sobota, 25 maja 2013

22 - Wiecznie jakieś komplikacje!

- Zayn musimy pogadać... - Zaczęłam.
- Co się stało? - Zapytał lekko zmartwiony.
- Bo chodzi o to dziecko... - Nie umiałam się wysłowić.
- Jest moje... No i co? - Lekko się zaśmiał.
- No właśnie chodzi o to, że ono nie jest twoje i ja mam dowód. Chciało mi się płakać, jak zobaczyłam kto jest ojcem... I... Nie mogłam uwierzyć, że tak na prawdę zranił nas obojga... - Byłam już na prawdę bliska rozpłakania się.
- Ari spokojnie. Kto jest ojcem, jak nie ja? - Podszedł do mnie.
- Harry. - Szepnęłam i podałam mu papier, który dała mi była przyjaciółka Perrie.
- Skąd to masz? - Zapytał.
- Byliśmy dzisiaj u Jade Thirlwall. Powiedziała, że była z Perrie zrobić te testy i je sfałszowała. Mówiła, że wyciągnęła jej to z torebki, bo ma dosyć tych jej kłamstw i uznała, że lepiej będzie, jak się o tym dowiem. - Wyjaśniłam
- Kurw... Mój najlepszy przyjaciel... - Malik chwycił się za głowę.
- Uznałam, że będzie lepiej, żebyś ty wiedział o tym... - Powiedziałam i otarłam samotną łzę spływającą po policzku.
- Ari nie płacz. Lepiej będzie jak sobie to z nią wyjaśnię. - Przytulił mnie.
- On ciągle mi powtarzał, że mnie kocha, że mnie nigdy nie zrani, a to było jedno wielkie kłamstwo. - Wtuliłam się w jego tors.
- Wiem, ale to Harry. Jedno mówi, a drugie robi. Połóż się, jesteś pewnie zmęczona... W ogóle coraz bladsza jesteś. Może powinnaś jechać z tym do lekarza? - Zapytał zmartwiony.
- Nie dziw się. Białaczka. - Przypomniałam i się uśmiechnęłam.
- I czemu ty się uśmiechasz? To nic śmiesznego, ani miłego! - Wyglądał na prawdę na zmartwionego.
- I tak umrę. Nie ważne, czy teraz, czy później. Nie boję się śmierci. - Usiadłam na łóżku Malika.
- Gdyby Joanne byłaby facetem, dałbym jej po ryju, za to, że zaraziła cię pesymizmem. - Mruknął.
- Ja nie jestem pesymistką. Jo tak. Ale ja jestem bardziej realistką. Byłam optymistką, ale przestałam wierzyć w prawdziwą miłość i w podobne bajeczki. - Spojrzałam na niego.
- A ja wierzę, że ty nie umrzesz. A Harry dostanie po ryju, za to co zrobił. - Powiedział stanowczo.
- I na chuj ci to? Szczerze Zayn. Co ci to przyniesie? Jaką satysfakcję, będziesz z tego miał? - Zapytałam.
- Będę miał pewność, że ten dupek cię już nie zrani. - Odparł.
- To miłe, ale nie mogę ci ta to pozwolić. - Powiedziałam.
- A ja nie prosiłem o pozwolenie. - Zayn.
- Ale ja ci mówię, że masz tego nie robić. Nie mówię, że sobie nie zasłużył, bo zasłużył, ale będziesz miał przez to kłopoty. - Ja.
- No dobrze. Zrobię to tylko i wyłącznie dla ciebie. - Podszedł do mnie.
- Dziękuję. - Odparłam.
- Nie ma za co. Przyniosę ci twoje rzeczy. Będziesz spała ze mną. - Powiedział i wyszedł.
- Nie trzeba było. Nie jestem kaleką.A spać mogę na kanapie. I tak to za długo nie potrwa. - Powiedziałam, gdy wszedł do pokoju.
- Nie będziesz, spała na tej kanapie. A po za tym ja nie gryzę i spokojnie będę trzymał łapy przy sobie. Żadnych sztuczek. Wiem... - Powiedział.
- Dziękuję. - Powiedziałam i wstałam.
- Gdzie ty idziesz? - Spytał.
- Na dół. - Odparłam i wyszłam z pokoju. Poszłam do kuchni i wzięłam moje leki. Znów było mi nie dobrze. Udałam się do salonu gdzie siedziała Joanne, z Liamem, Louisem, Niallem, Harrym i z Malikiem, który już zdążył do nich dołączyć.
- Ariana jak się czujesz? - Zapytał Liam.
- Dobrze, nawet z faktem, iż Harry oszukiwał i mnie i Zayn'a. - Sztucznie się uśmiechnęłam i spojrzałam na loczka.
- O co chodzi? - Spytał Niall.
- Ooo. Harry nie pochwaliłeś się, że jesteś ojcem dziecka Perrie? - Zapytałam.
- CO?! - Pytali z szokowani.
- Właśnie to. - Powiedziałam i usiadłam Zayn'owi na kolana i się w niego wtuliłam, a ten się tylko triumfalnie zaśmiał.
- Jesteście znów razem? - Zapytał Louis.
- Nie, ale na Zayn'ie wygodnie się śpi, więc się Malik tak nie ciesz. - Powiedziałam.
*5 miesiące później.*
Jest ze mną coraz gorzej i został mi tylko nie cały miesiąc życia. Jesteśmy przyjaciółmi z Zayn'em, ale nie ma już tej samej atmosfery, jaka między nami była, zanim zaczęliśmy ze sobą chodzić. Cały czas leżę w łóżku i ciągle ktoś dotrzymuje mi towarzystwa. Jakoś jeżdżę na różne kontrole, ale wyniki nie są pozytywne... Najgorsze jest to, że cały świat już wie, że Ariana Collins ma białaczkę i umiera. Powoli, ale umiera...
***
Jestem obecne w szpitalu. Podłączona do milionów aparatur, które przytrzymują mnie przy życiu. Dzień. Został mi tylko dzień. Wszyscy siedzą przy mnie i są smutni.
- Czemu jesteście smutni? - Spytałam.
- Mi umiera siostra... - Odezwała się Joanne.
- A mi przyjaciółka, która mnie ciągle pocieszała, jak miałem doła. - Niall.
- Przyjaciółka, z którą mogłem robić śmieszne żarty innym, m.in. Liamowi. - Louis.
- Przyjaciółka, która w najgorszej sytuacji umiała zachować spokój. - Liam.
- Osoba, którą zraniłem, a nie chciałem. - Harry.
- A mi osoba, którą kocham nad życie, a nie raz ją zraniłem, z którą chciałem się ożenić, mieć z nią mnóstwo dzieci, zestarzeć się z nią i z nią umrzeć. Osoba która miała do mnie cierpliwość, umiała mi doradzić co założyć itp. - Zayn.
Przez nich miałam łzy w oczach, które po chwili znalazły się na moich policzkach i spokojnie spływały.
- Będę was obserwowała z góry. Albo z dołu. Zależy, gdzie mnie wyślą. - Lekko się uśmiechnęłam.
- Oczywiście, że do góry. - Powiedział Zayn.
- Jesteście wspaniali. Jo, zawsze wiedziała, jak mnie podnieść na duchu i dała mi nadzieję, wtedy kiedy jej nie miałam, Niall pokazał mi co lepiej jeść, a czego nie, nawet jeśli przez to mogłam strasznie przytyć, Louis dał mi poczucie humoru, Liam pokazał mi jak zachować spokój, kiedy jest naprawdę źle, Harry jak imprezować, dużo wypić i nie upaść, a Zayn... Zayn dał mi szczęście, poczucie własnej wartości, pokazał co to miłość, dał mi wszystko to, co może dać ukochany swojej dziewczynie... - Powiedziałam i zamknęłam oczy, a maszyny dały znak, że umarłam.
__________________________________________________________
Ale czy to prawda? No nie wiadomo... Okaże się, wtedy, jak skończy się głosowanie, które jest obok postów. Głosujcie i komentujcie i bla bla bla, a ja se ide. May xx

21 - Ariana ja cię kocham i będę o ciebie walczył.

