Hej! - Krzyknęli Louis, Liam, Harry i Niall. Zayn'a nie było.
- Jezu chłopaki co wy tu robicie?! - Spytałam zszokowana i przytuliłam każdego po kolei.
- Trasa. - Odpowiedział Nialler i wpił się w usta Joanne.
- A Zayn? - Spytałam.
- Tu jestem. - Odparł za mną. Ja się odwróciłam i rzuciłam mu na szyję.
- Boże jak ja za tobą tęskniłam... - Powiedziałam.
- Ja za tobą też. Wszystkiego najlepszego kotku. - Odpowiedział.
- Tobie również. - Odparłam, a on mnie pocałował
- Dostałyście się? - Zapytał Niall.
- Tak. - Odpowiedziałyśmy równo.
- Wiedziałem, że dasz radę. - Pocałował mnie kolejny raz Malik.
- Zayn! - Krzyknęła za nim Safaa.
- Zapomniałem o tobie... Wybacz młoda. - Powiedział Zayn zwracając się do jego siostry.
- Cześć Safaa. - Przywitałam się z nią.
- Hej Ari. - Odpowiedziała 8-latka.
- Em, więc pewnie się zastanawiasz co tu robi Safaa. Więc byłem 2 dni temu w Bradford i rodzice poprosili mnie, żebym wziął ją do nas, bo starsze se wyjechało na kolonie, a oni... Rozumiesz... - Wytłumaczył Malik.
- Rozumiem... - Uśmiechnęłam się do niego.
- 2 tygodnie z nim... - Jęknęła Safaa.
- Ale spójrz na lepsze strony. Zayn pokupuje ci pamiątki. - Zwróciła się do niej Jo.
- Albo zabierze cie np. do zoo. - Dodałam.
- Plus w szkole się będziesz mogła powiedzieć, że spędziłaś całe magiczne 2 tygodnie z One Direction. - Powiedział Harry.
- Mam się tym chwalić, czy żalić? - Safaa.
- Na pewno nie jest aż tak źle. - Ja.
- Zostawili mnie samą w metrze, zamknęli w samochodzie, że już nie wspomnę, że musiałam targać walizki, moje, Zayna i Harryego. - Powiedziała.
- Jak możecie ją tak wykorzystywać? - ja
- No właśnie jak?! - Safaa.
- Zapomnieliśmy. - Zayn.
- Em, może stąd pójdziemy bo stoimy tu jak takie debile co się pół wieku nie widzieli? - Spytała Joanne.
- Jo ma rację. Może pójdziemy do Starbuksa? - Zaproponowałam.
- A później do Nandos! - Krzyknął Niall.
- Niall tu nie ma Nandos. - Powiedziała Joanne.
- Jak to nie ma?! - zdziwił się blondyn.
- No normalnie nie ma. - Odparła.
- Chodźcie. - Powiedziałam. Chwyciłam Zayn'a za rękę, a z mojej drugiej strony była Safaa która trzymała mnie za rękę.
- Może wyskoczymy gdzieś później tylko we dwoje? - Spytał Zayn szeptem.
- A co zrobisz ze Safaa' ą? - Zapytałam.
- Poprosimy chłopaków, żeby się nią zajęli tak do 19 bo o 20 mamy koncert i musimy się przygotować... - Odparł.
- A na ile tu przyjechaliście? - Ja.
- 5 dni. Dzisiaj koncert, jutro wolne, później koncert, wolne i koncert. - Odpowiedział.
- To nieźle... A jak myślisz zgodzą się? - Ja.
- Próbować zawsze warto. - Powiedział.
- Braciszku.... - Zaczęłam.
- Oj. Mam się bać? - Zapytał.
- Nie. Mam tylko malutką prośbę. - Powiedziałam.
- Jaką? - Niall.
- Przypilnowalibyście Safaa' y tak do 19? - Zapytałam.
- Proszę... Wynagrodzę to wam. - Powiedział Zayn.
- No dobra. Po obiedzie sobie idziecie, a my niańczymy małą. Tak? - Harry.
- Tak. - Odpowiedziałam.
- Dziękujemy wam. - Zayn.
Po obiedzie poszłam z Malikiem do kina. Było cudownie, a później zabrał mnie na kolację. Kurczę. Moje małe marzenie się spełniło. Dzień z Zaynem w dniu naszej rocznicy. Aww. No ale ta sielanka musiała się skończyć, bo Zayn miał koncert. Nie wiadomo czemu kazał mi założyć tę sukienkę. Zrobiłam makijaż, a moje delikatne loki zostały rozpuszczone. Gdy dojechałyśmy na miejsce wszystko było gotowe, a chłopacy się przebierali.
- Safaa gdzie chłopacy? - Spytałam siostry Zayna.
- Przebierają się. Wow, ale wyglądasz.... - Odparła.
- Też tak zareagowałam. - Powiedziała Jo.
- Mam nadzieję, że to pozytywne wow. - Odpowiedziałam.
- Raczej. - Safaa
- Em Ariana pójdziesz ze mną na fajkę? Nie chce sama... - Joanne.
- Okej. Sama zapalę. - Uśmiechnęłam się i poszłam z przyjaciółką na zaplecze.
Zapaliłyśmy papierosa, a koncert się zaczął bo słyszałam muzykę.
- Chodź. Zaczęło się. - Powiedziałam i pociągnęłam Joanne w stronę kulis.
- Poczekaj, jeszcze nie spaliłam. - Joanne.
- No chodź. - Ja.
- Dobra. - Zgasiła ćmika i poszła ze mną.
Minęło parę piosenek i chłopacy sobie zrobili przerwę, lecz żaden z nich nie schodził ze sceny.
- Dzisiaj, jest dla mnie wyjątkowy dzień z dwóch powodów. Pierwszy powód, dziś jest rocznica moja i Ariany, pierwsza odkąd jesteśmy razem, szkoda że nie ślubu, lecz kto wie... A drugi powód, że jestem tu z moimi przyjaciółmi i z nią. Moją ukochaną. Ari pokażesz się? - Mówił z dumą Zayn.
- Co stoisz jak słup?! Idziesz! - Krzyczała Joanne, a ja poszłam powolnym krokiem uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Moi drodzy Ariana Horan! Siostra Niallera! - Krzyknęli chłopacy, a Zayn wystawił do mnie dłoń.
- O Boże to się nie dzieje na prawdę... - Powiedziałam.
