Jaka ulga... Jestem znów z Zayn'em i mam nadzieję, że nic nas nie rozdzieli... Tak jak wszyscy planowaliśmy, razem z Jo wprowadziłyśmy się do chłopaków.
Lot był długi... Strasznie długi... No ale nie ważne. Z lotniska odebrali nas chłopacy. Jak by jeden nie mógł przyjechać. No ale nie ważne. Grunt, że dojechaliśmy.
- To co idziemy na imprezke? - Zapytał Harry, kiedy załadowali walizkami i kartonami (które należały do mnie i do Jo), przekroczyliśmy próg.
- Pojebało? Najpierw muszę się rozpakować. - Powiedziałam.
- Ja ci pomogę... - Uśmiechnął się tajemniczo Zayn.
- Tsa. - Mruknęłam.
- Więc ja pomogę Joanne. - Powiedział Harry i objął ją ramieniem.
- Nie, nie pomożesz. Pokażcie mi tylko gdzie ja mam spać... - Joanne strąciła z siebie ramię Stylesa.
- U mnie skarbie... - Odparł Styles i znów ją objął.
- Marzysz... - Odpowiedziała.
- Więc... Przez ten czas, jak byłyście w Los Angeles, my postanowiliśmy zrobić tam taką gratownie, więc możesz spać ze mną, albo ze Harrym... - Odezwał się Niall.
- Pójdę do ciebie, bo Hazzy nie lubię... Bez urazy Hazz. - Powiedziała Jo.
- Widzisz Harry Jo lubi mnie bardziej. - Zaśmiał się triumfalnie Niall.
- Oj tam oj tam. To nie oznacza, że będzie ci gotować. - Powiedział Harry.
- Jezu dzieci, ale wy problemy macie. - Odezwała się Jo.
- Chodźmy cię rozpakować... - Powiedział Malik i pociągnął mnie i walizki w stronę NASZEJ sypialni.
- Och Zayn... Ty tylko o jednym myślisz... - Powiedziałam, gdy weszliśmy do pokoju.
- Nie prawda... W sumie... Myślę tylko o tobie, o sobie, no o nas ogólnie. - Objął mnie w pasie.
- Seksu i tak nie będzie. - Odparłam.
- No ale czemu? Okres? - Spytał smutno.
- Nie. Po prostu jestem zmęczona, ledwie na nogach stoję, a jeszcze trzeba rozpakować moje walizki... - Dałam mu całusa.
- A jutro? - Zapytał.
- Jak będziesz grzeczny to się jeszcze zastanowię... - Powiedziałam.
- Osz ty szantażystko. - Zaczął mnie łaskotać, przez co wyginałam się na wszystkie możliwe strony.
- Przestań! - Krzyczałam.
- Nie! - Odkrzyknął.
- No przestań no! Bo seksu nie będzie! - Krzyczałam.
- Nie ma bata! - Odparł.
- Foch! - Tupnęłam nogą.
- Oj kochanie. - Przestał.
- Nadal foch. - Powiedziałam.
- Kotku... - Chciał mnie pocałować, ale ja zrobiłam unik.
- Foch. - Powtórzyłam.
- Ari... - Powiedział i spojrzał na mnie uwodzicielskim spojrzeniem, przez który zawsze ulegam.
- Prze... Przes...Przestań! - krzyknęłam i odwróciłam głowę, tak, żeby nie spojrzeć mu w oczy.
- Nadal foch? - Spytał.
- Nadal foch. - Powiedziałam stanowczo.
- Nie przestanę tak patrzeć, dopóki nie będziesz miała unfocha. -Odparł.
- Oh no dobra. - Odpuściłam.
- No widzisz... To zawsze na ciebie działa. - Zaśmiał się triumfalnie.
- Oj zamknij się. Następnym razem się nie dam. - Powiedziałam.
- Za każdym razem to mówisz... - Odparł.
- Oj cicho bądź i pomóż mi się rozpakować. - Odpowiedziałam.
Więc zaczęliśmy mnie rozpakować. Trochę nam to zajęło, bo aż ok. 3 godzin, czyli jakoś do 2 rozpakowywaliśmy mnie. Położyłam się bezsilnie na łóżku i zasnęłam w ciuchach. Nawet nie miałam siły przebrać się w piżamę.
Obudziłam się ok 13. trochę długo... Podparłam się na łokciach i zobaczyłam, że nigdzie nie ma Zayn'a, a w domu jest cicho, za cicho, jak o tej porze. Zauważyłam małą karteczkę równo złożoną na pół, leżącą na poduszce Malika. Wzięłam ją do ręki i odczytałam:
"Oj kochanie, ale ty masz twardy sen. Nawet czołg cię nie obudzi... :p Nie ważne. Jakby co jestem z chłopakami i Joanne w studiu. Przyjedź do nas, chyba, że ci się nie chce. W razie co to wrócimy do domu wieczorem. Pewnie tak o 18, 19.
Zayn xoxo. :* "
Nie mam twardego snu. A on na pewno mnie nie budził. Heh nie ważne. Wstałam leniwie z łóżka i spostrzegłam, że nie jestem w moich ciuchach tylko w koszulce Zayna i mojej bieliźnie. Uśmiechnięta poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Owinęłam się szczelnie ręcznikiem i powędrowałam do szafy. Ukradłam Zaynowi jego ulubioną koszulkę, wzięłam moje kochane rurki i czarne conversy. Ubrałam się w owe ciuchy i zrobiłam delikatny makijaż.Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie płatki po czym je zjadłam. Umyłam zęby i taksówką pojechałam do studia tatuaży. Kolejny tatuaż... Hue hue.
_____________________________________________________________________
Nie podoba mi się ten rozdział, ale co mi tam. Więc zakładam nowego bloga i on nie będzie o one direction, tylko o ROOM 94. mam nadzieję, że będziecie go odwiedzać i komentować...Link podam w następnym rozdziale. I mam na was focha ponieważ nie komentujecie. Dwie osoby komentują : Agucha Malik i I LOVE YOU ZAYN. Dziękuję chociaż wam. :* Dostaniecie w nagrodę dedyka. May
poniedziałek, 20 maja 2013
czwartek, 16 maja 2013
15 - "Nothing fine, I'm torn."
Co ja mam do cholery zrobić?! Kocham go, ale nie mogę mu jeszcze wybaczyć. Wzięłam gitarę i zaczęłam grać to.
- Nothing fine, I'm torn... Torn... - Zaśpiewałam do siebie i odłożyłam gitarę na jej miejsce.
- Hej... - Nagle do pokoju przyszła Joanne.
- Cześć. - Odpowiedziałam i z miękkiego łóżka przeniosłam się na parapet.
- Przyniosłam ci kakałko. - Powiedziała i podała mi kubek.
- Dziękuję. - Odebrałam naczynie.
- Jak się czujesz? - Spytałam.
- A jak mogę się czuć? Źle, nawet gorzej. - Odpowiedziałam.
- To dupek. Po prostu zapomnij o nim. - Powiedziała.
- Jak mam o nim zapomnieć skoro go kocham, ale z drugiej strony, boli mnie to co zrobił. Gdyby coś takiego się powtórzyło, nie wytrzymałabym i totalnie się załamała. Bym gorzej wyglądała, niż teraz wyglądam. - Spojrzałam na nią.
- Jeju, ty naprawdę do kochasz... - Mocno mnie przytuliła.
- Nawet nie wiesz jak mocno... - Ja.
- Wybacz mu... Daj się zaprosić na kawę, albo coś. Nie mogę widzieć, jak ty cierpisz. - Joanne.
- A co będzie, jeśli on znowu mnie zrani? - Spytałam.
- Wtedy zrobię mu włam na chate i se z nim pogadam... - Odpowiedziała.
- Jesteś kochana. Wiesz? - Uśmiechnęłam się.
- O weź ble. Bo rzygnę. - Powiedziała z czego ja się zaśmiałam.
- Przepraszam, ale naprawdę. Kocham cię siostrzyczko. - Przytuliłam się do niej.
- Weź już do niego pisz, dzwoń, albo coś, bo naprawdę rzygnę. I to nie tęczą. - Powiedziała.
- Ok. - Odkleiłam się od niej, chwyciłam mój telefon i napisałam do Malika.
"- Myślałam i to dużo... I wybaczam ci. Nie umiem bez ciebie żyć... Mam nadzieję, że nie wyjechałeś z LA... " - Ja.
"- Joanne nie ładnie korzystać z czyjegoś telefonu. :P" - Odpisał po minucie, a ja się zaśmiałam.
"- Debilu, to ze mną piszesz, a nie z Joanne. Powiedziałam, że dam ci znać, jak podejmę decyzję, więc się odezwałam. :D Chyba, że już kogoś masz... :(" - Ja.