*Parę tygodni później*
Rano obudziłam się i tu taki zaspany Hazza.
- Cześć... - Powiedziałam.
- Dzień dobry, kochanie. - Uśmiechał się słodko.
- Od ilu minut się tak na mnie patrzysz? - Spytałam.
- Od jakiś 20 minut... - Odpowiedział.
- Czemu się tak szczerzysz? - Zadałam kolejne pytanie.
- Bo nie mogę uwierzyć w to, że jesteś caaaała moja. - Odparł.
- Zdefiniuj caaaaaała twoja... - Powiedziałam.
- No caaaaaała moja. Mogę cię pocałować kiedy chcę i się do ciebie przytulić kiedy chcę. No i bez wahania powiedzieć, jak bardzo cię kocham. - Odpowiedział.
- Słodki jesteś. - Uśmiechnęłam się.
- I seksowny. - Dodał.
- Znowu zaczynasz? - Zaśmiałam się.
- Może? - Pocałował mnie.
- Ogarnij się. - Powiedziałam.
- Pójdę zrobić śniadanie. - Odezwał się po chwili.
- To idź, a ja wezmę tabletki. - Odparłam.
- Kocham cię. - Wtulił się we mnie.
- Ja ciebie też. - Ja.]
Harry wstał i poszedł a ja wzięłam te cholerne pigułki, które mają mnie przytrzymać przy życiu dłużej, niż sześć miesięcy. O ile to w ogóle możliwe. Gdy odłożyłam pudełeczko z tabletkami, chwyciłam telefon do ręki i zobaczyłam, że ktoś zmienił mi tapetę w telefonie, jak ja śpię z loczkiem. No ciekawa jestem kto... Nagle do pokoju wszedł Zayn?
- Co ty tu robisz? - Spytałam.
- Chciałem ci powiedzieć, że miałaś rację, że to moje dziecko, niestety, ale rozmawiałem z Perrie i uzgodniliśmy, że nie będę musiał się opiekować tym dzieckiem , ale będę płacił wysokie alimenty, a druga sprawa jest taka, że to prawda, że masz zaawansowaną białaczkę? - Zapytał.
- Tak to prawda, a jeśli mi nie wierzysz, możesz przejść się do szpitala i zapytać. A po za tym to po co mówisz mi o waszym dziecku, skoro już nie jesteśmy razem? - Ja.
- Bo Ariana ja cię kocham i będę o ciebie walczył. To z tobą chce mieć mnóstwo dzieci, a nie z Perrie. To z tobą chce się zestarzeć, opowiedzieć naszym wnukom "to właśnie tak poznałem waszą babcię...". - Powiedział.
- To miłe, lecz za długo nie pożyję na tym świecie, bo lekarze dali mi maks. pół roku i ani dnia dłużej. I te pół roku chcę spędzić z osobą, którą kocham, czyli z Harrym. - Powiedziałam.
- Ważne, żebyś była szczęśliwa. - Odpowiedział i wyszedł, a po chwili wszedł Harry z tacą z jedzeniem.
- Co on tu robił? - Zapytał Hazz.
- Rozmawialiśmy. - odpowiedziała.
- Ale czego chciał? - Dopytywał.
- Powiedział, że jest ojcem tego dziecka, ale nie będzie się nim opiekował, ale będzie płacił wysokie alimenty. Chciał, jeszcze, żebym wróciła do niego, ale ja mu powiedziałam, że resztę życia chcę spędzić z tobą. - Wyjaśniłam, a ten odstawił tacę na szafkę, podszedł do mnie i pocałował.
- Kocham cię. - Szepnął.
- Ja ciebie też. - Odpowiedziałam.
- Jak się czujesz? - Zapytał.
- Fatalnie. Ale z dniem będzie coraz gorzej. - Odparłam smutno.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze, a teraz marsz do łóżka. - Rozkazał, a ja wykonałam to polecenie.
Zjedliśmy śniadanie w łóżku i oglądaliśmy filmy i nadrabialiśmy seriale, a w trakcie Glee (taki serial na FOX, jakby ktoś nie wiedział) zadzwonił mój telefon.
- Hallo? - Przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Hej Ariana, tu Jade Thirlwall. Muszę ci coś powiedzieć. To bardzo ważne. Możemy się spotkać? - Jade to była przyjaciółka Perrie, ale co się stało?
- Skoro to ważne... A gdzie? - Spytałam.
- U mnie w domu. Adres to Victoria street 26. Wiem, że to trochę daleko od was, ale no inaczej się nie da... - Powiedziała.
- Okey, a Harry może pojechać ze mną? - Spytałam.
- Nawet będzie lepiej jak pojadą wszyscy oprócz Zayn'a... - Stwierdziła.
- Okey. To za ile mamy być? - Ja.
- No jak się ogarniecie wszyscy i w ogóle... - powiedziała.
- Spoko. To pa. - Powiedziałam i się rozłączyłam.
- Co się stało? - Zapytał Harry.
- Jade dzwoniła i powiedziała, że musimy pogadać. Powiedziała też, że będzie lepiej jak pojedziemy wszyscy oprócz Malika. - Wstałam z łóżka, podeszłam do mojej walizki i zaczęłam szukać w niej ubrań.
- Pójdę powiedzieć reszcie. - Powiedział i wyszedł.
Ubrałam się w to. Zrobiłam makijaż i rozpuściłam moje loczki. Gdy wszyscy byli gotowi pojechaliśmy do domu Jade. Miło nas przywitała i w ogóle, ale później przeszliśmy do sprawy, przez którą u niej jesteśmy.
- Więc... Chodzi o to, że Perrie sfałszowała wyniki testu na ojcostwo... Lepiej będzie jak powiem Arianie to w cztery oczy, więc choć Ari ze mną do kuchni. - Powiedziała Jade.
- Okej. - Odparłam i poszłam z nią.
- Wiem, że to może cię zranić, ale uznałam, że będzie lepiej jak ci powiem, kto jest ojcem dziecka Perrie. - Jade.
- Kto? - Spytałam.
- Harry. Byłam z nią jak robiła te testy. Zayn'a nie było, bo ona była pewna, że Zayn nie będzie ojcem. Ona go tylko chciała wrobić w alimenty. Wiem, że to straszne, ale mam dowód. Gdy ona błagała lekarzy, by wpisali Zayn'a zamiast Harry'ego, wyjęłam jej z torebki oryginał. - Powiedziała i podała mi papier. Totalnie mnie zamurowało. Harry cały czas mnie okłamywał? Ale nie tylko mnie, bo Zayn'a też! Własnego przyjaciela!
Po jakimś czasie pojechaliśmy do domu. Przez całą drogę nie odzywałam się do Harry'ego. Do jedynej osoby, do której się odzywałam, była Joanne.
- Ariana co się stało? - Zapytał mnie Harry, gdy tylko weszliśmy do pokoju.
- To, że Zayn nie jest ojcem tego bachora, tylko ty! - Krzyknęłam.
- Co?! Skąd ty to wzięłaś?! - Pytał zdziwiony i zarazem przestraszony.
- Przyznaj Harry, chciałeś mnie tylko przelecieć i zostawić. - Powiedziałam.
- Nie. Na prawdę cię pokochałem. Od razu, jak cię zobaczyłem, wtedy w studiu, jak robiłaś nam zdjęcia. Jak dowiedziałem się, że masz robić nam zdjęcia zamiast Joe'go skakałem ze szczęścia w duchu i pomyślałem, że ty jesteś tą jedyną. - Odparł.
- Nie kłam Harry. Idę pogadać z Zayn'em. - Powiedziałam.
- Nie! Proszę nie mów mu. Załamie się. - Powiedział Styles.
- Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej z Edwards. - Powiedziałam i wyszłam do pokoju Zayn'a. Zapukałam i usłyszałam ciche prosze więc weszłam.
- Zayn musimy pogadać... - Zaczęłam.
____________________________________________________
Kolejny rozdział. :) Mam nadzieję, że się podoba. Jak myślicie, co Harry teraz zrobi?  

piątek, 24 maja 2013

20 - Jest coraz gorzej. Umieram.