- Dzieje. - Zayn.
- Kochany jesteś. Ale jest jakiś inny powód dla którego stoję w tym właśnie miejscu spytałam? - Spytałam.
- Tak. Pamiętasz, jak mówiłaś, że zawsze chcesz zaśpiewać przed publicznością chociaż raz? - Zayn.
- Do czego zmierzasz? - Zdziwiłam się.
- Masz mikrofon i pokaż swój talent. Pokaż na co cię stać. - Odparł.
- Ale... - ja.
- Żadnego ale. Kto chce, żeby Ari śpiewała krzyczy Ari! - Krzyknął Harry, a fanki krzyknęły moje imię.
- Wariaci... Ale nawet nie mam podkładu muzycznego. - Powiedziałam.
- Tak się składa, że mamy fortepian. - Niall.
- No dobrze. - Mruknęłam i usiadłam przy owym instrumencie. Zaczęłam grać piosenkę Demi Lovato - In Case. Wszyscy bili brawa.
- Ma talent. - Zayn.
- Tsa... Dobra jeśli chcecie, żeby oni dokończyli swój koncert bijcie brawa, a ja znikam. Nikt nie klasnął oprócz mnie.
- Ale jesteście mili... - Louis.
- Awww... Jesteście uroczy, ale to nie mój koncert. Jestem wdzięczna Zaynowi i chłopakom też, że spełnili moje marzenie. Jesteście kochani chłopcy. - Powiedziałam i przytuliłam ich po kolei, lecz Zayn przytrzymał mnie w uścisku.
- Nie puszczę cię. - Szepnął mi na ucho.
- Dziękuję za to wszystko. - Pocałowałam go.
- Kocham cię. - Powiedział.
- Ja ciebie mocniej. - Odpowiedziałam.
- Śnij dalej. - Odparł, a wszyscy zrobili takie długie Awww.
- Dobra. Oddaję wam ich. Ja lecę. - Powiedziałam.
- Czemu? - Zrobił smutną minkę Zayn.
- To wasz koncert. - Odpowiedziałam.
- A ja se ide po moją Jo. - Powiedział Niall, zniknął za kulisami i wrócił z Joanne.
- To takie wzruszające... - Powiedział Louis i zaczął udawać, że płacze.
- Będzie dobrze Lou... - Pocieszał go Liam.
- Niech Jo coś zaśpiewa. Ja już śpiewałam, teraz czas na nią. - Powiedziałam.
- No właśnie. - Potwierdziła reszta.
- A żeby was... - Mruknęła. Wzięła mikrofon Nialla i zaśpiewała Lego House - Ed Sheeran.
***
Było cudownie! Najlepszy dzień mojego życia.! Boże...
___________________________________________
Stwierdziłam, że napiszę szybko rozdział zanim pojadę do Joanne... Cieszycie się? Next nie wiem kiedy. *le ja pokazuję kciuk do góry. :P
Jeszcze jedno! Zapraszam was na mojego nowego bloga. Nie będzie on o 1D... Mam nadzieję, że wam się spodoba i, że będziecie go odwiedzać, komentować, obserwować itd. Już są bohaterowie, a pierwszy rozdział nie wiem kiedy.
http://me-in-new-york-with-dream.blogspot.com/
May xx
- Odłóż tą kawę i chodź. - Powiedziała.
- Po co? Gdzie? - Pytałam.
- Po prostu chodź. - Odparła. Odłożyłam napoje na stolik i poszłam za nią. Weszłyśmy do jakiegoś parku.
- Po co tu przyszłyśmy?! Joanne Brown! Czekam na wyjaśnienia! - Krzyczałam.
- Zaraz zobaczysz. - Powiedziała.
- Hej! - Krzyknęli Louis, Liam, Harry i Niall. Zayn'a nie było.
- Jezu chłopaki co wy tu robicie?! - Spytałam zszokowana i przytuliłam każdego po kolei.
- Trasa. - Odpowiedział Nialler i wpił się w usta Joanne.
- A Zayn? - Spytałam.
- Tu jestem. - Odparł za mną. Ja się odwróciłam i rzuciłam mu na szyję.
- Boże jak ja za tobą tęskniłam... - Powiedziałam.
- Ja za tobą też. Wszystkiego najlepszego kotku. - Odpowiedział.
- Tobie również. - Odparłam, a on mnie pocałował
- Dostałyście się? - Zapytał Niall.
- Tak. - Odpowiedziałyśmy równo.
- Wiedziałem, że dasz radę. - Pocałował mnie kolejny raz Malik.
- Zayn! - Krzyknęła za nim Safaa.
- Zapomniałem o tobie... Wybacz młoda. - Powiedział Zayn zwracając się do jego siostry.
- Cześć Safaa. - Przywitałam się z nią.
- Hej Ari. - Odpowiedziała 8-latka.
- Em, więc pewnie się zastanawiasz co tu robi Safaa. Więc byłem 2 dni temu w Bradford i rodzice poprosili mnie, żebym wziął ją do nas, bo starsze se wyjechało na kolonie, a oni... Rozumiesz... - Wytłumaczył Malik.
- Rozumiem... - Uśmiechnęłam się do niego.
- 2 tygodnie z nim... - Jęknęła Safaa.
- Ale spójrz na lepsze strony. Zayn pokupuje ci pamiątki. - Zwróciła się do niej Jo.
- Albo zabierze cie np. do zoo. - Dodałam.
- Plus w szkole się będziesz mogła powiedzieć, że spędziłaś całe magiczne 2 tygodnie z One Direction. - Powiedział Harry.
- Mam się tym chwalić, czy żalić? - Safaa.
- Na pewno nie jest aż tak źle. - Ja.
- Zostawili mnie samą w metrze, zamknęli w samochodzie, że już nie wspomnę, że musiałam targać walizki, moje, Zayna i Harryego. - Powiedziała.
- Jak możecie ją tak wykorzystywać? - ja
- No właśnie jak?! - Safaa.
- Zapomnieliśmy. - Zayn.
- Em, może stąd pójdziemy bo stoimy tu jak takie debile co się pół wieku nie widzieli? - Spytała Joanne.
- Jo ma rację. Może pójdziemy do Starbuksa? - Zaproponowałam.
- A później do Nandos! - Krzyknął Niall.
- Niall tu nie ma Nandos. - Powiedziała Joanne.
- Jak to nie ma?! - zdziwił się blondyn.