"- A ja ci powiedziałem, że będę czekać. Nawet wieczność. I jestem właśnie na odprawie. Więc... :(" - Zayn.
- Jo rusz dupę, albo daj mi kluczyki do samochodu. Jadę na lotnisko. - Powiedziałam.
- Przebież się, nie pojedziesz w piżamie, masz 5 minut i jedziemy. - Odparła i wyszła.
Włosy rozpuściłam, w wyniku tego powstały mocne fale. Rozczesałam je palcami i wzięłam się za makijaż, a po nim ubrałam się w to . Szybko z Joanne wsiadłyśmy w samochód i pojechałyśmy na lotnisko. Kurczę, ona prowadzi jak jakiś psychopata po prochach... Wyszłam z pojazdu i zaczęłam biec w stronę odprawy. Cholera, ale zimno. Szukałam Zayn'a.
- Zayn! - Krzyknęłam, a on się odwrócił i od razu uśmiechnął. Zaczęłam biec coraz szybciej, a on zaczął biec w moją stronę.
- Jednak to prawda... - Mocno mnie przytulił.
- Po pierwsze, miażdżysz mnie, po drugie, przecież nie kłamię idioto, po trzecie, gorszego tekstu się nie dało?, a po czwarte, kocham cię debilu. - Powiedziałam.
- Ja ciebie też myszko. - Pocałował mnie, a część zgromadzonych ludzi zaczęła klaskać.
- Obiecaj mi, że już nigdy mnie nie zostawisz, ani nie zranisz itp... - Spojrzałam w jego czekoladowe tęczówki.
- Obiecuję. Przepraszam Ari. Tak strasznie tego żałuję. Czyli teraz jesteśmy oficjalnie znów razem? - Uśmiechnął się.
- Oficjalnie. - I znów się pocałowaliśmy.
- Przepraszam, czy mogłabym zrobić sobie z tobą zdjęcie? - Zaczepiła mnie jakaś dziewczynka.
- Pewnie. - Uśmiechnęłam się i zrobiłyśmy sobie zdjęcie.
- A autograf też mogę? - Zapytała z nadzieją.
- Oczywiście, że możesz. Jak masz na imię? - Spytałam.
- Katniss. - Odpowiedziała i wręczyła mi mały notesik oraz długopis.
- Proszę cię bardzo. - Powiedziałam i oddałam jej zeszyt, gdy już podpisałam.
- Katniss, a nie chciałabyś autograf od tego ciacha z One Direction? - Spytał Zayn.
- To Harry też tu jest?! - Zdziwiła się.
- Nie od niego! - Zayn.
- Niall?! - Katniss.
- Nie!. - Zayn.
- Liam?! - Katniss.
- Nieee. - Malik.
- To może Louis?! - Spytała.
- Nie. Chodziło mi o mnie. - Zayn.
- Od ciebie nie chce. - Katniss.
- Ale czemu?! - Spytał Zayn.
- Szczerze? - Katniss.
- No powiedzmy... - Odpowiedział Zayn.
- Bo jesteś głupi i dałeś się omamić Perrie. Ona leci na kasę, a ty kupowałeś jej wszystko czego zapragnie. Ariana jest fajniejsza. - Powiedziała i poszła.
- Szczała prosto w serce. Co Zayn? - Spojrzałam na Mulata.
- Jaki ja głupi byłem. Boże... Katniss ma rację. Ariana przepraszam cię. Wynagrodzę ci to. Zrobię wszystko. - Powiedział.
- Uspokój się. Nie musisz wszystkiego dla mnie robić. Wybaczyłam ci, ale nie chcę, żebyśmy o tym kiedykolwiek wspominali.- Odpowiedziałam.
- Dobrze. Czemu masz mokre włosy? - Zmienił temat.
- Bo je myłam, ale nie wysuszyłam i rozmawiałam z Joanne, no i ona mówiła, żebym ci wybaczyła, Więc napisałam do ciebie, szybko ogarnęłam i jechałyśmy na lotnisko, a ona prowadziła jak jakiś psychopata po prochach i dalej już wiesz co się działo... - Szybko powiedziałam.
- To wyjaśnia, dlaczego nie masz bluzy i masz gęsią skórkę. Masz moją bluzę. Nie chcę, żebyś się przeziębiła. - Powiedział i narzucił na mnie jego bejsbolówkę.
- Dziękuję, ale tobie nie będzie zimno? - Spytałam.
- Nie... A no właśnie. Muszę już iść, bo odlecą beze mnie... - Powiedział smutno.
- Nie idź. Przenicujesz u Joanne. Proszę. Dopiero cię odzyskałam... - Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
- Dobrze... Komuś się jeszcze przyda ten bilet. - Uśmiechnął się.
Więc pojechaliśmy do domu Jo. Tym razem jechała normalnie. Bogu dzięki... Postanowiłyśmy z Joanne, że zamieszkamy z chłopakami. Tak jak planowaliśmy wszyscy. Następnego dnia wszystko zapakowaliśmy i polecieliśmy do Londynu...
__________________________________________________________
No jakoś mnie nie przekonałyście, żebym nie usuwała... Min. 7 kom. Jeśli nie będzie do przyszłego wtorku, to usuwam... I nie ma jeśli parę komentarzy doda ta sama osoba. May... next nie wiem kiedy. Jak mi się będzie chciało to dodam. ale też liczy się liczba komentarzy. min 4 = następny rozdział.
May... xoxo
- Nothing fine, I'm torn... Torn... - Zaśpiewałam do siebie i odłożyłam gitarę na jej miejsce.
- Hej... - Nagle do pokoju przyszła Joanne.
- Cześć. - Odpowiedziałam i z miękkiego łóżka przeniosłam się na parapet.
- Przyniosłam ci kakałko. - Powiedziała i podała mi kubek.
- Dziękuję. - Odebrałam naczynie.
- Jak się czujesz? - Spytałam.
- A jak mogę się czuć? Źle, nawet gorzej. - Odpowiedziałam.
- To dupek. Po prostu zapomnij o nim. - Powiedziała.
- Jak mam o nim zapomnieć skoro go kocham, ale z drugiej strony, boli mnie to co zrobił. Gdyby coś takiego się powtórzyło, nie wytrzymałabym i totalnie się załamała. Bym gorzej wyglądała, niż teraz wyglądam. - Spojrzałam na nią.
- Jeju, ty naprawdę do kochasz... - Mocno mnie przytuliła.
- Nawet nie wiesz jak mocno... - Ja.
- Wybacz mu... Daj się zaprosić na kawę, albo coś. Nie mogę widzieć, jak ty cierpisz. - Joanne.
- A co będzie, jeśli on znowu mnie zrani? - Spytałam.
- Wtedy zrobię mu włam na chate i se z nim pogadam... - Odpowiedziała.
- Jesteś kochana. Wiesz? - Uśmiechnęłam się.
- O weź ble. Bo rzygnę. - Powiedziała z czego ja się zaśmiałam.
- Przepraszam, ale naprawdę. Kocham cię siostrzyczko. - Przytuliłam się do niej.
- Weź już do niego pisz, dzwoń, albo coś, bo naprawdę rzygnę. I to nie tęczą. - Powiedziała.
- Ok. - Odkleiłam się od niej, chwyciłam mój telefon i napisałam do Malika.
"- Myślałam i to dużo... I wybaczam ci. Nie umiem bez ciebie żyć... Mam nadzieję, że nie wyjechałeś z LA... " - Ja.
"- Joanne nie ładnie korzystać z czyjegoś telefonu. :P" - Odpisał po minucie, a ja się zaśmiałam.
"- Debilu, to ze mną piszesz, a nie z Joanne. Powiedziałam, że dam ci znać, jak podejmę decyzję, więc się odezwałam. :D Chyba, że już kogoś masz... :(" - Ja.
"- A ja ci powiedziałem, że będę czekać. Nawet wieczność. I jestem właśnie na odprawie. Więc... :(" - Zayn.
- Jo rusz dupę, albo daj mi kluczyki do samochodu. Jadę na lotnisko. - Powiedziałam.
- Przebież się, nie pojedziesz w piżamie, masz 5 minut i jedziemy. - Odparła i wyszła.
Włosy rozpuściłam, w wyniku tego powstały mocne fale. Rozczesałam je palcami i wzięłam się za makijaż, a po nim ubrałam się w to . Szybko z Joanne wsiadłyśmy w samochód i pojechałyśmy na lotnisko. Kurczę, ona prowadzi jak jakiś psychopata po prochach... Wyszłam z pojazdu i zaczęłam biec w stronę odprawy. Cholera, ale zimno. Szukałam Zayn'a.