- Ari ja muszę ci coś powiedzieć. Ja cię kocham. Zawsze, gdy przy mnie jesteś, albo ja przy tobie, po prostu czuję stado motyli w brzuchu. Chciałem ci wcześniej to powiedzieć, ale byłaś z Zayn'em, później się rozstaliście, a potem znów razem, a teraz ta sprawa z Perrie... Jeśli tego do mnie nie czujesz, rozumiem. Ale wiedz, że będę czekał na ciebie, aż do śmierci. Nie twojej, ale mojej. - Powiedział.
- Harry, ja... Też cię kocham, ale po prostu nie możemy. Będziemy razem, z dnia na dzień będzie coraz gorzej. Nie chcę, abyś patrzał jak umieram, jako mój chłopak, jako osobę, którą kocham nad życie... - Powiedziałam.
- Nie umrzesz! Rozumiesz to?! Nie zostawisz mnie samego na tym świecie! - Podniósł ton i wpił się w moje usta. Pocałunki Harry'ego różniły się znacznie od pocałunków Zayn'a. Harry całował czule i spokojnie, a Malik tak zachłannie...
- Kocham cię. - Wtuliłam się w jego tors.
- Ja ciebie też... Powiedziałaś Malikowi, że masz białaczkę? - Spytał po chwili.
- Nie. Powiedziałam mu tylko, że zemdlałam wylądowałam w szpitalu i byłam półtora dnia w śpiączce. - Odpowiedziałam.
- Chcesz iść na dół? - Zapytał.
- Nie... Położę się. Jestem trochę zmęczona. - Powiedziałam.
- Choć ci pomogę. - Chwycił mnie za biodra i szedł za mną prowadząc mnie do łóżka.
- Dziękuję. - Powiedziałam, gdy już usiadłam na łożu.
- Wolisz spać pod oknem, czy bliżej łazienki? - Zapytał.
- Pod oknem. - Odpowiedziałam.
- Okej. - Odparł krótko. Położyłam się na swoim miejscu, a Harry, tuż obok.
- Co ty robisz? - Spytałam.
- Kładę się koło mojej dziewczyny. A co? - Uśmiechnął się, ukazując te słodkie dołeczki.
- A nie chcesz iść na dół? - Zapytałam.
- Nie. Poleżę tu z tobą. - Odpowiedział.
- Jak chcesz. - Wtuliłam się w jego tors.
- Więc zostaję. - Zaśmiał się.
- Heh. Wygodny jesteś. - Uśmiechnęłam się PO RAZ PIERWSZY w tym jakże magicznym dniu.
- A no widzisz?! Ja to mam talent do rozśmieszania cię. - Zaśmiał się triumfalnie.
- Oj cicho. Muszę odpocząć. - Powiedziałam.
- Śpij kochanie. - Pocałował mnie.
Chwilę później zasnęłam. Po jakimś czasie się obudziłam. Zobaczyłam, że Harry'ego nie ma w pokoju i spojrzałam na zegarek. Pokazywał, że jest 19. Spałam 3 godziny. Ręką przeczesałam włosy. Wstałam i zeszłam do salonu, gdzie siedzieli wszyscy nawet Zayn.
- Jak się spało kochanie? - Zapytał Harry, pod chodząc do mnie.
- Wygodne to łóżko, ale ty jesteś wygodniejszy. - Dałam mu całusa.
- To wy jesteście razem? - Zapytał Zayn.
- Tak. Przynajmniej ja jej nie zranię tak jak ty. - Powiedział Harry.
- Harry to nie ma sensu. A ty Zayn się nie wtrącaj. Ty masz Perrie. - Powiedziałam.
- Nie jestem z nią. - Malik.
- Nie obchodzi mnie to, ale jak dałam ci wybór, wybrałeś ją. I Harry ma rację. Harry mnie nie rani, tak jak ty. - Powiedziałam.
- Wow. Już znalazłaś sobie kogoś na pocieszenie... - Zayn.
- Zayn uspokój się. - Powiedziała Jo.
- Malik ty się nie dziw, że Ari próbuje znaleźć szczęście w życiu, skoro ty jej tego nie dałeś. - Powiedział Liam.
- Nie wtrącajcie się! - Krzyknął Mulat.
- Nie Zayn. Oni mają rację. - Powiedziałam.
- Kochanie usiądź. Chcesz coś do picia? - Spytał Hazz.
- Nie dziękuję. - Odpowiedziałam i zajęłam wolne miejsce koło Joanne.
- Ari ty się jeszcze bardziej zrobiłaś blada, niż dzisiaj rano... Wzięłaś te leki, co ci lekarz dał? - Joanne.
- Kurczę. Zapomniałam. - Powiedziałam.
- Przyniosę ci. - Odezwał się Hazza i pobiegł po pudełko i szklankę wody.
- Po co ci te leki? - Spytał Zayn.
- Nie ważne. - Odpowiedziałam.
- Otóż Ariana ma białaczkę i te leki mają ją przytrzymać jak najdłużej przy życiu... - Jo.
- Joanne nie.. - Ja.
- Nie Ari . Niech wie. - Powiedziała stanowczo.
- Czemu mi nie powiedziałaś? - Spytał.
- Nie muszę ci nic mówić. - Powiedziałam.
- Jestem. - Do salonu wszedł Harry z lekami i wodą.
- Dzięki. - Wzięłam od niego. Wzięłam tabletkę i popiłam wodą.