- No normalnie nie ma. - Odparła.
- Chodźcie. - Powiedziałam. Chwyciłam Zayn'a za rękę, a z mojej drugiej strony była Safaa która trzymała mnie za rękę.
- Może wyskoczymy gdzieś później tylko we dwoje? - Spytał Zayn szeptem.
- A co zrobisz ze Safaa' ą? - Zapytałam.
- Poprosimy chłopaków, żeby się nią zajęli tak do 19 bo o 20 mamy koncert i musimy się przygotować... - Odparł.
- A na ile tu przyjechaliście? - Ja.
- 5 dni. Dzisiaj koncert, jutro wolne, później koncert, wolne i koncert. - Odpowiedział.
- To nieźle... A jak myślisz zgodzą się? - Ja.
- Próbować zawsze warto. - Powiedział.
- Braciszku.... - Zaczęłam.
- Oj. Mam się bać? - Zapytał.
- Nie. Mam tylko malutką prośbę. - Powiedziałam.
- Jaką? - Niall.
- Przypilnowalibyście Safaa' y tak do 19? - Zapytałam.
- Proszę... Wynagrodzę to wam. - Powiedział Zayn.
- No dobra. Po obiedzie sobie idziecie, a my niańczymy małą. Tak? - Harry.
- Tak. - Odpowiedziałam.
- Dziękujemy wam. - Zayn.
Po obiedzie poszłam z Malikiem do kina. Było cudownie, a później zabrał mnie na kolację. Kurczę. Moje małe marzenie się spełniło. Dzień z Zaynem w dniu naszej rocznicy. Aww. No ale ta sielanka musiała się skończyć, bo Zayn miał koncert. Nie wiadomo czemu kazał mi założyć tę sukienkę. Zrobiłam makijaż, a moje delikatne loki zostały rozpuszczone. Gdy dojechałyśmy na miejsce wszystko było gotowe, a chłopacy się przebierali.
- Safaa gdzie chłopacy? - Spytałam siostry Zayna.
- Przebierają się. Wow, ale wyglądasz.... - Odparła.
- Też tak zareagowałam. - Powiedziała Jo.
- Mam nadzieję, że to pozytywne wow. - Odpowiedziałam.
- Raczej. - Safaa
- Em Ariana pójdziesz ze mną na fajkę? Nie chce sama... - Joanne.
- Okej. Sama zapalę. - Uśmiechnęłam się i poszłam z przyjaciółką na zaplecze.
Zapaliłyśmy papierosa, a koncert się zaczął bo słyszałam muzykę.
- Chodź. Zaczęło się. - Powiedziałam i pociągnęłam Joanne w stronę kulis.
- Poczekaj, jeszcze nie spaliłam. - Joanne.
- No chodź. - Ja.
- Dobra. - Zgasiła ćmika i poszła ze mną.
Minęło parę piosenek i chłopacy sobie zrobili przerwę, lecz żaden z nich nie schodził ze sceny.
- Dzisiaj, jest dla mnie wyjątkowy dzień z dwóch powodów. Pierwszy powód, dziś jest rocznica moja i Ariany, pierwsza odkąd jesteśmy razem, szkoda że nie ślubu, lecz kto wie... A drugi powód, że jestem tu z moimi przyjaciółmi i z nią. Moją ukochaną. Ari pokażesz się? - Mówił z dumą Zayn.
- Co stoisz jak słup?! Idziesz! - Krzyczała Joanne, a ja poszłam powolnym krokiem uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Moi drodzy Ariana Horan! Siostra Niallera! - Krzyknęli chłopacy, a Zayn wystawił do mnie dłoń.
- O Boże to się nie dzieje na prawdę... - Powiedziałam.
- Dzieje. - Zayn.
- Kochany jesteś. Ale jest jakiś inny powód dla którego stoję w tym właśnie miejscu spytałam? - Spytałam.
- Tak. Pamiętasz, jak mówiłaś, że zawsze chcesz zaśpiewać przed publicznością chociaż raz? - Zayn.
- Do czego zmierzasz? - Zdziwiłam się.
- Masz mikrofon i pokaż swój talent. Pokaż na co cię stać. - Odparł.
- Ale... - ja.
- Żadnego ale. Kto chce, żeby Ari śpiewała krzyczy Ari! - Krzyknął Harry, a fanki krzyknęły moje imię.
- Wariaci... Ale nawet nie mam podkładu muzycznego. - Powiedziałam.
- Tak się składa, że mamy fortepian. - Niall.
- No dobrze. - Mruknęłam i usiadłam przy owym instrumencie. Zaczęłam grać piosenkę Demi Lovato - In Case. Wszyscy bili brawa.
- Ma talent. - Zayn.
- Tsa... Dobra jeśli chcecie, żeby oni dokończyli swój koncert bijcie brawa, a ja znikam. Nikt nie klasnął oprócz mnie.
- Ale jesteście mili... - Louis.
- Awww... Jesteście uroczy, ale to nie mój koncert. Jestem wdzięczna Zaynowi i chłopakom też, że spełnili moje marzenie. Jesteście kochani chłopcy. - Powiedziałam i przytuliłam ich po kolei, lecz Zayn przytrzymał mnie w uścisku.
- Nie puszczę cię. - Szepnął mi na ucho.
- Dziękuję za to wszystko. - Pocałowałam go.
- Kocham cię. - Powiedział.
- Ja ciebie mocniej. - Odpowiedziałam.
- Śnij dalej. - Odparł, a wszyscy zrobili takie długie Awww.
- Dobra. Oddaję wam ich. Ja lecę. - Powiedziałam.
- Czemu? - Zrobił smutną minkę Zayn.
- To wasz koncert. - Odpowiedziałam.
- A ja se ide po moją Jo. - Powiedział Niall, zniknął za kulisami i wrócił z Joanne.
- To takie wzruszające... - Powiedział Louis i zaczął udawać, że płacze.
- Będzie dobrze Lou... - Pocieszał go Liam.
- Niech Jo coś zaśpiewa. Ja już śpiewałam, teraz czas na nią. - Powiedziałam.
- No właśnie. - Potwierdziła reszta.
- A żeby was... - Mruknęła. Wzięła mikrofon Nialla i zaśpiewała Lego House - Ed Sheeran.
***
Było cudownie! Najlepszy dzień mojego życia.! Boże...