- Zayn! - Krzyknęłam, a on się odwrócił i od razu uśmiechnął. Zaczęłam biec coraz szybciej, a on zaczął biec w moją stronę.
- Jednak to prawda... - Mocno mnie przytulił.
- Po pierwsze, miażdżysz mnie, po drugie, przecież nie kłamię idioto, po trzecie, gorszego tekstu się nie dało?, a po czwarte, kocham cię debilu. - Powiedziałam.
- Ja ciebie też myszko. - Pocałował mnie, a część zgromadzonych ludzi zaczęła klaskać.
- Obiecaj mi, że już nigdy mnie nie zostawisz, ani nie zranisz itp... - Spojrzałam w jego czekoladowe tęczówki.
- Obiecuję. Przepraszam Ari. Tak strasznie tego żałuję. Czyli teraz jesteśmy oficjalnie znów razem? - Uśmiechnął się.
- Oficjalnie. - I znów się pocałowaliśmy.
- Przepraszam, czy mogłabym zrobić sobie z tobą zdjęcie? - Zaczepiła mnie jakaś dziewczynka.
- Pewnie. - Uśmiechnęłam się i zrobiłyśmy sobie zdjęcie.
- A autograf też mogę? - Zapytała z nadzieją.
- Oczywiście, że możesz. Jak masz na imię? - Spytałam.
- Katniss. - Odpowiedziała i wręczyła mi mały notesik oraz długopis.
- Proszę cię bardzo. - Powiedziałam i oddałam jej zeszyt, gdy już podpisałam.
- Katniss, a nie chciałabyś autograf od tego ciacha z One Direction? - Spytał Zayn.
- To Harry też tu jest?! - Zdziwiła się.
- Nie od niego! - Zayn.
- Niall?! - Katniss.
- Nie!. - Zayn.
- Liam?! - Katniss.
- Nieee. - Malik.
- To może Louis?! - Spytała.
- Nie. Chodziło mi o mnie. - Zayn.
- Od ciebie nie chce. - Katniss.
- Ale czemu?! - Spytał Zayn.
- Szczerze? - Katniss.
- No powiedzmy... - Odpowiedział Zayn.
- Bo jesteś głupi i dałeś się omamić Perrie. Ona leci na kasę, a ty kupowałeś jej wszystko czego zapragnie. Ariana jest fajniejsza. - Powiedziała i poszła.
- Szczała prosto w serce. Co Zayn? - Spojrzałam na Mulata.
- Jaki ja głupi byłem. Boże... Katniss ma rację. Ariana przepraszam cię. Wynagrodzę ci to. Zrobię wszystko. - Powiedział.
- Uspokój się. Nie musisz wszystkiego dla mnie robić. Wybaczyłam ci, ale nie chcę, żebyśmy o tym kiedykolwiek wspominali.- Odpowiedziałam.
- Dobrze. Czemu masz mokre włosy? - Zmienił temat.
- Bo je myłam, ale nie wysuszyłam i rozmawiałam z Joanne, no i ona mówiła, żebym ci wybaczyła, Więc napisałam do ciebie, szybko ogarnęłam i jechałyśmy na lotnisko, a ona prowadziła jak jakiś psychopata po prochach i dalej już wiesz co się działo... - Szybko powiedziałam.
- To wyjaśnia, dlaczego nie masz bluzy i masz gęsią skórkę. Masz moją bluzę. Nie chcę, żebyś się przeziębiła. - Powiedział i narzucił na mnie jego bejsbolówkę.
- Dziękuję, ale tobie nie będzie zimno? - Spytałam.
- Nie... A no właśnie. Muszę już iść, bo odlecą beze mnie... - Powiedział smutno.
- Nie idź. Przenicujesz u Joanne. Proszę. Dopiero cię odzyskałam... - Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
- Dobrze... Komuś się jeszcze przyda ten bilet. - Uśmiechnął się.
Więc pojechaliśmy do domu Jo. Tym razem jechała normalnie. Bogu dzięki... Postanowiłyśmy z Joanne, że zamieszkamy z chłopakami. Tak jak planowaliśmy wszyscy. Następnego dnia wszystko zapakowaliśmy i polecieliśmy do Londynu...
__________________________________________________________
No jakoś mnie nie przekonałyście, żebym nie usuwała... Min. 7 kom. Jeśli nie będzie do przyszłego wtorku, to usuwam... I nie ma jeśli parę komentarzy doda ta sama osoba. May... next nie wiem kiedy. Jak mi się będzie chciało to dodam. ale też liczy się liczba komentarzy. min 4 = następny rozdział.
May... xoxo
14 - "Nic nie mów, nie chcę słuchać twoich wyjaśnień. Nie mów mi, bo to boli."
*Jakieś 3 tygodnie później*
Rano obudziłam się dość obolała. Poprawiłam się do pozycji siedzącej i chwyciłam mój telefon. Hm. Komuś się nudziło, bo dzwonił do mnie aż 69 razy (nie mogłam się powstrzymać xd). Ten ktoś nie ma na co kasy wydawać, tylko do mnie wydzwania?! Spojrzałam od kogo... Od Zayn'a... Wow, jakoś się nie zdziwiłam. Co on wampir, że w nocy do mnie wydzwania i rano?! Nagle mój telefon zadzwonił. O nie znowu on. Ale mimo to odebrałam. Czemu? Bo jestem idiotką.
- Czego chcesz? - Spytałam.
- No nareszcie odebrałaś! Martwiłem się o ciebie. Gdzie ty jesteś?! Wracaj do domu. - Odezwał się Malik.
- A jakoś wcześniej jakoś się o mnie nie martwiłeś. A poza tym to co cię to obchodzi, gdzie ja jestem?! - Ja.
- Ariana nie wygłupiaj się. Wracaj do domu, albo ja przyjadę do ciebie. - Zayn.
- Haha! Proszę ciebie! Ja się wygłupiam?! A Londyn to nie mój dom i nigdy nie był... Zrozum, że to co było między nami nie wróci. Nie widzę już naszej przyszłości... - Łzy już leciały mi po policzkach.
- Ariana. Proszę cię. Powiedz mi gdzie ty jesteś. Ja cię naprawdę kocham, ale ty mi nie chcesz uwierzyć... - Zayn.
- Jesteś dupkiem. Skończonym dupkiem i idiotom. Zaufanie do ciebie straciłam gdy zauważyłam, jak obściskujesz się z tą blondyną z Hawajów, a po drugie nie przeprasza się dziewczyn przez telefon, jest to w każdej komedii romantycznej. Pa. - Powiedziałam, rozłączyłam się i rozpłakałam jak dziecko.
*Oczami Zayn'a*
Ariana ma rację. Jestem skończonym dupkiem i idiotom. Jak mogłem ją przeprosić przez telefon?! Tak mógł postąpić tylko debil, którym jestem. Czasami po prostu nie myślę. Ale chyba wiem, kto może wiedzieć gdzie Ariana jest... Joanne! Od razu chwyciłem telefon i wybrałem nr Jo.
- Hallo? Jo? Cześć. Mówi Zayn. - Powiedziałem, kiedy odebrała.
- Hej. Czemu do mnie dzwonisz? - Joanne.
- Bo mam taką sprawę... Przedwczoraj pokłóciłem się z Ari i... nie wiesz przypadkiem, gdzie ona jest? - Ja.
- Nie... Ojeju. Gdy tylko będę coś wiedzieć dam ci znać. Ale teraz sorry, ale muszę lecieć. Pa. - Powiedziała i się rozłączyła. Nie ufam jej. Jest niezłą aktorką. Moim ostatnim kołem ratunkowym jest, a raczej są chłopaki. Nie zwlekałem tylko od razu zbiegłem do salonu, gdzie jak zwykle oglądali filmy.
- Chłopaki musicie mi pomóc. - Zacząłem.
- Co się stało? - Louis.
- Wiem, że wiecie, gdzie jest obecnie Ariana. Powiedzcie mi gdzie ona do cholery jest! - Wybuchłem.
- Zayn nie obraź się, ale powinieneś pomyśleć zanim ją zdradziłeś i to 2 razy. Teraz zobacz co zrobiłeś. - Powiedział Liam.
- Liam proszę cię. Staram się to wszystko naprawić... Ale nie umiem, dlatego proszę pomóżcie mi w tej jednej rzeczy. Powiedzcie mi gdzie ona jest, a resztę bałaganu posprzątam sam. - Powiedziałem spokojnie.
- Liam sorry, ale ja już tak nie mogę. Ona cierpi, on cierpi, wszędzie cierpienie, a ja chcę żeby Ariana wróciła. Chcę, żeby było jak dawniej, wszędzie śmiechy, radość i miłość pomiędzy nimi. Jestem TEAM ZARIANA! - Wybuchł nagle Niall.