- Oglądamy film? - Spytał Louis.
- Tak. - Odpowiedzieliśmy chórem oprócz Malika, w między czasie zadzwonił mu telefon.
- Hallo?... Poczekaj. Już jadę. ... Spokojnie, oddychaj. Zaraz będę. ... Pa. - Zayn.
- Kurwa. - Mruknął Malik.
- Em chłopaki teraz musimy się zapytać Zayna co mu się stało. - Powiedziała Joanne.
- Nie. nie musicie. Tylko Perrie rodzi. - Powiedział i wyszedł.
- Mamy to w dupie Malik! - Krzyknęła Joanne.
- Ale skurwiel! Ari jest chora, a ten leci, bo Perrie rodzi! - Niall.
- Ja bym nigdy tak nie zrobił. - Louis.
- Dobra zmieniamy temat. - Powiedziałam.
- Okej. Włączamy film. - Powiedział Liam.
Padło na jakiś horror. Nawet dwa. Gdy te filmy się skończyły poszłam razem z Harrym do NASZEGO pokoju. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamkę i położyłam się koło Hazzy, który właśnie serfował w necie.
- Co tam masz? - Spytałam i wzięłam od niego MacBook'a. To co zobaczyłam zamurowało mnie.
"Właśnie urodziła mi się córeczka. <3 Boże jaka ona piękna. Tak samo jak mamusia. Eh... Słodko sobie śpią... " - Tak napisał Zayn na TT. I właśnie tak mnie kocha...  Nawet dodał zdjęcie jak Perrie i ten jej bachor sobie śpią.
- Nie przejmuj się tym. - Powiedział Harry.
- Nie przejmuję. Mam ciebie, loczku. Jesteś seksi i masz fajne loki. - Odpowiedziałam i go cmoknęłam.
- Ale inteligencją nie grzeszę. - Zaśmialiśmy się.
- Ale i tak cię kocham kocie. - Uśmiechnęłam się.
- A ja ciebie kocico. - Pocałował mnie czule.
- Chodźmy spać. Jest już późno. Jestem zmęczona i po leku... Hmmm? - Powiedziałam.
- Zróbmy jeszcze TweetCam'a. Chcę się tobą pochwalić. - Odparł.
- No nie wiem, nie wiem. - Udałam, że myślę.
- Plosę...? - Zrobił minę kota ze Shreka.
- Oj no dobrze. Ale krótko. - Powiedziałam.
- Okej, okej. Minimum 30 minut. - Odpowiedział.
- Harry! - Syknęłam na niego.
- Dobra. - Hazz.
Więc zrobiliśmy. Wiele fanów się zdziwiło, bo jeszcze parę dni temu byłam z Malikiem. Więc postanowiłam to wyjaśnić.
- Zerwałam z Zayn'em, ponieważ jakieś 4 miesiące temu Perrie przyszła do nas do domu i pochwaliła się, że jest w ciąży, i Zayn jest ojcem tego dziecka. Na początku się wypierał, ale później oferował pomoc Perrie i zaczął do niej coraz częściej jeździć, a ja zostałam odizolowana. Nie było go przy mnie, gdy go potrzebowałam, np. niedawno była rocznica śmierci moich rodziców. Zayn był przy Edwards, a ja potrzebowałam kogoś kto mnie mógł w tym dniu pocieszyć i tą osobą był Harry i moja przyjaciółka Joanne, oraz Louis, Liam i Niall. Tylko oni byli przy mnie. Zdenerwowałam się i dałam mu wybór, albo ja, albo Perrie. Wybrał Perrie, więc ja powiedziałam, że to koniec. Harry był cały czas przy mnie i... teraz jesteśmy razem... - Spojrzałam na Harry'ego.
- A po za tym, to Zayn niby tak kocha Arianę, że nawet jej w szpitalu, jak leżała nie odwiedził. Tylko ja, Joanne, Louis, Niall i Liam. . - Odezwał się Hazz i w ciągu sekundy pojawiło się mnóstwo pytań typu co się stało.
- To nic strasznego... Już jest wszystko dobrze. - Powiedziałam.
- Tak. A teraz my już lecimy. Już jest późno, a my jesteśmy zmęczeni więc pa! - Powiedział Harry i się rozłączył.
- Nie musiałeś oznajmiać całemu światu, że byłam w szpitalu. - Powiedziałam.
- Musiałem powiedzieć, jakim Malik jest dupkiem. - Hazz.
- Chodźmy już spać. - Ja.
- Dobrze kochanie. Dobranoc słońce. - Ułożył się Hazz.
- Dobranoc kocie. - Ułożyłam się na swojej połówce. Plecami do Harry'ego.
- Ekhem. Nie powinnaś leżeć gdzieś indziej? - Spytał.
- Ale masz problemy... - Powiedziałam i się do niego odwróciłam, po czym  przysunęłam się bliżej niego.
- No. Teraz możemy iść spać. - Hazz.
- Kochany idiota. - Powiedziałam i zasnęłam.
__________________________________________________________________________
No na razie jej nie uśmiercam, ale kto wie... Może później. xD May