___________________________________________
Stwierdziłam, że napiszę szybko rozdział zanim pojadę do Joanne... Cieszycie się? Next nie wiem kiedy. *le ja pokazuję kciuk do góry. :P
Jeszcze jedno! Zapraszam was na mojego nowego bloga. Nie będzie on o 1D... Mam nadzieję, że wam się spodoba i, że będziecie go odwiedzać, komentować, obserwować itd. Już są bohaterowie, a pierwszy rozdział nie wiem kiedy.
http://me-in-new-york-with-dream.blogspot.com/
May xx
piątek, 21 czerwca 2013
35 - Studia cz. 3
Wylądowałyśmy dopiero ok. 10. Z lotniska pojechałyśmy od razu do Julliarda. Jesteśmy mega zmęczone, a jeszcze musimy jechać do dyrektora na rozmowę...
Zapłaciłyśmy taksówkarzowi i weszłyśmy do budynku. Miła brunetka siedząca w recepcji od razu skierowała nas do pana Chow-Honga, dyrektora tej szkoły.
Chwile z nim pogadałyśmy i zaprowadził nas do naszego pokoju, który był ogromny, prawie, że apartament. Dopiero za 2 dni mamy przesłuchanie. Strasznie się denerwuje...
- To co idziemy na imprezkę? - Spytała Joanne odkładając swoje torby.
- Zwariowałaś? Jo, leciałyśmy całe 10 godzin, jestem padnięta... A po za tym, to muszę wymyślić jakiś układ i zadzwonić do Zayn'a. - Usiadłam na łóżko.
- Nie ma tak. Musisz improwizować... A do Malika możesz zadzwonić jutro. - Powiedziała.
- Obiecałam mu... A co do tej imprezy to się zdrzemniemy i wyjdziemy o 21. Chwile poimprezujemy i wracamy, nie pijemy za dużo. Zrozumiano? - Odpowiedziałam.
- Tak jest mamo. - Odparła.
- Oj zamknij się Jo. Wystarczy mi, że mam syna. Jeszcze córka do kompletu? - Powiedziałam.
- Tak. - Zaśmiała się, po czym zapukał ktoś do drzwi.
- Proszę. - Powiedziałyśmy równo, a do pokoju wszedł ON. Boski blondyn z niebieskimi oczami.
- Cześć. - Zaczął i się uśmiechnął ukazując swoje dołeczki.
- Hej. - Odpowiedziałam.
- Czego? - Zapytała Joanne chamskim tonem.
- Joanne! - Syknęłam na nią, na znak, żeby była milsza.
- No co? Przecież spytałam się najgrzeczniej jak tylko umiałam! - Joanne.
- Nie denerwuj mnie. Więc... Co cię do nas sprowadza? - Spytałam nieznajomego.
- Emm, przysłał mnie Chow-Hong powiedział, że mam oprowadzić, 2 dziewczyny z pierwszego roku z pokoju 169, po terenie szkoły. A tak w ogóle jestem Matt Blacksmith, jestem na drugim roku wydziału teatralno-muzycznego. Miło poznać. - Wyjaśnił.
- Ja jestem Ariana Horan, a to jest Joanne Brown. Jesteśmy na wydziale muzyczno-tanecznym. - Przedstawiłam mnie i Joanne.
- Wiedziałem, że skądś was znam. Widziałem was parę razy gazecie. Więc kiedy będę mógł was oprowadzić? - Zapytał.
- Jak świnie polecą... - Odezwała się Joanne.
- Joanne... Matt wybacz za nią. Ona taka jest od urodzenia. Daj nam chwilę, tylko się ogarniemy. Jesteśmy trochę zmęczone po locie... - Wyjaśniłam blondynowi.
- Spoko, to może za godzinę przy recepcji? - Zapytał.
- Pewnie. - Uśmiechnęłam się, a Matt wyszedł.
- Widać na kilometr, że leci na ciebie... - Powiedziała Jo.
- Tylko, że ja mam chłopaka, którego kocham i nic mnie z nim nie rozdzieli... - Odpowiedziałam.
- Nie lubie go... - Jo.
- Zayna, czy Matta? - spytałam.
- Obu. - Odparła.
- Oj Jo...- Mruknęłam.
Wzięłam szybki prysznic i ubrałam to, a włosy rozpuściłam. W Nowym Jorku jest trochę cieplej niż w Londynie. Joanne też się ogarnęła i poszłyśmy w umówione miejsce z Matt'em. Już na nas czekał.
- Jesteśmy. - Powiedziałam.
- Więc chodźmy. - Odparł.
Pokazał nam calusieńką szkołę. Trochę duża jest ta placówka, no ale nic. Wróciłyśmy do swojego pokoju.
- Jak on mnie wkurwia! - Krzyknęła Joanne.
- A co Matt ci takiego zrobił? - Spytałam biorąc mój telefon do ręki.
- Całym sobą! Widać, jaki z niego laluś. Widziałaś jak dziewczyny patrzały na niego? Jak na jakiś 8 cud świata! - Joanne.
- Zayn ci kazał tak się zachowywać? - Ja.
- Może... - Odpowiedziała, a ja zrobiłam typowy facepalm.
- Ile ci dał? - Ja.
- Nie wyznaczył ceny... - Odparła.
- Masz przestać, a ja se z nim porozmawiam... - powiedziałam i wykręciłam ciąg cyferek, które znam na pamięć. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci i w końcu odebrał
*ROZMOWA TELEFONICZNA*
- Hej skarbie... - Przywitał się.
- Cześć... Ile dałeś Joanne za to przedstawienie? - Zapytałam prosto z mostu.
- Em, jakie przedstawienie? - Udawał zdziwionego.
- Oj przestań, wygadała się. - Powiedziałam.
- Przyjacielska przysługa. Poprosiłem ją, żeby pilnowała, żeby żaden facet cię tam nie podrywał. - Odparł.
- Zayn sama umiem o siebie zadbać... Spokojnie nikt mnie tobie nie zabierze. - Odpowiedziałam.
- Oj no bo zazdrosny jestem, jak tam pełno facetów, a ty tam sama... - Powiedział.
- Heh, spokojnie Zayn. A jak w domu? Jeszcze stoi? - Spytałam.
- Jeszcze tak... - Odpowiedział.
- Dostałeś mój plan? - Ja.
- Tak... I muszę powiedzieć, że trochę długo masz te zajęcia... - Powiedział.