- Niall powiedz mi gdzie jest, a nie jakieś przemówienie urządzasz. - Naciskałem.
- Niall proszę. Obiecaliśmy Arianie, że mu nie powiemy. Jeśli będzie chciała z nim gadać, to sama mu powie, gdzie jest, albo wróci. - Powiedział Louis.
- Louis ma rację. - Poparł go Harry.
- Błagam was. - Ja.
- Jest w... - Niall chciał powiedzieć, gdzie, ale Harry zakrył mu ręką buzię.
- Nie mów. Nie daj się złamać. - Mówił Hazz do blondyna.
- W takim razie odchodzę z zespołu, idę golić żyły. Nie mam po co żyć. Wszystko jest do dupy. - Powiedziałem.
- Nie możesz nas szantażować emocjonalnie. - Liam.
- Ale to nie szantaż! Na prawdę idę to zrobić. Nie mam po co i dla kogo, żyć, więc sorry. - Powiedziałem.
- A jak ci powiemy? - Spytał Li.
- Pojadę do niej, będę błagał na kolanach o wybaczenie... Jeśli mi wybaczy, będę przepraszał ją do końca życia, ślub, dzieci... A jeśli nie idę golić żyły. - Odparłem.
- Biada ci. Jeszcze ci dokopię. - Liam.
- To... Gdzie ona jest? - Spytałem.
- W Los Angeles u Joanne. - Liam.
- Dziękuję Liam. - Powiedziałem.
- Jedź już do niej bo mnie denerwujesz. - Pogonił mnie.
- Jadę. - I wyszedłem.
*Oczami Ariany*
Jak co wieczór, po prysznicu, ubrałam się w piżamkę, usiadłam na łóżku, wzięłam coś do pisania i mój pamiętnik i pisałam. Joanne siedziała w salonie. Po jakiejś dłuższej chwili usłyszałam jak przyjaciółka woła mnie, gdyż ktoś do mnie przyszedł. Gdy zobaczyłam GO to mnie zamurowało. Chłopaki mi obiecali, że mu za nic nie powiedzą. W drzwiach stał nie kto inny, tylko Zayn z bukietem róż.
- Po co tu przyszedłeś? - Spytałam podchodząc do drzwi.
- Przyszedłem, żeby ci to wszystko wyjaśnić. I przy okazji dać ci ten bukiet.- Wręczył mi kwiaty.
- Nie chcę ich słuchać, ale kwiaty przyjmę, bo są piękne, aż żal je wywalić. - Powiedziałam.
- Ariana proszę... - Błagał. (włączcie to. dla efektu. :*)
- Nie. Wybacz, ale jeszcze nie umiem ci wybaczyć. Zayn 2 razy mnie zdradziłeś. To za bardzo boli. - Łza już leciały mi po policzkach.
- Ariana, ja tego wszystkiego, żałuję co zrobiłem. Byłem piany, nie myślałem, a ta sprawa z Perrie, to wina Modestu, powiedzieli, że mam się z nią spotykać, flirtować, żeby rozpromować 1D. Przepraszam. - Powiedział.
- Jakoś w to nie wierzę. Lepiej będzie jak już wrócisz do Londynu. - Szybko wytarłam łzy.
- Będę o ciebie walczyć. Nie poddam się. Będę czekał. Będę kochał cię tak długo, dopóki wszystkie róże nie zwiędną. - Pocałował mnie nie spodziewanie, ale odwzajemniłam pocałunek, po czym Zayn wyszedł.
Co ja mam teraz zrobić? Jestem całkowicie rozdarta...
__________________________________________________________
O boże jakie to moje opowiadanie jest nudne.. Chyba je usunę... May.
Rano obudziłam się dość obolała. Poprawiłam się do pozycji siedzącej i chwyciłam mój telefon. Hm. Komuś się nudziło, bo dzwonił do mnie aż 69 razy (nie mogłam się powstrzymać xd). Ten ktoś nie ma na co kasy wydawać, tylko do mnie wydzwania?! Spojrzałam od kogo... Od Zayn'a... Wow, jakoś się nie zdziwiłam. Co on wampir, że w nocy do mnie wydzwania i rano?! Nagle mój telefon zadzwonił. O nie znowu on. Ale mimo to odebrałam. Czemu? Bo jestem idiotką.
- Czego chcesz? - Spytałam.
- No nareszcie odebrałaś! Martwiłem się o ciebie. Gdzie ty jesteś?! Wracaj do domu. - Odezwał się Malik.
- A jakoś wcześniej jakoś się o mnie nie martwiłeś. A poza tym to co cię to obchodzi, gdzie ja jestem?! - Ja.
- Ariana nie wygłupiaj się. Wracaj do domu, albo ja przyjadę do ciebie. - Zayn.
- Haha! Proszę ciebie! Ja się wygłupiam?! A Londyn to nie mój dom i nigdy nie był... Zrozum, że to co było między nami nie wróci. Nie widzę już naszej przyszłości... - Łzy już leciały mi po policzkach.
- Ariana. Proszę cię. Powiedz mi gdzie ty jesteś. Ja cię naprawdę kocham, ale ty mi nie chcesz uwierzyć... - Zayn.
- Jesteś dupkiem. Skończonym dupkiem i idiotom. Zaufanie do ciebie straciłam gdy zauważyłam, jak obściskujesz się z tą blondyną z Hawajów, a po drugie nie przeprasza się dziewczyn przez telefon, jest to w każdej komedii romantycznej. Pa. - Powiedziałam, rozłączyłam się i rozpłakałam jak dziecko.
*Oczami Zayn'a*
Ariana ma rację. Jestem skończonym dupkiem i idiotom. Jak mogłem ją przeprosić przez telefon?! Tak mógł postąpić tylko debil, którym jestem. Czasami po prostu nie myślę. Ale chyba wiem, kto może wiedzieć gdzie Ariana jest... Joanne! Od razu chwyciłem telefon i wybrałem nr Jo.
- Hallo? Jo? Cześć. Mówi Zayn. - Powiedziałem, kiedy odebrała.
- Hej. Czemu do mnie dzwonisz? - Joanne.
- Bo mam taką sprawę... Przedwczoraj pokłóciłem się z Ari i... nie wiesz przypadkiem, gdzie ona jest? - Ja.
- Nie... Ojeju. Gdy tylko będę coś wiedzieć dam ci znać. Ale teraz sorry, ale muszę lecieć. Pa. - Powiedziała i się rozłączyła. Nie ufam jej. Jest niezłą aktorką. Moim ostatnim kołem ratunkowym jest, a raczej są chłopaki. Nie zwlekałem tylko od razu zbiegłem do salonu, gdzie jak zwykle oglądali filmy.
- Chłopaki musicie mi pomóc. - Zacząłem.
- Co się stało? - Louis.
- Wiem, że wiecie, gdzie jest obecnie Ariana. Powiedzcie mi gdzie ona do cholery jest! - Wybuchłem.
- Zayn nie obraź się, ale powinieneś pomyśleć zanim ją zdradziłeś i to 2 razy. Teraz zobacz co zrobiłeś. - Powiedział Liam.
- Liam proszę cię. Staram się to wszystko naprawić... Ale nie umiem, dlatego proszę pomóżcie mi w tej jednej rzeczy. Powiedzcie mi gdzie ona jest, a resztę bałaganu posprzątam sam. - Powiedziałem spokojnie.
- Liam sorry, ale ja już tak nie mogę. Ona cierpi, on cierpi, wszędzie cierpienie, a ja chcę żeby Ariana wróciła. Chcę, żeby było jak dawniej, wszędzie śmiechy, radość i miłość pomiędzy nimi. Jestem TEAM ZARIANA! - Wybuchł nagle Niall.
- Niall powiedz mi gdzie jest, a nie jakieś przemówienie urządzasz. - Naciskałem.
- Niall proszę. Obiecaliśmy Arianie, że mu nie powiemy. Jeśli będzie chciała z nim gadać, to sama mu powie, gdzie jest, albo wróci. - Powiedział Louis.
- Louis ma rację. - Poparł go Harry.
- Błagam was. - Ja.
- Jest w... - Niall chciał powiedzieć, gdzie, ale Harry zakrył mu ręką buzię.
- Nie mów. Nie daj się złamać. - Mówił Hazz do blondyna.
- W takim razie odchodzę z zespołu, idę golić żyły. Nie mam po co żyć. Wszystko jest do dupy. - Powiedziałem.
- Nie możesz nas szantażować emocjonalnie. - Liam.
- Ale to nie szantaż! Na prawdę idę to zrobić. Nie mam po co i dla kogo, żyć, więc sorry. - Powiedziałem.