19 - Mam tego dosyć!

*4 miesiące później*
Perrie jest już w 8 miesiącu ciąży. Skąd wiem? Co po chwilę dzwoni do Zayn'a, prosi go o pomoc, a ten jej nie odmawia. Mam tego dość. Oddalamy się od siebie. Czasami Zayn nie wraca do domu, bo panna Edwards potrzebuje pomocy. Rozmawiamy wtedy, jak coś potrzebujemy, np. "- Ariana, widziałaś moją czarną bluzkę z białym napisem ROCK MY WORLD? - Jest w praniu, załóż inną. ", albo "- Zayn gdzie jest ta czarna sukienka, którą dostałam na urodziny od ciebie? - Nie wiem.". No w chuj dużo rozmawiamy no nie? Nawet chłopakom i Jo się to nie podoba.
Dziś rano się obudziłam wcześniej niż zwykle. Było mi nie dobrze. Pędem pobiegłam do łazienki i zaczęłam wymiotować. Ciąża? Na pewno nie. Nie robiliśmy tego z Zayn'em dość długo, a z nikim innym się nie pieprzyłam, nie jestem taka. Gdy ta męczarnia się skończyła, umyłam zęby i opukałam twarz wodę. Gdy stałam oparta o umywalkę, przyszedł Zayn.
- Ariana wszystko gra? - Zapytał.
- Tak, a czemu by nie? - Spytałam ze sztucznym uśmiechem.
- Ariana, o co ci znowu chodzi?! - Spytał zdenerwowany.
- To, że masz mnie w dupie, a zajmujesz się Perrie! Jakby to było twoje dziecko, a 4 miesiące temu mówiłeś, że nie będziesz się nią zajmował i  nie będziesz jej pomagał! - Krzyknęłam i oburzona wyszłam z łazienki.
- Pomagam jej, bo ona nie ma już nikogo! Jej własne przyjaciółki z którymi była w zespole ją odrzuciły, rodzice też ją zostawili! To co miałem zrobić?! To, że jej pomagam, nie oznacza, że cię nie kocham! - Chwycił mnie mocno za nadgarstki.
- Nie chcę się z tobą kłócić, ale wybieraj. Albo ona, albo ja... - Powiedziałam.
- Ari, ja... - Nie dokończył.
- Wiedziałam... Powodzenia, wam życzę. - Uśmiechnęłam się lekko i odeszłam od niego i podeszłam do dużej szafy. Wyciągnęłam z niej jakieś ciuchy i się w nie ubrałam. Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni i siedziałam tam sama. Po jakimś czasie zeszła Joanne do kuchni.
- Co się stało? - Spytała.
- Wybrał ją. - Powiedziałam
- Jak mu zaraz... - Nie dokończyła Jo, chciała już iść na górę, ale ją przytrzymałam.
- Nie Jo. Niech ten bachor ma ojca w całości. - Powiedziałam.
- No dobrze... Ari, ty wiesz, że jesteś rozpalona? Ty masz gorączkę! - Krzyknęła i zaczęła mnie dotykać po policzkach i czole.
- Wiem i nie czuję się zbyt dobrze... - Odpowiedziałam.
- Może pojedziemy do lekarza? - Spytała.
- Nie... Nie trzeba. - Odparłam.
- Właśnie, że trzeba, ty na prawdę fatalnie wyglądasz. Poczekaj tu na mnie, ja się ogarnę i jedziemy. - Powiedziała i pobiegła do pokoju. Po chwili zakręciło mi się w głowie i upadłam.
Obudziłam się w białej sali. To był chyba szpital.
- Co się dzieje? - Spytałam.
- Ariana! Nareszcie się obudziłaś! Po czekaj pójdę po lekarza. - Powiedziała Joanne.
- Chłopaki co ja tu robię? - Spytałam i spojrzałam na całą czwórkę. No oczywiście, szanownego pana Malika nie było, bo był z Edwards.
- Zemdlałaś wczoraj rano i dopiero teraz się obudziłaś, a jest 16. - Wyjaśnił mi Liam.
- Dzień dobry panno Collins. Jak się pani czuje? - Spytał lekarz wchodząc do sali, a zanim Joanne.
- Strasznie mnie głowa boli. - Odpowiedziałam.
- Nie dziwię się, skoro upadła pani na kafelki. Zrobiliśmy pani badania i nie mamy dobrych wieści. Chce pani, żeby pani przyjaciele przy tym byli, czy raczej nie? - Powiedział lekarz
- Niech zostaną. - Odparłam.
- Więc ma pani lekko zaawansowaną białaczkę, którą bardzo ciężko wyleczyć, albo i wcale... - To co powiedział lekarz wywołało u mnie łzy.
- To dlatego zemdlałam? - Spytałam.
- Tak. - Odpowiedział krótko.
- Ile mi zostało? - Znów zapytałam
- Dajemy pani maksimum 6 miesięcy. Ani dnia dłużej. - Powiedział.
- O mój boże. - Powiedziała Joanne.
- Ariana, będzie dobrze. Zobaczysz. - Powiedział Niall.
- Ari dasz radę. - Powiedział Liam.
- Na pewno nie umrzesz. - Harry.
- Zostaniesz z nami. - Louis.
- Zostawię państwa samych. - Powiedział lekarz i wyszedł.
- Zabierzcie mnie do domu. Proszę. - Powiedziałam przez szloch.
- Pójdę zapytać się lekarza kiedy cię wypuszczą. - Odezwała się Jo i wyszła.
- Nie umrzesz Ari. Nie teraz. - Przytulił mnie Hazz.
- Oby. - Szepnęłam.
- Więc lekarz powiedział, że do jutra cię zostawią na obserwacji. - Przyszła Joanne.
- Dobrze. Dziękuję. - Odparłam.
- Potrzebujesz czegoś? - Spytał Liam.
- Tylko mojego telefonu. A tak w ogóle co z Zaynem? - Spytałam.
- Cały czas z Perrie, ale nie będziemy ci o tym mówić. - Harry.
- A Perrie, już urodziła? - Zapytałam.
- Za tydzień ma termin. - Louis.
***
Następnego dnia mnie wypuścili. Dobrze być w domu. Jestem lekko osłabiona, no co się dziwić, choruję na białaczkę. Z dnia na dzień będzie gorzej. Gdy przekroczyłam próg domu, od razu się skierowałam do pokoju mojego i Zayn'a.
- Ariana co ty tu robisz?! - Spytał zdziwiony Zayn.
- Jak widać mieszkam. Do pokoju wejść, nie mogę? - Ja.
- Gdzie ty byłaś? - Zapytał.
- W szpitalu. - Odpowiedziałam.
- Co?! Czemu?! Dlaczego nie zadzwoniłaś?! - Krzyczał zdziwiony.
- Zemdlałam i byłam w śpiączce. Dopiero wczoraj się obudziłam, a z tego co wiem to byłeś z Perrie. Przyszłam tu tylko po ciuchy. - Powiedziałam i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej dużą walizkę i zaczęłam pakować do niej ciuchy.
- Wyprowadzasz się? - Spytał.
- Nie. Harry powiedział, że mogę spać u niego w pokoju. Nie będę przeszkadzać tobie i Edwards. - Odpowiedziałam.
- Ariana nie rób tego. Ja cię kocham. - Powiedział.
- Za późno. Dałam ci wybór, ty wybrałeś ją. To koniec. tak jak i mojego życia. - To ostatnie szepnęłam prawie nie słyszalnie.
- Ariana... - Zayn.
- To koniec. - Powiedziałam. Dokończyłam pakowanie i wyszłam i skierowałam się do pokoju Hazzy.
- Mogłaś mnie zawołać. Pomógłbym ci. - Powiedział lokowaty.
- Nie... Dziękuję, że pozwoliłeś mi tu spać przez TEN czas. - Powiedziałam.
- Nie umrzesz. Zobaczysz. Będzie dobrze, tylko musisz w to uwierzyć. - Odpowiedział.
- Masz 100% pewności? Słyszałeś co powiedział lekarz. Chciałabym uwierzyć w to, że będzie dobrze, ale nie mogę. - Odparłam smutno.
- Ari, ja muszę ci coś powiedzieć. Ja....
______________________________________________________________________
I co powiedział Harry? Piszcie w komentarzach. Pa. May xx.

18 - Co ta dziwka robi tu robi?!