- No wiem, ale to Julliard. Wysoki poziom i bla bla bla. - Odpowiedziałam.
- Niestety. Tęsknię za tobą... - Zayn.
- Ja też. Zayn muszę już lecieć. Idziemy z Joanne zwiedzić okolicę, żeby później ktoś nas nie zgwałcił i nie zakopał. - Powiedziałam smutno.
- To pa... Buziaki. - Zayn.
- Pa pa. Pozdrów wszystkich i dopilnuj, żeby dom stał i nie spłonął. - Powiedziałam i się rozłączyłam.
*Koniec rozmowy.*
- Więc idziemy na zakupy? - Spytała.
- No przecież musimy mieć jakieś ciuchy na imprezę. Musimy pokazać, że też umiemy zabłysnąć. - Wstałam z łóżka.
- Co ćpałaś? - Zapytała.
- Nic. To NY tak na mnie działa. - Uśmiechnęłam sie.
- Dalej idziemy. - Pogoniła mnie.
Wzięłam moją torebkę i razem z Jo poszłyśmy do centrum handlowego.
*30 czerwca 2013r.*
Dziś jest 1 rocznica, moja i Zayna. Dziś mija równy rok, odkąd jestem Zayn'em. Szkoda, że nie możemy spędzić chociaż tego dnia razem... Jeśli chodzi o przesłuchanie to Joanne i ja dostałyśmy się bez problemu... Od 1 września będziemy studentkami Julliarda. Ściągnęli nas wcześniej po to, żebyśmy wzięły udział w przesłuchaniu. Jeśli byśmy się nie dostały to byśmy wróciły do domu, a tak to mamy czas, żeby się zadomowić.
Wstałam, wzięłam prysznic i ubrałam to, a moje włosy spięłam w niedbałego koka na czubku głowy, zrobiłam delikatny makijaż. Joanne spała, a ja poszłam po kawę do StarBuksa. Zobaczyłam, że Matt stoi za ladą.
- Matt? - Zdziwiłam się.
- Hej Ari, co dla ciebie? - Spytał.
- Em, dwie duże Mochato z orzechami i bitą śmietaną. - Powiedziałam.
- Już się robi... - Uśmiechnął się i zabrał się za robienie kawy.
- Ty tu pracujesz? - Spytałam.
- Tsaaa. Taka praca dorywcza. Jak nie jestem na uczelni jestem tu. - Odparł.
- Wow. To ile płacę? - Spytałam, gdy Matt przygotował napój.
- 27 dolców. - Odparł, a ja mu podałam pieniądze.
- Dzięki. Lecę. Pa. - Powiedziałam i wyszłam.
Wróciłam do pokoju nr 169, czyli mojego i Jo, aż nagle...
___________________________________________________________
No właśnie! Co to, za nagle? Piszcie w komentarzach i w ogóle.... Next nie wiem kiedy, gdyż moja Best Friend Joanne do mnie na nocke przyjeżdża... Co się będzie działo? Dużo tyle powiem. I pamiętajcie, że was KOCHAM! Wasza May xx :*
Zapłaciłyśmy taksówkarzowi i weszłyśmy do budynku. Miła brunetka siedząca w recepcji od razu skierowała nas do pana Chow-Honga, dyrektora tej szkoły.
Chwile z nim pogadałyśmy i zaprowadził nas do naszego pokoju, który był ogromny, prawie, że apartament. Dopiero za 2 dni mamy przesłuchanie. Strasznie się denerwuje...
- To co idziemy na imprezkę? - Spytała Joanne odkładając swoje torby.
- Zwariowałaś? Jo, leciałyśmy całe 10 godzin, jestem padnięta... A po za tym, to muszę wymyślić jakiś układ i zadzwonić do Zayn'a. - Usiadłam na łóżko.
- Nie ma tak. Musisz improwizować... A do Malika możesz zadzwonić jutro. - Powiedziała.
- Obiecałam mu... A co do tej imprezy to się zdrzemniemy i wyjdziemy o 21. Chwile poimprezujemy i wracamy, nie pijemy za dużo. Zrozumiano? - Odpowiedziałam.
- Tak jest mamo. - Odparła.
- Oj zamknij się Jo. Wystarczy mi, że mam syna. Jeszcze córka do kompletu? - Powiedziałam.
- Tak. - Zaśmiała się, po czym zapukał ktoś do drzwi.
- Proszę. - Powiedziałyśmy równo, a do pokoju wszedł ON. Boski blondyn z niebieskimi oczami.
- Cześć. - Zaczął i się uśmiechnął ukazując swoje dołeczki.
- Hej. - Odpowiedziałam.
- Czego? - Zapytała Joanne chamskim tonem.
- Joanne! - Syknęłam na nią, na znak, żeby była milsza.
- No co? Przecież spytałam się najgrzeczniej jak tylko umiałam! - Joanne.
- Nie denerwuj mnie. Więc... Co cię do nas sprowadza? - Spytałam nieznajomego.
- Emm, przysłał mnie Chow-Hong powiedział, że mam oprowadzić, 2 dziewczyny z pierwszego roku z pokoju 169, po terenie szkoły. A tak w ogóle jestem Matt Blacksmith, jestem na drugim roku wydziału teatralno-muzycznego. Miło poznać. - Wyjaśnił.
- Ja jestem Ariana Horan, a to jest Joanne Brown. Jesteśmy na wydziale muzyczno-tanecznym. - Przedstawiłam mnie i Joanne.
- Wiedziałem, że skądś was znam. Widziałem was parę razy gazecie. Więc kiedy będę mógł was oprowadzić? - Zapytał.
- Jak świnie polecą... - Odezwała się Joanne.
- Joanne... Matt wybacz za nią. Ona taka jest od urodzenia. Daj nam chwilę, tylko się ogarniemy. Jesteśmy trochę zmęczone po locie... - Wyjaśniłam blondynowi.
- Spoko, to może za godzinę przy recepcji? - Zapytał.
- Pewnie. - Uśmiechnęłam się, a Matt wyszedł.
- Widać na kilometr, że leci na ciebie... - Powiedziała Jo.
- Tylko, że ja mam chłopaka, którego kocham i nic mnie z nim nie rozdzieli... - Odpowiedziałam.
- Nie lubie go... - Jo.
- Zayna, czy Matta? - spytałam.
- Obu. - Odparła.
- Oj Jo...- Mruknęłam.