- A jak ci powiemy? - Spytał Li.
- Pojadę do niej, będę błagał na kolanach o wybaczenie... Jeśli mi wybaczy, będę przepraszał ją do końca życia, ślub, dzieci... A jeśli nie idę golić żyły. - Odparłem.
- Biada ci. Jeszcze ci dokopię. - Liam.
- To... Gdzie ona jest? - Spytałem.
- W Los Angeles u Joanne. - Liam.
- Dziękuję Liam. - Powiedziałem.
- Jedź już do niej bo mnie denerwujesz. - Pogonił mnie.
- Jadę. - I wyszedłem.
*Oczami Ariany*
Jak co wieczór, po prysznicu, ubrałam się w piżamkę, usiadłam na łóżku, wzięłam coś do pisania i mój pamiętnik i pisałam. Joanne siedziała w salonie. Po jakiejś dłuższej chwili usłyszałam jak przyjaciółka woła mnie, gdyż ktoś do mnie przyszedł. Gdy zobaczyłam GO to mnie zamurowało. Chłopaki mi obiecali, że mu za nic nie powiedzą. W drzwiach stał nie kto inny, tylko Zayn z bukietem róż.
- Po co tu przyszedłeś? - Spytałam podchodząc do drzwi.
- Przyszedłem, żeby ci to wszystko wyjaśnić. I przy okazji dać ci ten bukiet.- Wręczył mi kwiaty.
- Nie chcę ich słuchać, ale kwiaty przyjmę, bo są piękne, aż żal je wywalić. - Powiedziałam.
- Ariana proszę... - Błagał. (włączcie to. dla efektu. :*)
- Nie. Wybacz, ale jeszcze nie umiem ci wybaczyć. Zayn 2 razy mnie zdradziłeś. To za bardzo boli. - Łza już leciały mi po policzkach.
- Ariana, ja tego wszystkiego, żałuję co zrobiłem. Byłem piany, nie myślałem, a ta sprawa z Perrie, to wina Modestu, powiedzieli, że mam się z nią spotykać, flirtować, żeby rozpromować 1D. Przepraszam. - Powiedział.
- Jakoś w to nie wierzę. Lepiej będzie jak już wrócisz do Londynu. - Szybko wytarłam łzy.
- Będę o ciebie walczyć. Nie poddam się. Będę czekał. Będę kochał cię tak długo, dopóki wszystkie róże nie zwiędną. - Pocałował mnie nie spodziewanie, ale odwzajemniłam pocałunek, po czym Zayn wyszedł.
Co ja mam teraz zrobić? Jestem całkowicie rozdarta...
__________________________________________________________
O boże jakie to moje opowiadanie jest nudne.. Chyba je usunę... May.
środa, 15 maja 2013
13 - LA powróciłam! Genialnie...
Wylądowałam jakoś nad ranem. Taksówką dojechałam do domu Joanne, coś około 8, albo 9. Jestem strasznie zmęczona i obolała... W dodatku przejeżdżałam koło mojego byłego domu. Wszystkie wspomnienia znów wróciły...
*Reteospekcja*
- Tracimy ją! - Krzyczeli lekarze.
- Panie doktorze co robimy?! - Krzyknął jakiś drugi.
- Dajcie respirator! - Doktor.
- Raz dwa trzy... Trzask! - Ktoś tam.
- Udało się! - krzyczeli
- A co z jej rodzicami? - Ktoś spytał.
- Nie stety.... - Inny doktor.
- Kto jej przekaże? - Ktoś inny.
- Później pomyślimy. Na razie czekamy, aż się obudzi... O ile w ogóle się obudzi... Jest duże ryzyko, jej serce jest zbyt słabe. - Doktor.
***
- Panie doktorze gdzie moi rodzice?! - Spytałam.
- Niestety... Ty tylko przeżyłaś ten wypadek... - Odparł.
- Co?! To nie możliwe! Gdzie oni są?! - Pytałam przez szloch, doktor nie odparł, tylko zaprowadził mnie w jakieś miejsce, gdzie leżały trupy. Niestety moi rodzice byli pośród nich...
*Inna retrospekcja*Przed wypadkiem i w jego trakcie*
- Mamo no proszę! Mogę z wami jechać? - Błagałam moją mamę.
- Nie kochanie. Ty musisz się uczyć. Masz pełno testów, a tak mało czasu. - Odparła.
- Ale mamo! Błagam cię! Nie będziemy tam wieczności, a chcę odwiedzić James'a (starszy kuzyn).
- No dobrze... - Uległa.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - Krzyczałam i mocno przytuliłam mamę.
***
- Pasy! - Ostrzegł tata.
- Pozapinane. - Powiedziałam.
- Więc jedziemy. - Uśmiechnął się tata.
*Koniec retrospekcji*
Pamiętam, że o coś się kłócili, ale nie pamiętam o co... Z zamyśleń wyciągnął mnie taksówkarz, który prosił o zapłatę. Dałam mu tyle ile trzeba i zadzwoniłam do drzwi. Moje oczy były podpuchnięte, od płaczu. Chwila moment i Joanne otworzyła mi drzwi.
- Hej! Co się stało? Płakałaś?- Joanne.
- Hej... Tak płakałam. Wszystko ci wyjaśnię, tylko mnie wpuść. - Powiedziałam, bez żadnego życia.
- Chcesz coś do picia? - Wpuściła mnie.
- Sok poproszę. - Odparłam, walizki zostawiłam na korytarzu i poszłam usiąść się na kanapę do salonu, a Joanne była w kuchni.
- Masz. - Podała mi szklankę, gdy tylko weszła do salonu.
- Dziękuję. - Odparłam i odebrałam naczynie.
- Więc opowiadaj, ze szczegółami co się stało. - Zajęła miejsce koło mnie.
- Więc Zayn zdradził mnie 2 razy. Raz go przyłapałam, gdy byliśmy na Hawajach. Był piany. A o drugim razie dowiedziałam się z internetu. Siedziałam tak sobie na TT, aż tu nagle "Zayn Malik i Ariana Collins oficjalnie zerwali..." Weszłam w link, żeby dowiedzieć się więcej, a tu nagle, że Zayn poznał jakąś Perrie, były zdjęcia jak się całowali... Było napisane, że mówił jej, że jest najpiękniejsza, a mi to ciągle też powtarzał... Boże Joanne, to tak boli... - Znów się rozpłakałam.
- Wiem... Zamorduję go, gdy tylko go spotkam... Obiecuję ci. - Przytuliła mnie.
- Nie. Mogłabym się u ciebie zatrzymać na jakiś czas, dopóki nie znajdę jakiegoś mieszkania? - Spytałam.
- Nawet możesz tu zamieszkać na stałe. Tylko nie zrób jakiegoś głupstwa, przez tego dupka. - Powiedziała.
- Nie odważę się zostawić najlepszej przyjaciółki. - Lekko się uśmiechnęłam.
- No ja myślę. - Zaśmiała się.
- Dziękuję Joanne. - Powiedziałam.
- Nie ma za co... - uśmiechnęła się.
- To prawda, że ty też miałaś chłopaka, z którym nie dawno zerwałaś? - Spytałam.
- Tsaaa. To był Michael. - Powiedziała.
- Przykro mi. - Powiedziałam
- Nie potrzebnie... Dobra ogarnij się, ja w tym czasie zrobię śniadanie, zjemy i idziemy na zakupy. - Powiedziała.
- Ok. - Powierdziłam.
Poszłam do pokoju gościnnego, który stał się moim pokojem. Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się w to, zrobiłam makijaż, a moje włosy spięłam w niesfornego koka na czubku głowy. Zeszłam na dół, a Joanne właśnie nakładała jajecznice na talerze.
- Może weźmiemy ze sobą Logana? Dawno się nie widzieliście... - Joanne.
- Jak chcesz... - Odparłam nadal jakby bez życia.
- Oj uśmiechnij się... No dalej. Gdzie jest ten uśmiech? - Powiedziała.
- Poszedł se. - Odparłam.
- Naskarżę Loganowi. - Powiedziała.
- A se skarż. I tak sie nie uśmiechnę, ponieważ, zerwałam wczoraj z Zayn'em, a ja go tak w chuj mocno kocham, dlatego, że mnie zranił zdradzając mnie. - Wyrzuciłam z siebie.
- Przepraszam, że staram się ci pomóc. - Joanne.
- To ja przepraszam, ale to na prawdę mnie boli. W ciągu dnia tracisz osobę którą najbardziej kochasz, która cię uszczęśliwia, a ty ją. Jak pstryk światełkiem. Normalnie, gdybym u ciebie nie mieszkała, bym siedziała skulona w pokoju, nie wiedząc co zrobić... Na pewno zastanawiałabym się, czy się nie zabić. - Powiedziałam.