Był to mały piknik, były świece, a w dodatku słońce zachodziło. Piękny widok.
- I ty nie jesteś romantyczny? - Zaśmiałam się.
- Oj cicho. Choć. Na pewno jesteś głodna... - Powiedział i ciągnął mnie za rękę w kierunku koca z przekąskami.
- Troszeczkę. - Uśmiechnęłam się.
Usiedliśmy na kocu i zaczęliśmy się karmić różnymi przysmakami, takimi jak np. truskawki w czekoladzie. Było dużo śmiechu i rozmów. Opowiadaliśmy sobie śmieszne historyjki z dzieciństwa...
- Na prawdę wyrzuciłeś telewizor przez okno? - Spytałam przez śmiech.
- No tak. Miałem jakieś 5, 6 lat... Było śmiesznie. - Odparł, również śmiejąc się i paląc papierosa jednocześnie.
- A czemu? Co ten biedny telewizor ci zrobił, że go tak potraktowałeś? - Pytałam.
- Zdenerwował mnie i nie chciał włączyć mi bajeczki na dobranoc. - Odpowiedział.
- I to był powód? - Śmiałam się.
- A ty co mądralo zbroiłaś? - Spytał.
- Nie powiem. To głupie. - Odpowiedziałam.
- Ja ci opowiedziałem najgłupszą moją historię z dzieciństwa, więc teraz ty mów. - Powiedział.
- Oj no dobrze. Więc kiedyś rodzice nie pozwolili mi iść na jakiś koncert, a że mój ojciec był kiedyś policjantem miał kajdanki, nawet parę... I mamę przypięłam do jakiegoś słupka od schodów, a tatę z drugiej strony. A sama wyszłam, biorąc tylko to co mi potrzebne. Po koncercie, nadal byli przypięci do tych słupków i spali. Odpięłam ich i poszłam do pokoju spać. Następnego dnia się trochę działo... - Powiedziałam...
- Wow... Normalnie Bad Girl. - Śmiał się Zayn.
- Oj cicho. Jak będziesz niegrzeczny to też cię tak przypnę i zostawię, a kluczyk dam Niallowi do zjedzenia. - Powiedziałam i go pocałowałam, a gdy chciałam się oderwać, Malik mnie przytrzymał i całował dalej. W końcu zabrakło nam tlenu.
- Wracajmy do domu, póki chata wolna... - Powiedział.
- A tak w ogóle, gdzie są chłopacy? - Spytałam.
- A u Elki się zatrzymali, bo najbliżej mieszka... - Odparł.
- A Dani? Przecież ona mieszka w centrum... - Znów zapytałam.
- Liam i Dan się rozstali, a po za tym, to ona wyjechała do Australii, miała jakieś pokazy, czy coś... Oj kochanie nie jesteś na bieżąco... - Wyjaśnił mi i dał mi całusa.
- Ojeju... A byli taką piękną parą... - Powiedziałam.
- Nic nie trwa wiecznie, oprócz naszej miłości.. - Odpowiedział.
- To było słodkie. - Uśmiechnęłam się.
- Staram się. Ale teraz wracajmy już. Pewnie ci zimno w tej sukience, która jest piękna i świetnie w niej wyglądasz... - Powiedział.
- Trochę jest mi zimno i dziękuję. Ta sukienka również mi się podoba. - Odparłam.
Zayn wstał i pomógł mi wstać. Szybko zabrał koc i koszyk z resztkami jedzenia, które zostawiliśmy Niallowi. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do domu. Drzwi były otwarte, a ponoć Joanne miała dołączyć do chłopaków i jechać do Eleaonor.
- Ej Joanne! Jeszcze nie pojechałaś? - Krzyknęłam zdejmując szpilki z nóg.
- Joanne już dawno pojechała! - Również krzyknęła osoba, której szczerze nienawidziłam od zawsze.
- Co ta dziwka tu robi?! - Spytałam wściekła jak osa, Malika.
- Skąd ja mam to wiedzieć?! - Odpowiedział pytaniem.
- Kochanie przyjechałam ci przekazać wspaniałą wiadomość i na pewno się ucieszysz misiaczku. - Przyszła Perrie.
- Perrie powiedziałem ci, że masz się tu więcej nie pokazywać i tak przy okazji jak ty tu weszłaś, skoro nikogo tu nie ma? - Spytał zdenerwowany.
- Po pierwsze musiałam. Po drugie, kiedy byliśmy razem i tu nocowałam, a ty w tym czasie brałeś prysznic, od cisnęłam sobie klucz i dorobiłam... Głupiutki mały miś... - Przy niej normalnie krew mnie zalewała.
- Co znowu?! - Malik.
- Jestem w ciąży, a ty zostaniesz tatusiem, a ta kurwa się wyprowadzi i zniknie z naszego życia! - Krzyknęła radośnie.
- Jak ci zaraz.... - Nie dokończyłam bo przerwał mi Zayn.
- Ari nie warto... A ja nie mogę być ojcem tego dziecka, bo ty mnie zdradzałaś od początku naszego związku. Więc jak urodzi się ten twój bachor domagam się testu na ojcostwo, żeby udowodnić ci, że nie jestem ojcem tego dziecka. - Powiedział.
- Jak chcesz misiaczku... Ale i tak udowodnię ci, że nim jesteś. - Powiedziała Perrie.
- Wypierdalaj stąd Perrie! - Krzyknęłam.
- A ty się ucisz mała dziwko. To nie twój dom, więc się tak nie rządź. Wyobraź sobie, że ja tu byłam krótko przed tobą. Też tu mieszkałam... - Zaśmiała się.
- Perrie wyjdź stąd. - Powiedział Zayn.
- Ja i tak tu wrócę. - Odparła różowo-włosa i wyszła z domu.
- Okłamałeś mnie! - Krzyknęłam po chwili.
- Nie okłamałem! Niby kiedy?! Ariana nie słuchaj jej Perrie kłamie! Ja nie jestem ojcem tego dziecka! A ciebie kocham ponad wszystko! - Również krzyczał.
- Tak?! A masz jakiś dowód na to, że nie jesteś?! No właśnie nie masz! Więc jest duża pewność, że jesteś! A po za tym to jak ja mam jej nie słuchać, skoro ona tu będzie przyjeżdżać, bo ty będziesz musiał jej pomagać! Albo "a ta kurwa się wyprowadzi i zniknie z naszego życia" i "jak chcesz misiaczku, ale i tak udowodnię ci, że nim jesteś". Boże Zayn ty nie rozumiesz, że ja tego nie przeżyję emocjonalnie?! - Łzy leciały mi z oczu.
- Ari, ja ciebie kocham, a nie ją. To z tobą chcę mieć mnóstwo dzieci, a nie z Perrie. Jestem pewien, że to nie moje dziecko, bo Perrie ruchała się na prawo i lewo. Mogła z każdym wpaść. - Przytulił mnie.
- A co jeśli wyjdzie, że to ty? Co zrobisz? Przecież nie będziesz mógł się wyrzec tego dziecka, Perrie to wykorzysta i będą hejty i cały zespół na tym ucierpi. Na prawdę tego chcesz? - Spytałam ocierając łzy.
- Wtedy coś się wymyśli. Pogadamy z chłopakami, może coś oni nam doradzą... - Pocałował mnie w czubek głowy.
- Idę spać. Za dużo emocji na raz... - Od kleiłam się od niego i poszłam do pokoju.
Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamkę i położyłam spać. Rano obudziłam się o 9. Poprawiłam się do pozycji siedzącej. Nagle przypomniało mi się wszystko z wczoraj. Najpierw było tak pięknie, a później... Szkoda gadać. Rozejrzałam się po pokoju i zorientowałam się że nie ma Zayn'a w pokoju. Wzięłam prysznic i ubrałam się w to. Zrobiłam makijaż, a włosy związałam w niesfornego koka na czubku głowy. Zeszłam na dół i poszłam do kuchni, a tam siedziała cała szóstka.
- Cześć. - Powiedziałam.
- Ari wszystko gra? Wyglądasz na przybitą... - Skierowała się do mnie Joanne.
- Nie. Zayn wyjaśni wam o co chodzi, a ja idę się powiesić. - Z lodówki wyciągnęłam wodę, zrobiłam łyka i wyszłam z kuchni i poszłam do pokoju. Usiadłam na parapet i patrzałam na deszcz padający za oknem.
- Nie wieś się! - Nagle do pokoju wparował Hazz.
- Harry, ale ja nie miałam takiego zamiaru. - Zaśmiałam się.
- To czemu powiedziałaś "Zayn wyjaśni wam o co chodzi, a ja idę się powiesić." ? - Spytał.
- Oj kochany debilku. Tak się tylko mówi, jak jest się przybitym. No wybacz, ale inteligencją nie grzeszysz... - Odpowiedziałam mu.
- Ale za to jestem seksi. - Uśmiechnął się.
- No masz fajne loki. - Tsa... Harry wie jak pocieszyć. Jo to bardziej groźna jest... Czasami się jej boję. Najczęściej jak coś gotuje. Noże i inne przyrządy...
- A co się stało, że jesteś taka smutna i przybita, jakby ci kota zamordowali? - Zapytał.
- Kota mi nie zamordowali, nawet do nie mam. A smutna jestem ponieważ Perrie tu wczoraj była i powiedziała, że jest w ciąży z Zayn'em. Zayn twierdzi, że nie jest, bo ona się ruchała na prawo i na lewo, więc może być z każdym. Ale ja i tak boję się, że ojcem może być Zayn, a tego dziecka wyrzec się nie będzie mógł, bo Perrie to wykorzysta, a ja ją znam od dzieciństwa, bo razem dorastałyśmy i chodziłyśmy do tej samej szkoły i wgl. - Wyjaśniłam mu na szybko.
- Nie martw się Ari... - Mocno mnie przytulił.
- Aua Harry! - Krzyknęłam.
- Dobra. A teraz leć na śniadanie, bo wyglądasz jakbyś co dopiero z grobu wstała. - Zaśmiał się Harry i mnie puścił.
- Okey... - Odpowiedziałam i razem z loczkiem zeszliśmy na dół, ale ja i tak nie odezwałam się ani słowem do Zayn'a.
___________________________________________________
I kolejny. 

środa, 22 maja 2013

17 - To nie fair, że wyglądasz lepiej w moich ciuchach!