Wzięłam szybki prysznic i ubrałam to, a włosy rozpuściłam. W Nowym Jorku jest trochę cieplej niż w Londynie. Joanne też się ogarnęła i poszłyśmy w umówione miejsce z Matt'em. Już na nas czekał.
- Jesteśmy. - Powiedziałam.
- Więc chodźmy. - Odparł.
Pokazał nam calusieńką szkołę. Trochę duża jest ta placówka, no ale nic. Wróciłyśmy do swojego pokoju.
- Jak on mnie wkurwia! - Krzyknęła Joanne.
- A co Matt ci takiego zrobił? - Spytałam biorąc mój telefon do ręki.
- Całym sobą! Widać, jaki z niego laluś. Widziałaś jak dziewczyny patrzały na niego? Jak na jakiś 8 cud świata! - Joanne.
- Zayn ci kazał tak się zachowywać? - Ja.
- Może... - Odpowiedziała, a ja zrobiłam typowy facepalm.
- Ile ci dał? - Ja.
- Nie wyznaczył ceny... - Odparła.
- Masz przestać, a ja se z nim porozmawiam... - powiedziałam i wykręciłam ciąg cyferek, które znam na pamięć. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci i w końcu odebrał
*ROZMOWA TELEFONICZNA*
- Hej skarbie... - Przywitał się.
- Cześć... Ile dałeś Joanne za to przedstawienie? - Zapytałam prosto z mostu.
- Em, jakie przedstawienie? - Udawał zdziwionego.
- Oj przestań, wygadała się. - Powiedziałam.
- Przyjacielska przysługa. Poprosiłem ją, żeby pilnowała, żeby żaden facet cię tam nie podrywał. - Odparł.
- Zayn sama umiem o siebie zadbać... Spokojnie nikt mnie tobie nie zabierze. - Odpowiedziałam.
- Oj no bo zazdrosny jestem, jak tam pełno facetów, a ty tam sama... - Powiedział.
- Heh, spokojnie Zayn. A jak w domu? Jeszcze stoi? - Spytałam.
- Jeszcze tak... - Odpowiedział.
- Dostałeś mój plan? - Ja.
- Tak... I muszę powiedzieć, że trochę długo masz te zajęcia... - Powiedział.
- No wiem, ale to Julliard. Wysoki poziom i bla bla bla. - Odpowiedziałam.
- Niestety. Tęsknię za tobą... - Zayn.
- Ja też. Zayn muszę już lecieć. Idziemy z Joanne zwiedzić okolicę, żeby później ktoś nas nie zgwałcił i nie zakopał. - Powiedziałam smutno.
- To pa... Buziaki. - Zayn.
- Pa pa. Pozdrów wszystkich i dopilnuj, żeby dom stał i nie spłonął. - Powiedziałam i się rozłączyłam.
*Koniec rozmowy.*
- Więc idziemy na zakupy? - Spytała.
- No przecież musimy mieć jakieś ciuchy na imprezę. Musimy pokazać, że też umiemy zabłysnąć. - Wstałam z łóżka.
- Co ćpałaś? - Zapytała.
- Nic. To NY tak na mnie działa. - Uśmiechnęłam sie.
- Dalej idziemy. - Pogoniła mnie.
Wzięłam moją torebkę i razem z Jo poszłyśmy do centrum handlowego.
*30 czerwca 2013r.*
Dziś jest 1 rocznica, moja i Zayna. Dziś mija równy rok, odkąd jestem Zayn'em. Szkoda, że nie możemy spędzić chociaż tego dnia razem... Jeśli chodzi o przesłuchanie to Joanne i ja dostałyśmy się bez problemu... Od 1 września będziemy studentkami Julliarda. Ściągnęli nas wcześniej po to, żebyśmy wzięły udział w przesłuchaniu. Jeśli byśmy się nie dostały to byśmy wróciły do domu, a tak to mamy czas, żeby się zadomowić.
Wstałam, wzięłam prysznic i ubrałam to, a moje włosy spięłam w niedbałego koka na czubku głowy, zrobiłam delikatny makijaż. Joanne spała, a ja poszłam po kawę do StarBuksa. Zobaczyłam, że Matt stoi za ladą.
- Matt? - Zdziwiłam się.
- Hej Ari, co dla ciebie? - Spytał.
- Em, dwie duże Mochato z orzechami i bitą śmietaną. - Powiedziałam.
- Już się robi... - Uśmiechnął się i zabrał się za robienie kawy.
- Ty tu pracujesz? - Spytałam.
- Tsaaa. Taka praca dorywcza. Jak nie jestem na uczelni jestem tu. - Odparł.
- Wow. To ile płacę? - Spytałam, gdy Matt przygotował napój.
- 27 dolców. - Odparł, a ja mu podałam pieniądze.
- Dzięki. Lecę. Pa. - Powiedziałam i wyszłam.
Wróciłam do pokoju nr 169, czyli mojego i Jo, aż nagle...
___________________________________________________________
No właśnie! Co to, za nagle? Piszcie w komentarzach i w ogóle.... Next nie wiem kiedy, gdyż moja Best Friend Joanne do mnie na nocke przyjeżdża... Co się będzie działo? Dużo tyle powiem. I pamiętajcie, że was KOCHAM! Wasza May xx :*
wtorek, 18 czerwca 2013
34 - Studia cz.2
Rano byłam zmuszona do obudzenia się o 9. Dziś o godzinie 20, razem z Joanne mam lot do NY. Kurcze... Teraz to mi się trochę smutno zrobiło. No ale nic... Ważnie, że chociaż będę się z nim kontaktować i z chłopakami też.
Wstałam i poszłam do łazienki, a Zayn spał. Po orzeźwiającym prysznicu, ubrałam się w to, zrobiłam makijaż, a włosy związałam w niedbałego koka na czubku głowy. Gotowa wyszłam z łazienki i podeszłam do śpiącego Malika.
- Kochanie wstawaj. - Powiedziałam łagodnie.
- Jeszcze chwila. - Odparł całkiem zaspany.
- Dzisiaj o 19 jadę na lotnisko z Joanne i chciałabym spędzić z tobą trochę czasu przed odlotem... - Odpowiedziałam, a on się podniósł na łokciach.
- Już nie śpię. - Uśmiechnął się do mnie i czule pocałował.
- Będę za tym tęsknić wiesz? - Zapytałam.
- Ja za całą tobą. Bez ciebie tu zwariuję. - Wstał z łóżka.