- Wiem, że cię to boli. Sama to przechodziłam, a Zayn to twoja pierwsza miłość, ale musisz też zrozumieć, że w życiu nie ma happy endów, a jeśli są to jest ich w chuj mało. - Przytuliła mnie.
- Niestety... - Szepnęłam.
Szybko zjadłyśmy i pojechałyśmy do domu Logana Waitha (czyt.łejta). Zadzwoniłyśmy do drzwi, a po chwili otworzył nam piwnooki brunet, w którym się kiedyś kochałam, który nazywał się Logan. Heh...
- Czy mnie oczy nie mylą, czy to jest Ariana Collins?! - Zaśmiał się i mnie przytulił.
- Tęskniłam za tobą... - Powiedziałam.
- Ja za tobą też Ari... - Odparł.
- A za Jo już nikt nie tęskni! - Odezwała się Joanne.
- My się przed wczoraj widzieliśmy, ale tak czy tak tęskniłem, za moją siostrzyczką. - Powiedział Log.
- Ja też tęskniłam, więc nie kłam. - Razem z Loganem przytuliliśmy Joanne.
- Ojej czuję się taka kochana. - Powiedziała.
- No dobra, koniec tych czułości. - Powiedział Logan i się wszyscy od siebie odsunęliśmy. - Ari, dlaczego przyleciałaś? Słyszałem, że w Londynie dobrze ci się układa...
- Układało... Ale to długa historia i nie chcę nikogo uśpić. - Lekko się uśmiechnęłam.
- Tu jest ten uśmiech! - Krzyknęła Joanne i pokazała palcem na moje usta.
- O co chodzi? - Log.
- Jo próbowała mnie rano rozśmieszyć i sie ciągle pytała gdzie jest mój uśmiech... - Wyjaśniłam.
- Oh ty Jo wariacie. - Logan.
- Oj cicho. - Jo.
- Ale tak z innej beczki, po co tu przyjechałyście? - Spytał Logan.
- Jedziemy na miasto, a ty jedziesz z nami. - Joanne.
- Niech zgadnę znów zakupy, jak za dawnych lat? - Zaśmiał się.
- Oj jak ty nas dobrze znasz. - Zaśmiałam się.
- Jesteście moimi siostrami, więc was znam. - Log.
Cały dzień nam tak zleciał. Od sklepu do sklepu. Nawet zrobiłam sobie wymarzony tatuaż. Zrobiłam zdjęcie i wstawiłam na TT z podpisem: "Zaczynam nowe życie... Tylko szkoda, że bez ciebie... ;("
_____________________________________________________________________
Ehhh nie mogłam się powstrzymać. Musiałam go dodać. Tak a propos kolejnego rozdziału, nie wiem kiedy będzie, bo w sobotę przyjeżdża do mnie przyjaciółka, a w przyszły wtorek mam test całoroczny z historii i wiele innych, tak samo w tym tygodniu. Może wcześniej, może później, a wy w tym czasie możecie pokomentować. Nie obrażę się. xD May... <3
*Reteospekcja*
- Tracimy ją! - Krzyczeli lekarze.
- Panie doktorze co robimy?! - Krzyknął jakiś drugi.
- Dajcie respirator! - Doktor.
- Raz dwa trzy... Trzask! - Ktoś tam.
- Udało się! - krzyczeli
- A co z jej rodzicami? - Ktoś spytał.
- Nie stety.... - Inny doktor.
- Kto jej przekaże? - Ktoś inny.
- Później pomyślimy. Na razie czekamy, aż się obudzi... O ile w ogóle się obudzi... Jest duże ryzyko, jej serce jest zbyt słabe. - Doktor.
***
- Panie doktorze gdzie moi rodzice?! - Spytałam.
- Niestety... Ty tylko przeżyłaś ten wypadek... - Odparł.
- Co?! To nie możliwe! Gdzie oni są?! - Pytałam przez szloch, doktor nie odparł, tylko zaprowadził mnie w jakieś miejsce, gdzie leżały trupy. Niestety moi rodzice byli pośród nich...
*Inna retrospekcja*Przed wypadkiem i w jego trakcie*
- Mamo no proszę! Mogę z wami jechać? - Błagałam moją mamę.
- Nie kochanie. Ty musisz się uczyć. Masz pełno testów, a tak mało czasu. - Odparła.
- Ale mamo! Błagam cię! Nie będziemy tam wieczności, a chcę odwiedzić James'a (starszy kuzyn).
- No dobrze... - Uległa.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - Krzyczałam i mocno przytuliłam mamę.
***
- Pasy! - Ostrzegł tata.
- Pozapinane. - Powiedziałam.
- Więc jedziemy. - Uśmiechnął się tata.
*Koniec retrospekcji*
Pamiętam, że o coś się kłócili, ale nie pamiętam o co... Z zamyśleń wyciągnął mnie taksówkarz, który prosił o zapłatę. Dałam mu tyle ile trzeba i zadzwoniłam do drzwi. Moje oczy były podpuchnięte, od płaczu. Chwila moment i Joanne otworzyła mi drzwi.
- Hej! Co się stało? Płakałaś?- Joanne.
- Hej... Tak płakałam. Wszystko ci wyjaśnię, tylko mnie wpuść. - Powiedziałam, bez żadnego życia.
- Chcesz coś do picia? - Wpuściła mnie.
- Sok poproszę. - Odparłam, walizki zostawiłam na korytarzu i poszłam usiąść się na kanapę do salonu, a Joanne była w kuchni.
- Masz. - Podała mi szklankę, gdy tylko weszła do salonu.
- Dziękuję. - Odparłam i odebrałam naczynie.
- Więc opowiadaj, ze szczegółami co się stało. - Zajęła miejsce koło mnie.
- Więc Zayn zdradził mnie 2 razy. Raz go przyłapałam, gdy byliśmy na Hawajach. Był piany. A o drugim razie dowiedziałam się z internetu. Siedziałam tak sobie na TT, aż tu nagle "Zayn Malik i Ariana Collins oficjalnie zerwali..." Weszłam w link, żeby dowiedzieć się więcej, a tu nagle, że Zayn poznał jakąś Perrie, były zdjęcia jak się całowali... Było napisane, że mówił jej, że jest najpiękniejsza, a mi to ciągle też powtarzał... Boże Joanne, to tak boli... - Znów się rozpłakałam.
- Wiem... Zamorduję go, gdy tylko go spotkam... Obiecuję ci. - Przytuliła mnie.
- Nie. Mogłabym się u ciebie zatrzymać na jakiś czas, dopóki nie znajdę jakiegoś mieszkania? - Spytałam.
- Nawet możesz tu zamieszkać na stałe. Tylko nie zrób jakiegoś głupstwa, przez tego dupka. - Powiedziała.
- Nie odważę się zostawić najlepszej przyjaciółki. - Lekko się uśmiechnęłam.
- No ja myślę. - Zaśmiała się.
- Dziękuję Joanne. - Powiedziałam.
- Nie ma za co... - uśmiechnęła się.
- To prawda, że ty też miałaś chłopaka, z którym nie dawno zerwałaś? - Spytałam.
- Tsaaa. To był Michael. - Powiedziała.
- Przykro mi. - Powiedziałam
- Nie potrzebnie... Dobra ogarnij się, ja w tym czasie zrobię śniadanie, zjemy i idziemy na zakupy. - Powiedziała.
- Ok. - Powierdziłam.
Poszłam do pokoju gościnnego, który stał się moim pokojem. Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się w to, zrobiłam makijaż, a moje włosy spięłam w niesfornego koka na czubku głowy. Zeszłam na dół, a Joanne właśnie nakładała jajecznice na talerze.
- Może weźmiemy ze sobą Logana? Dawno się nie widzieliście... - Joanne.
- Jak chcesz... - Odparłam nadal jakby bez życia.
- Oj uśmiechnij się... No dalej. Gdzie jest ten uśmiech? - Powiedziała.
- Poszedł se. - Odparłam.
- Naskarżę Loganowi. - Powiedziała.
- A se skarż. I tak sie nie uśmiechnę, ponieważ, zerwałam wczoraj z Zayn'em, a ja go tak w chuj mocno kocham, dlatego, że mnie zranił zdradzając mnie. - Wyrzuciłam z siebie.
- Przepraszam, że staram się ci pomóc. - Joanne.
- To ja przepraszam, ale to na prawdę mnie boli. W ciągu dnia tracisz osobę którą najbardziej kochasz, która cię uszczęśliwia, a ty ją. Jak pstryk światełkiem. Normalnie, gdybym u ciebie nie mieszkała, bym siedziała skulona w pokoju, nie wiedząc co zrobić... Na pewno zastanawiałabym się, czy się nie zabić. - Powiedziałam.