Weszłam do studia tatuaży i podeszłam do lady, gdzie stała Jane, czerwonowłosa koleżanka Malika, cała w tatuażach. Znam ją, bo Malik zaciągnął mnie tu, bo robił sobie kolejny tatuaż... Heh.
- Hej Ariana. Co cię tu sprowadza? - Spytała Jane.
- Chcę sobie zrobić tatuaż. Byłabyś w stanie mi go zrobić, jakoś teraz? - Spytałam.
- Dla ciebie zawsze... Jaki ma być? - Jane
- Ten. - Pokazałam jej małą karteczkę, którą miałam w kieszeni.
- Twój szkic? - Spytała.
- Tak. - Odparłam.
- Całkiem nie zły. - Pochwaliła.
- Dzięki... Starłam się. - Uśmiechnęłam się.
- To widać. Dobra choć zrobię ci ten tatuaż. - Powiedziała i poszłyśmy do pomieszczenia obok. Po jakiejś godzinie tatuaż był gotowy, ale cholernie bolał...
- Dzięki... To ile płacę? - spytałam.
- Nic. Taki prezent ode mnie. - Uśmiechnęła się.
- Dziękuję. - Przytuliłam ją.
- Nie ma za co. Pozdrów Zayn'a i chłopaków. - Odpowiedziała.
- Okej. Dzięki jeszcze raz. Muszę lecieć. Pa.. - Powiedziałam i wyszłam.
Szybko pojechałam do studia. Wjechałam windom na odpowiednie piętro i weszłam w odpowiednie drzwi. Chłopaki nagrywali, a Jo się tak nudziła, że grała w Angry Birds. Heh. Cała Jo...
- Ariana! - Wydarł się Zayn.
- Zamknij się idioto i nagrywaj. - Syknęłam i usiadłam koło Joanne.
- Hej. - Powiedziała Jo.
- Hej... Nudzisz się, huh? - Zaśmiałam się.
- Boże od 11 z tymi debilami, a jest 15... A tak w ogóle to ty do 15 spałaś? - spytała.
- Nie... Do 13, ale się jeszcze ogarnęłam, jakoś o 13 30 pojechałam do studia tatuaży, godzinę tam siedziałam i teraz przyjechałam tu... - powiedziałam.
-  Zrobiłaś sobie kolejny tatuaż? - Spytała,
- No... - Oparłam i pokazałam jej. Szybko zaryłam, gdy zobaczyłam, że chłopaki wychodzą z pomieszczenia obok.
- Ariana! - Krzyknął Zayn i się na mnie rzucił.
- Ogarnij się debilu i mnie puść. - Powiedziałam.
- Stęskniłem się za tobą... - Odpowiedział.
- Ja też, ale na serio, puść mnie. - Odparłam.
- No dobra... Wy wiesz, że masz twardy sen? budziłem cię a ty nic... Myślałem,że nie żyjesz... - Powiedział.
- Nie budziłeś jej. Powiedziałeś, że tak słodko wygląda, że nie odważysz się jej obudzić. - Wtrącił się Liam.
- Wiedziałam! I ojej... - Powiedziałam i dłońmi zaryłam poliki.
- Masz tatuaż?! - Krzyknął zdziwiony Zayn.
- Nawet dwa... - Powiedziałam.
- I nic mi nie powiedziałaś? - Spytał.
- Oj tam. Tu mam ptaka, a tu mam takie coś, co dzisiaj przed przyjazdem do studia wytatuowałam. - Powiedziałam i pokazałam mu tatuaże.
- Mam na ciebie focha. - Powiedział Zayn i się ode mnie odwrócił.
- Co ja ci znowu zrobiłam?! - Krzyknęłam.
- To nie fair, że wyglądasz lepiej w moich ciuchach! W mojej ulubionej bluzce! - Krzyknął.
- Idiota... - Zrobiłam facepalm.
- Oj dobra nie umiem się dłużej na ciebie gniewać. - Powiedział i mnie pocałował.
- Pff... Tylko tyle na ciebie stać? - Spytałam.
- No ale skarbie tak przy ludziach? - Zayn.
- Zbok! - Krzyknęłam.
- Przestańcie, bo zaraz rzygne - Jo.
- A no właśnie. Porywam cię dzisiaj na miasto... - Powiedział mi Malik.
- O której? - Spytałam.
- O 20. - Odparł.
- A gdzie? - Zapytałam.
- A to już niespodzianka. - Uśmiechnął sie.
- No dobrze. - Odparłam.
- Idźcie już Kevinki... - Śmiał się Louis.
- Ale wy macie próbę... - Powiedziałam.
- Aaa! Brzuch mnie boli! Czyli próba odwołana! - Krzyknął Harry i złapał się za brzuch.
- Do szpitala! - Krzyknęłam.
- Już mnie nie boli... Ale próba tak, czy tak odwołana, gdyż Niall jest głodny. - Hazz.
- Aaa! no właśnie... Jestem strasznie głodny... - Niall.
- Peszek. Jedźcie już... - Powiedziała Joanne. Ona też wie o co chodzi?!
- Zabezpieczajcie się! - Rzucił Liam, jak wychodziliśmy, a reszta się śmiała
Dojechaliśmy do domu, jakoś o 16, albo 17... Nie ważne. Malik zamknął mnie na klucz w pokoju i powiedział, że on wychodzi, a ja w tym czasie mam się przebrać. Więc nie czekając ani chwili dłużej, wzięłam prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy, wybrałam tę sukienkę, zrobiłam makijaż, a włosy spięłam tak. Na nogi wsunęłam czarne obcasy i założyłam tego samego koloru kolczyki.Do torebki schowałam mojego iPhona, oraz ulubiony brzoskwiniowy błyszczyk. Usiadłam na łóżko i czekałam, aż Zayn łaskawie otworzy mi drzwi, ponieważ nadal były zamknięte. Po jakiś 15 minutach, gdy wybiła 20, otworzyły się drzwi. Dziwne. Chłopacy mówili, że wrócą ok. 18, 19, a tu nic?
- Zayn! - Krzyknęłam, ale brak odpowiedzi.
- Zayn!!! Jeśli tu nie przyjdziesz idę się spakować i już nigdy nie wrócę! - To zawsze na niego działa. Nagle na podłodze znalazłam małą karteczkę. Pismo Malika, więc pewnie on mi ją zostawił...
"Jesteś dla mnie wszystkim. Nie umiem bez ciebie wytrzymać. Kocham cię jak wariat i nie umiem przestać. Jeśli spytasz, tak jak na filmach, czy zrobię dla ciebie wszystko, odpowiem, że nie. Bo jeśli poprosisz mnie, abym przestał cię kochać, nie przestanę... Spotkajmy się tam, gdzie się poznaliśmy. Mam nadzieję, że pamiętasz, gdzie to jest... :P    Zayn xx"
Czyli wybieram się do parku, gdzie Zayn rozczaskał mój aparat. Wyszłam z domu i szybkim krokiem poszłam do parku. Dokładnie do tego miejsca w którym to się działo. Spotkałam go tam. Stał przodem do mnie, trzymając różę w ręku.
- Po co to wszystko? - Spytałam podchodząc do niego.
- Zauważyłem, że za mało wychodzimy na miasto i, że jestem zbyt mało romantyczny. Róża dla ciebie. Jest piękna, ale nie piękniejsza od ciebie. - Powiedział i wręczył mi kwiat.
- Dziękuję, ale po co kazałeś mi tu przyjść? To jest ta niespodzianka, o której mówiłeś? - Pytałam.
- Zabieram cię gdzieś, i to jeszcze nie wszystko. Teraz wsiądziemy do mojego samochodu i cię gdzieś zabiorę. - Powiedział, chwycił mnie za dłonie i czule pocałował.
- A nie możesz mi powiedzieć gdzie jedziemy? - Spytałam.
- Nie. Mmm lubię twój brzoskwiniowy błyszczyk... - Powiedział.
- Ja też go lubię. - Uśmiechnęłam się
- Choć. - Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę jego samochodu.
- Zamknęłeś mnie w pokoju na klucz, jak później się otworzyły, skoro ciebie nie było? - Spytałam.
- Joanne była w domu. - Odparł
- Ale z was świnie! Krzyczałam, żeby ktoś mnie wypuścił i nic. - Powiedziałam.
- Inaczej nic by się nie udało... - Uśmiechnął się.
- Nie ważne...- Odparłam.
I pojechaliśmy. W połowie drogi Zayn kazał mi zawiązać sobie oczy chustką. Gdy samochód się zatrzymał, wyszliśmy z niego i Malik mnie gdzieś prowadził. Po jakimś czasie Mulat zdjął mi z oczu chustkę. Widok mnie zszokował. Był to...
_______________________________________________________________
I kolejny rozdział... <3 I myślałam i to dużo (łeb mnie od myślenia teraz boli!) i zdecydowałam, że zawieszam tego bloga, bo nie komentujecie. Pa. May się odmeldowuje. :*