- Dasz radę. Będziesz jeździł w trasy, ale jak będziesz w Nowym Jorku to zadzwoń do mnie od razu nawet jak będę w szkole. - Powiedziałam i się przytuliłam do jego nagiego torsu.
- Obiecuję. Teraz pewnie będziemy mieli Take Me Home Tour, więc będziemy przejeżdżać przez NY, więc na pewno się spotkamy. - Uśmiechnął się.
- Będę czekać. - Zaśmiałam się.
- Kurcze już jest maj, nie długo czerwiec, a ty musisz lecieć do Julliarda. - Powiedział smutno.
- Teraz mają przesłuchania, niby nas przyjęli, ale muszą sprawdzić, czy jesteśmy wystarczająco dobre. Mają tam strasznie wysoki poziom. - Odpowiedziałam.
- Ze spokojem się dostaniesz. - Pocieszył mnie.
- Oby... Ale teraz chodź na śniadanie. Chce spędzić z wami ostatni dzień w Londynie. - Powiedziałam.
- Poczekaj tylko szybciutko się ogarnę. - Cmoknął mnie i poleciał do łazienki.
Po 15 minutach wyszedł w samym ręczniku. Tak seksownie wyglądał, a jeszcze jego mokre włosy, które już układały się w artystyczny nie ład... Ach....
- Pospiesz się cudny. - Powiedziałam.
- Och... Nie wiem w co się ubrać... - Odparł, a ja się zaśmiałam.
- Zayn proszę zlituj się nade mną. Pospiesz się. - Odpowiedziałam. Ja zawsze nie wiem w co się ubrać, a on mówi, żebym się nad nim zlitowała.
- Dobra mam. - Powiedział i wyciągnął z szafy jakieś ciuchy i wrócił to toalety.
- Nareszcie. - Powiedziałam.
Zayn się ubrał i zeszliśmy na dół. Wszyscy siedzieli oprócz Harry'ego.
- Gdzie Hazza? - Spytałam.
- Śpi. - Odpowiedział Liam.
- To czas na naukowe pytanie numer 6. Co dziś robimy do godziny 19? - Zapytała Joanne.
- Może pójdziemy do wesołego miasteczka? - Zaproponował Louieh.
- Nie zły pomysł... - Powiedzieliśmy.
- To może obudzimy Harryego, zjemy śniadanie i pójdziemy? - Jo.
- To Ari pójdzie go obudzić, a my weźmiemy się za śniadanie. - Niall.
- Czemu ja? - Spytałam.
- Bo nikt inny nie chce. - Wyjaśnił Zayn.
- Jesteście źli. - Powiedziałam i skierowałam się do pokoju loczka.
Weszłam i go obudziłam.
- Dalej Harry wstawaj. - Powiedziałam.
- Już wstaję piękna. - Odparł.
- Albo teraz się podnosisz i idziesz się ogarnąć, albo wracam tu z wiadrem z wodą i to nie ciepłą. - Odpowiedziałam, ale nic, więc wyszłam i tak jak mówiłam, wróciłam z zimną wodą w wiadrze. Całą wodę wylałam na Styles'a.
- Oszalałaś?! - Krzyknął.
- Mówiłam. Rusz dupe i wstawaj. - Powiedziałam i wyszłam. Jeny jak on mnie denerwuje coś ostatnio.
- Jestem. - Powiedziałam uśmiechnięta.
- Obudziłaś go? Jak? - Liam.
- Wystarczyła zimna woda we wiadrze. - Usiadłam koło Zayn'a na krześle.
- Jestem. - Na dół zszedł ogarnięty Harry.
- O Jaśnie Pan zszedł. - Powiedziałam.
- Ariana, czemu ty się dla mnie taka wredna zrobiłaś?! - Zapytał zdenerwowany Hazz.
- E... Bo okłamywałeś mnie przez te parę tygodni co byliśmy razem i później okazało się, że jesteś ojcem bachora Perrie... Dalej wymieniać? - Spytałam.
- Nie dzięki. - Odparł.
Po śniadaniu pojechaliśmy do wesołego miasteczka. Było świetnie, lecz o godzinie 16 wróciliśmy do domu, ponieważ ja i Joanne musimy się spakować...
dwie godziny zajęło spakowanie mnie. Wzięłam to co najpotrzebniejsze. Gdy skończyłam Zayn zaniósł moją torbę do samochodu.
- Będę tęsknić... -Powiedział smutno obejmując mnie w talii.
- Damy radę? - Spojrzałam w jego lekko zaszklone oczy.
- Uważaj na siebie. Dzwoń, pisz i ogólnie dawaj jakieś oznaki życia... - Odpowiedział.
- Wiem... Ty też dzwoń. Od razu jak dostanę plan zajęć to ci go wyślę mailem, żebyś mi nie dzwonił w trakcie lekcji. - Uśmiechnęłam się.
- Ariana, ale ja nie wiem czy to jest dobry pomysł, żebyś jechała na studia... - Zaczął.
- Czemu? - Spytałam.
- Bo niedawno miałaś białaczkę, z której ledwo cię wyleczyli. Pamiętam jak po roku wybudziłaś się ze śpiączki i nie mogłaś chodzić, a teraz tak na studia do szkoły artystycznej... - Dokończył.
- Zayn... Wszystko będzie dobrze zobaczysz. - Powiedziałam.
- Oby. - Odparł.
- No nic... Trzeba się zbierać. - Powiedziałam.
- Niestety. Chodź. - Chwycił mnie za dłoń i zeszliśmy na dół.
Całą grupą pojechaliśmy na lotnisko. Był płacz. Oj był. Po długich pożegnaniach Zayn pocałował mnie ostatni raz czule i namiętnie, jakbyśmy mieli się już nigdy nie spotkać i poszłam z Joanne na odprawę, a po niej wsiadłyśmy do latającej puszki zwanej samolotem.
_______________________________________________
I jak się podoba rozdział? Ja uważam, że jest chujowy, tak jak inne. May xx
Wstałam i poszłam do łazienki, a Zayn spał. Po orzeźwiającym prysznicu, ubrałam się w to, zrobiłam makijaż, a włosy związałam w niedbałego koka na czubku głowy. Gotowa wyszłam z łazienki i podeszłam do śpiącego Malika.
- Kochanie wstawaj. - Powiedziałam łagodnie.
- Jeszcze chwila. - Odparł całkiem zaspany.