- Wiem, że cię to boli. Sama to przechodziłam, a Zayn to twoja pierwsza miłość, ale musisz też zrozumieć, że w życiu nie ma happy endów, a jeśli są to jest ich w chuj mało. - Przytuliła mnie.
- Niestety... - Szepnęłam.
Szybko zjadłyśmy i pojechałyśmy do domu Logana Waitha (czyt.łejta). Zadzwoniłyśmy do drzwi, a po chwili otworzył nam piwnooki brunet, w którym się kiedyś kochałam, który nazywał się Logan. Heh...
- Czy mnie oczy nie mylą, czy to jest Ariana Collins?! - Zaśmiał się i mnie przytulił.
- Tęskniłam za tobą... - Powiedziałam.
- Ja za tobą też Ari... - Odparł.
- A za Jo już nikt nie tęskni! - Odezwała się Joanne.
- My się przed wczoraj widzieliśmy, ale tak czy tak tęskniłem, za moją siostrzyczką. - Powiedział Log.
- Ja też tęskniłam, więc nie kłam. - Razem z Loganem przytuliliśmy Joanne.
- Ojej czuję się taka kochana. - Powiedziała.
- No dobra, koniec tych czułości. - Powiedział Logan i się wszyscy od siebie odsunęliśmy. - Ari, dlaczego przyleciałaś? Słyszałem, że w Londynie dobrze ci się układa...
- Układało... Ale to długa historia i nie chcę nikogo uśpić. - Lekko się uśmiechnęłam.
- Tu jest ten uśmiech! - Krzyknęła Joanne i pokazała palcem na moje usta.
- O co chodzi? - Log.
- Jo próbowała mnie rano rozśmieszyć i sie ciągle pytała gdzie jest mój uśmiech... - Wyjaśniłam.
- Oh ty Jo wariacie. - Logan.
- Oj cicho. - Jo.
- Ale tak z innej beczki, po co tu przyjechałyście? - Spytał Logan.
- Jedziemy na miasto, a ty jedziesz z nami. - Joanne.
- Niech zgadnę znów zakupy, jak za dawnych lat? - Zaśmiał się.
- Oj jak ty nas dobrze znasz. - Zaśmiałam się.
- Jesteście moimi siostrami, więc was znam. - Log.
Cały dzień nam tak zleciał. Od sklepu do sklepu. Nawet zrobiłam sobie wymarzony tatuaż. Zrobiłam zdjęcie i wstawiłam na TT z podpisem: "Zaczynam nowe życie... Tylko szkoda, że bez ciebie... ;("
_____________________________________________________________________
Ehhh nie mogłam się powstrzymać. Musiałam go dodać. Tak a propos kolejnego rozdziału, nie wiem kiedy będzie, bo w sobotę przyjeżdża do mnie przyjaciółka, a w przyszły wtorek mam test całoroczny z historii i wiele innych, tak samo w tym tygodniu. Może wcześniej, może później, a wy w tym czasie możecie pokomentować. Nie obrażę się. xD May... <3
wtorek, 14 maja 2013
12 - Tajemnica
Nie mogłam mu powiedzieć o tym, że widziałam jak całuje inną. Dla pozostałych chłopaków też jestem wredna, bo oni na pewno o tym całym zajściu wiedzieli. Tylko dla Nialla i Joanne jestem miła.
-Idę wziąć prysznic. Będzie mnie no któryś podglądał to w szpitalu skończy, lub od razu w grobie. - Wstałam leniwie z kanapy.
- Będę ich pilnował. - Uśmiechnął się Zayn.
- To ciebie też się liczy. Chłopaki macie tu jeszcze jeden pokój? - Spytałam.
- Tak, a po co? - Liam.
- Bo nie będę sama z wami mieszkała, może namówię Jo, by sie wprowadziła... Już ona z wami porządek zrobi. - Powiedziałam.
- Yeah! - Wydarł sie Hazza.
Poszłam na górę do mojego i Zayna pokoju i zadzwoniłam do przyjaciółki. Na szczęście się zgodziła, przynajmniej nie będę mieszkała sama z 5 debili. Poszłam się wykąpać w tym mleku (bleee), a później wzięłam zwykły prysznic. Ubrałam się w piżamkę, a moje mokre włosy związałam w niesfornego koka na czubku głowy. Z mojej torebki chciałam wyjąć mój pamiętnik, lecz go tam nie było. O kurczę, a co jeśli Zayn go znalazł i przeczytał? Zaniepokojona zeszłam na dół.
- Dobra, gdzie jest mój zeszyt Zayn? - Od razu spytałam.
- Jaki zeszyt? - Zdziwił się.
- Ten taki owaki z czaszkami i napisem "Nie dotykać, grozi utratą zdrowia, lub od razu śmiercią" - Powiedziałam.
- Ten taki czarny? - Spytał.
- Tak, gdzie on jest? - Ja.
- Powinien być w pierwszej szufladzie, w stoliku nocnym z mojej strony. - Uśmiechnął się.
- Biada ci, jeśli jeszcze raz dotkniesz ten zeszyt. Zatłukę. - Powiedziałam i pobiegłam do Naszego pokoju i wyciągnęłam pamiętnik z owej szuflady. Chwyciłam zeszyt, oraz długopis i usiadłam na łóżku. Nareszcie mogłam wyrzucić wszystkie emocje burzące się w mojej głowie. Gdy napisałam wszystko to co chciałam, odwróciłam zeszyt i wzięłam się za kolejną smutną piosenkę. Zawsze tak robiłam... Gdy skończyłam odłożyłam pamiętnik w bezpieczne miejsce jakim jest moja torebka. Dostałam SMS-a. Był od Joanne. Napisała mi, że jutro rano ma wylot o 11 i pewnie będzie jakoś popołudniu, lub wieczorem. Więc skoro Joanne przyjeżdża wieczorem, będę miała czas, żeby iść do studia tatuaży. Heh nie ma to jak sobie coś wydziarać. Jeszcze nie wiem jaki konkretnie chcę tatuaż, ale wiem, że będzie on związany z wolnością.
Wzięłam mojego MacBooka i weszłam na TT. Jak zwykle nic ciekawego. Katy Perry znów się pofarbowała, tym razem na zielono z oczojebnymi pasemkami, Kelly Clarkson napisała kolejną piosenkę, Cody Simpson ogłosił bunt przeciwko jakiejś tam wytwórni, Zayn Malik i Ariana Collins oficjalnie zerwali... Zaraz, chwila co?! Oficjalnie zerwali?! Weszłam w ten link, bo jakoś nie mogłam w to uwierzyć.
"Zayn Malik i Ariana Collins oficjalnie zerwali. 20-letni piosenkarz i jego dziewczyna Ariana, a teraz raczej już ex dziewczyna zerwali. Nie dawno Zayn przyznał się, że poznał dziewczynę o imieniu Perrie Edwards. Nie dawno przyłapaliśmy ich na czułym pocałunku w parku. Zanim wyjechał on z Arianą na wakacje na Hawaje. Malik przyznał, że jest cudowna i jest najpiękniejszą kobietą jaką spotkał. Czyli jednak to koniec Zariany, a początek Zerrie. Jak długo nowa para wytrzyma? " O nie to już szczyt wszystkiego. Wtedy widziałam, go, jak był nachlany, ale teraz?! Łzy napływały mi do oczu. Nagle przyszedł Zayn.
- Ej Ari co się stało? - Spytał i chciał mnie przytulić, ale ja się odsunęłam i wstałam.
- Zostaw mnie. Masz mnie nigdy więcej nie dotykać! Rozumiesz! - Mówiłam, a raczej krzyczałam przez płacz.
- Ale co się stało? Co ci jest? - Pytał.
- Ty mi się pytasz co mi jest?! Cały internet huczy, że oficjalnie zerwaliśmy! Że poznałeś jakąś Perrie! Że mnie z nią zdradziłeś! Boże jaka ja byłam naiwna, że ci od razu zaufałam! Byłam głupia! - Krzyczałam na niego.
- Co?! - Zdziwił się.
- Oj nie udawaj, wiem, że wiesz... Na pewno chłopacy też wiedzieli. - Powiedziałam.
- Ariana to nie prawda! Nie wierzysz mi?! - Krzyczał na mnie, również wstał i chwycił mnie mocno za nadgarstki.
- Już nie... Nawet cię przyłapałam, kiedy całowałeś inną na Hawajach. Byliśmy na jakiejś imprezie. Pamiętam bo piłam same bez alkoholowe. Nie pamiętasz? Bo ja doskonale. - Wyrwałam mu się, chwyciłam telefon i napisałam do Joanne, żeby odwołała swój lot, bo ja wracam do LA. Wzięłam moje walizki i zaczęłam wszystko pakować jak leci.