poniedziałek, 20 maja 2013

16 - Wszystko już w pożądku...

Jaka ulga... Jestem znów z Zayn'em i mam nadzieję, że nic nas nie rozdzieli... Tak jak wszyscy planowaliśmy, razem z Jo wprowadziłyśmy się do chłopaków.
Lot był długi... Strasznie długi... No ale nie ważne. Z lotniska odebrali nas chłopacy. Jak by jeden nie mógł przyjechać. No ale nie ważne. Grunt, że dojechaliśmy.
- To co idziemy na imprezke? - Zapytał Harry, kiedy załadowali walizkami i kartonami (które należały do mnie i do Jo), przekroczyliśmy próg.
- Pojebało? Najpierw muszę się rozpakować. - Powiedziałam.
- Ja ci pomogę... - Uśmiechnął się tajemniczo Zayn.
- Tsa. - Mruknęłam.
- Więc ja pomogę Joanne. - Powiedział Harry i objął ją ramieniem.
- Nie, nie pomożesz. Pokażcie mi tylko gdzie ja mam spać... - Joanne strąciła z siebie ramię Stylesa.
- U mnie skarbie... - Odparł Styles i znów ją objął.
- Marzysz... - Odpowiedziała.
- Więc... Przez ten czas, jak byłyście w Los Angeles, my postanowiliśmy zrobić tam taką gratownie, więc możesz spać ze mną, albo ze Harrym... - Odezwał się Niall.
- Pójdę do ciebie, bo Hazzy nie lubię... Bez urazy Hazz. - Powiedziała Jo.
- Widzisz Harry Jo lubi mnie bardziej. - Zaśmiał się triumfalnie Niall.
- Oj tam oj tam. To nie oznacza, że będzie ci gotować. - Powiedział Harry.
- Jezu dzieci, ale wy problemy macie. - Odezwała się Jo.
- Chodźmy cię rozpakować... - Powiedział Malik i pociągnął mnie i walizki w stronę NASZEJ sypialni.
- Och Zayn... Ty tylko o jednym myślisz... - Powiedziałam, gdy weszliśmy do pokoju.
- Nie prawda... W sumie... Myślę tylko o tobie, o sobie, no o nas ogólnie. - Objął mnie w pasie.
- Seksu i tak nie będzie. - Odparłam.
- No ale czemu? Okres? - Spytał smutno.
- Nie. Po prostu jestem zmęczona, ledwie na nogach stoję, a jeszcze trzeba rozpakować moje walizki... - Dałam mu całusa.
- A jutro? - Zapytał.
- Jak będziesz grzeczny to się jeszcze zastanowię... - Powiedziałam.
- Osz ty szantażystko. - Zaczął mnie łaskotać, przez co wyginałam się na wszystkie możliwe strony.
- Przestań! - Krzyczałam.
- Nie! - Odkrzyknął.
- No przestań no! Bo seksu nie będzie! - Krzyczałam.
- Nie ma bata! - Odparł.
- Foch! - Tupnęłam nogą.
- Oj kochanie. - Przestał.
- Nadal foch. - Powiedziałam.
- Kotku... - Chciał mnie pocałować, ale ja zrobiłam unik.
- Foch. - Powtórzyłam.
- Ari... - Powiedział i spojrzał na mnie uwodzicielskim spojrzeniem, przez który zawsze ulegam.
- Prze... Przes...Przestań! - krzyknęłam i odwróciłam głowę, tak, żeby nie spojrzeć mu w oczy.
- Nadal foch? - Spytał.
- Nadal foch. - Powiedziałam stanowczo.
- Nie przestanę tak patrzeć, dopóki nie będziesz miała unfocha. -Odparł.
- Oh no dobra. - Odpuściłam.
- No widzisz... To zawsze na ciebie działa. - Zaśmiał się triumfalnie.
- Oj zamknij się. Następnym razem się nie dam. - Powiedziałam.
-  Za każdym razem to mówisz... - Odparł.
- Oj cicho bądź i pomóż mi się rozpakować. - Odpowiedziałam.
Więc zaczęliśmy mnie rozpakować. Trochę nam to zajęło, bo aż ok. 3 godzin, czyli jakoś do 2 rozpakowywaliśmy mnie. Położyłam się bezsilnie na łóżku i zasnęłam w ciuchach. Nawet nie miałam siły przebrać się w piżamę.
Obudziłam się ok 13. trochę długo... Podparłam się na łokciach i zobaczyłam, że nigdzie nie ma Zayn'a, a w domu jest cicho, za cicho, jak o tej porze. Zauważyłam małą karteczkę równo złożoną na pół, leżącą na poduszce Malika. Wzięłam ją do ręki i odczytałam:
"Oj kochanie, ale ty masz twardy sen. Nawet czołg cię nie obudzi... :p Nie ważne. Jakby co jestem z chłopakami i Joanne w studiu. Przyjedź do nas, chyba, że ci się nie chce. W razie co to wrócimy do domu wieczorem. Pewnie tak o 18, 19. 
Zayn xoxo. :* "
Nie mam twardego snu. A on na pewno mnie nie budził. Heh nie ważne. Wstałam leniwie z łóżka i spostrzegłam, że nie jestem w moich ciuchach tylko w koszulce Zayna i mojej bieliźnie. Uśmiechnięta poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Owinęłam się szczelnie ręcznikiem i powędrowałam do szafy. Ukradłam Zaynowi jego ulubioną koszulkę, wzięłam moje kochane rurki i czarne conversy. Ubrałam się w owe ciuchy i zrobiłam delikatny makijaż.Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie płatki po czym je zjadłam. Umyłam zęby i taksówką pojechałam do studia tatuaży. Kolejny tatuaż... Hue hue.
_____________________________________________________________________
Nie podoba mi się ten rozdział, ale co mi tam. Więc zakładam nowego bloga i on nie będzie o one direction, tylko o ROOM 94. mam nadzieję, że będziecie go odwiedzać i komentować...Link podam w następnym rozdziale. I mam na was focha ponieważ nie komentujecie. Dwie osoby komentują : Agucha Malik i I LOVE YOU ZAYN. Dziękuję chociaż wam. :* Dostaniecie w nagrodę dedyka. May