- Dzisiaj o 19 jadę na lotnisko z Joanne i chciałabym spędzić z tobą trochę czasu przed odlotem... - Odpowiedziałam, a on się podniósł na łokciach.
- Już nie śpię. - Uśmiechnął się do mnie i czule pocałował.
- Będę za tym tęsknić wiesz? - Zapytałam.
- Ja za całą tobą. Bez ciebie tu zwariuję. - Wstał z łóżka.
- Dasz radę. Będziesz jeździł w trasy, ale jak będziesz w Nowym Jorku to zadzwoń do mnie od razu nawet jak będę w szkole. - Powiedziałam i się przytuliłam do jego nagiego torsu.
- Obiecuję. Teraz pewnie będziemy mieli Take Me Home Tour, więc będziemy przejeżdżać przez NY, więc na pewno się spotkamy. - Uśmiechnął się.
- Będę czekać. - Zaśmiałam się.
- Kurcze już jest maj, nie długo czerwiec, a ty musisz lecieć do Julliarda. - Powiedział smutno.
- Teraz mają przesłuchania, niby nas przyjęli, ale muszą sprawdzić, czy jesteśmy wystarczająco dobre. Mają tam strasznie wysoki poziom. - Odpowiedziałam.
- Ze spokojem się dostaniesz. - Pocieszył mnie.
- Oby... Ale teraz chodź na śniadanie. Chce spędzić z wami ostatni dzień w Londynie. - Powiedziałam.
- Poczekaj tylko szybciutko się ogarnę. - Cmoknął mnie i poleciał do łazienki.
Po 15 minutach wyszedł w samym ręczniku. Tak seksownie wyglądał, a jeszcze jego mokre włosy, które już układały się w artystyczny nie ład... Ach....
- Pospiesz się cudny. - Powiedziałam.
- Och... Nie wiem w co się ubrać... - Odparł, a ja się zaśmiałam.
- Zayn proszę zlituj się nade mną. Pospiesz się. - Odpowiedziałam. Ja zawsze nie wiem w co się ubrać, a on mówi, żebym się nad nim zlitowała.
- Dobra mam. - Powiedział i wyciągnął z szafy jakieś ciuchy i wrócił to toalety.
- Nareszcie. - Powiedziałam.
Zayn się ubrał i zeszliśmy na dół. Wszyscy siedzieli oprócz Harry'ego.
- Gdzie Hazza? - Spytałam.
- Śpi. - Odpowiedział Liam.
- To czas na naukowe pytanie numer 6. Co dziś robimy do godziny 19? - Zapytała Joanne.
- Może pójdziemy do wesołego miasteczka? - Zaproponował Louieh.
- Nie zły pomysł... - Powiedzieliśmy.
- To może obudzimy Harryego, zjemy śniadanie i pójdziemy? - Jo.
- To Ari pójdzie go obudzić, a my weźmiemy się za śniadanie. - Niall.
- Czemu ja? - Spytałam.
- Bo nikt inny nie chce. - Wyjaśnił Zayn.
- Jesteście źli. - Powiedziałam i skierowałam się do pokoju loczka.
Weszłam i go obudziłam.
- Dalej Harry wstawaj. - Powiedziałam.
- Już wstaję piękna. - Odparł.
- Albo teraz się podnosisz i idziesz się ogarnąć, albo wracam tu z wiadrem z wodą i to nie ciepłą. - Odpowiedziałam, ale nic, więc wyszłam i tak jak mówiłam, wróciłam z zimną wodą w wiadrze. Całą wodę wylałam na Styles'a.
- Oszalałaś?! - Krzyknął.
- Mówiłam. Rusz dupe i wstawaj. - Powiedziałam i wyszłam. Jeny jak on mnie denerwuje coś ostatnio.
- Jestem. - Powiedziałam uśmiechnięta.
- Obudziłaś go? Jak? - Liam.
- Wystarczyła zimna woda we wiadrze. - Usiadłam koło Zayn'a na krześle.
- Jestem. - Na dół zszedł ogarnięty Harry.
- O Jaśnie Pan zszedł. - Powiedziałam.
- Ariana, czemu ty się dla mnie taka wredna zrobiłaś?! - Zapytał zdenerwowany Hazz.
- E... Bo okłamywałeś mnie przez te parę tygodni co byliśmy razem i później okazało się, że jesteś ojcem bachora Perrie... Dalej wymieniać? - Spytałam.
- Nie dzięki. - Odparł.
Po śniadaniu pojechaliśmy do wesołego miasteczka. Było świetnie, lecz o godzinie 16 wróciliśmy do domu, ponieważ ja i Joanne musimy się spakować...
dwie godziny zajęło spakowanie mnie. Wzięłam to co najpotrzebniejsze. Gdy skończyłam Zayn zaniósł moją torbę do samochodu.
- Będę tęsknić... -Powiedział smutno obejmując mnie w talii.
- Damy radę? - Spojrzałam w jego lekko zaszklone oczy.
- Uważaj na siebie. Dzwoń, pisz i ogólnie dawaj jakieś oznaki życia... - Odpowiedział.
- Wiem... Ty też dzwoń. Od razu jak dostanę plan zajęć to ci go wyślę mailem, żebyś mi nie dzwonił w trakcie lekcji. - Uśmiechnęłam się.
- Ariana, ale ja nie wiem czy to jest dobry pomysł, żebyś jechała na studia... - Zaczął.
- Czemu? - Spytałam.
- Bo niedawno miałaś białaczkę, z której ledwo cię wyleczyli. Pamiętam jak po roku wybudziłaś się ze śpiączki i nie mogłaś chodzić, a teraz tak na studia do szkoły artystycznej... - Dokończył.
- Zayn... Wszystko będzie dobrze zobaczysz. - Powiedziałam.
- Oby. - Odparł.
- No nic... Trzeba się zbierać. - Powiedziałam.
- Niestety. Chodź. - Chwycił mnie za dłoń i zeszliśmy na dół.
Całą grupą pojechaliśmy na lotnisko. Był płacz. Oj był. Po długich pożegnaniach Zayn pocałował mnie ostatni raz czule i namiętnie, jakbyśmy mieli się już nigdy nie spotkać i poszłam z Joanne na odprawę, a po niej wsiadłyśmy do latającej puszki zwanej samolotem.
_______________________________________________
I jak się podoba rozdział? Ja uważam, że jest chujowy, tak jak inne. May xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)