- Ari, nie rób tego... Nie zostawiaj mnie... Proszę. - Błagał. W jego głosie można było dostrzec smutek, lecz klamka zapadła.
- Powiedz mi, czy ty mnie z nią rzeczywiście zdradziłeś? - Spojrzałam mu w oczy.
- Ariana... Ja... - Nie mógł nic wydukać.
- Tak też myślałam. Ale czy ty miałeś pojęcie, jak ja cię mocno kocham, i jak bardzo mnie to zabolało i nadal boli? Właściwie, nie kocham, tylko kochałam. Czas przeszły... - Łzy leciały mi strumieniami.
- Przepraszam... Jestem skończonym idiotą. - Powiedział.
- Przepraszam, już niczego nie załatwi.- Odpowiedziałam i wyszłam z pokoju, zostawiając zdezorientowanego chłopaka.
- Ejeje Ari co ci się stało? - Podbiegł do mnie Horan.
- To koniec... - Szepnęłam i się do niego przytuliłam.
- Ale? Co? Czemu? - Zapytał Harry, który momentalnie znalazł się z resztą wokół mnie.
- Zayn mnie zdradził, w internecie, jest napisane, że oficjalnie zerwaliśmy, ponieważ Malik poznał jakąś Perrie Edwards i znów mnie zdradził, wyznał też mediom, że to ona jest tą jedyną i jest najpiękniejszą dziewczynę, jaką poznał, a co najśmieszniejsze, to mi to ciągle powtarzał. J ja tak dłużej nie mogę. Nie mogę ukrywać, że wszystko w porządku, Joanne powiedziała, że mam się bronić wrednością, ale ja tak nie umiem.... - Mówiłam przez szloch.
- I co teraz? - Zapytał Louis.
- Wyjeżdżam do Los Angeles, wprowadzam się tym czasowo do Joanne. Wszystko przemyślę, poukładam... Mam nadzieję, że będziecie mnie odwiedzać. Ale proszę bez niego... Czy mógłby któryś z was mnie odwieść na lotnisko? - Spytałam.
- Ja cię odwiozę. - Zgłosili się wszyscy.
- To miłe z waszej strony, ale potrzebuję jednego. - Lekko się uśmiechnęłam.
- Ja cię odwiozę. Nie ufaj im. - Zaśmiał się Liam.
- Dziękuję. Bądźcie grzeczni, nie psujcie wszystkiego co popadnie i bla bla bla. - Pożegnałam się z pozostałą trójką i razem z Liamem pojechaliśmy na lotnisko... Kupiłam bilet na najbliższy lot, pożegnałam się z Li i poszłam na odprawę. W samolocie było jeszcze gorzej. Płakałam jak dziecko...
_______________________________________________
Dzień dobry! Jak tam? Sorry, że ta godzina, ale urządziłam se z moim ojcem maraton filmowy. Uhuhu. Więc mogę liczyć na 7 komentarzy? Chyba dużo nie wymagam? Next w piątek też pewnie ok. 21, ponieważ tak wracam do domu... May.
-Idę wziąć prysznic. Będzie mnie no któryś podglądał to w szpitalu skończy, lub od razu w grobie. - Wstałam leniwie z kanapy.
- Będę ich pilnował. - Uśmiechnął się Zayn.
- To ciebie też się liczy. Chłopaki macie tu jeszcze jeden pokój? - Spytałam.
- Tak, a po co? - Liam.
- Bo nie będę sama z wami mieszkała, może namówię Jo, by sie wprowadziła... Już ona z wami porządek zrobi. - Powiedziałam.
- Yeah! - Wydarł sie Hazza.
Poszłam na górę do mojego i Zayna pokoju i zadzwoniłam do przyjaciółki. Na szczęście się zgodziła, przynajmniej nie będę mieszkała sama z 5 debili. Poszłam się wykąpać w tym mleku (bleee), a później wzięłam zwykły prysznic. Ubrałam się w piżamkę, a moje mokre włosy związałam w niesfornego koka na czubku głowy. Z mojej torebki chciałam wyjąć mój pamiętnik, lecz go tam nie było. O kurczę, a co jeśli Zayn go znalazł i przeczytał? Zaniepokojona zeszłam na dół.
- Dobra, gdzie jest mój zeszyt Zayn? - Od razu spytałam.
- Jaki zeszyt? - Zdziwił się.
- Ten taki owaki z czaszkami i napisem "Nie dotykać, grozi utratą zdrowia, lub od razu śmiercią" - Powiedziałam.
- Ten taki czarny? - Spytał.
- Tak, gdzie on jest? - Ja.
- Powinien być w pierwszej szufladzie, w stoliku nocnym z mojej strony. - Uśmiechnął się.
- Biada ci, jeśli jeszcze raz dotkniesz ten zeszyt. Zatłukę. - Powiedziałam i pobiegłam do Naszego pokoju i wyciągnęłam pamiętnik z owej szuflady. Chwyciłam zeszyt, oraz długopis i usiadłam na łóżku. Nareszcie mogłam wyrzucić wszystkie emocje burzące się w mojej głowie. Gdy napisałam wszystko to co chciałam, odwróciłam zeszyt i wzięłam się za kolejną smutną piosenkę. Zawsze tak robiłam... Gdy skończyłam odłożyłam pamiętnik w bezpieczne miejsce jakim jest moja torebka. Dostałam SMS-a. Był od Joanne. Napisała mi, że jutro rano ma wylot o 11 i pewnie będzie jakoś popołudniu, lub wieczorem. Więc skoro Joanne przyjeżdża wieczorem, będę miała czas, żeby iść do studia tatuaży. Heh nie ma to jak sobie coś wydziarać. Jeszcze nie wiem jaki konkretnie chcę tatuaż, ale wiem, że będzie on związany z wolnością.
Wzięłam mojego MacBooka i weszłam na TT. Jak zwykle nic ciekawego. Katy Perry znów się pofarbowała, tym razem na zielono z oczojebnymi pasemkami, Kelly Clarkson napisała kolejną piosenkę, Cody Simpson ogłosił bunt przeciwko jakiejś tam wytwórni, Zayn Malik i Ariana Collins oficjalnie zerwali... Zaraz, chwila co?! Oficjalnie zerwali?! Weszłam w ten link, bo jakoś nie mogłam w to uwierzyć.
"Zayn Malik i Ariana Collins oficjalnie zerwali. 20-letni piosenkarz i jego dziewczyna Ariana, a teraz raczej już ex dziewczyna zerwali. Nie dawno Zayn przyznał się, że poznał dziewczynę o imieniu Perrie Edwards. Nie dawno przyłapaliśmy ich na czułym pocałunku w parku. Zanim wyjechał on z Arianą na wakacje na Hawaje. Malik przyznał, że jest cudowna i jest najpiękniejszą kobietą jaką spotkał. Czyli jednak to koniec Zariany, a początek Zerrie. Jak długo nowa para wytrzyma? " O nie to już szczyt wszystkiego. Wtedy widziałam, go, jak był nachlany, ale teraz?! Łzy napływały mi do oczu. Nagle przyszedł Zayn.
- Ej Ari co się stało? - Spytał i chciał mnie przytulić, ale ja się odsunęłam i wstałam.
- Zostaw mnie. Masz mnie nigdy więcej nie dotykać! Rozumiesz! - Mówiłam, a raczej krzyczałam przez płacz.
- Ale co się stało? Co ci jest? - Pytał.
- Ty mi się pytasz co mi jest?! Cały internet huczy, że oficjalnie zerwaliśmy! Że poznałeś jakąś Perrie! Że mnie z nią zdradziłeś! Boże jaka ja byłam naiwna, że ci od razu zaufałam! Byłam głupia! - Krzyczałam na niego.
- Co?! - Zdziwił się.
- Oj nie udawaj, wiem, że wiesz... Na pewno chłopacy też wiedzieli. - Powiedziałam.
- Ariana to nie prawda! Nie wierzysz mi?! - Krzyczał na mnie, również wstał i chwycił mnie mocno za nadgarstki.
- Już nie... Nawet cię przyłapałam, kiedy całowałeś inną na Hawajach. Byliśmy na jakiejś imprezie. Pamiętam bo piłam same bez alkoholowe. Nie pamiętasz? Bo ja doskonale. - Wyrwałam mu się, chwyciłam telefon i napisałam do Joanne, żeby odwołała swój lot, bo ja wracam do LA. Wzięłam moje walizki i zaczęłam wszystko pakować jak leci.
- Ari, nie rób tego... Nie zostawiaj mnie... Proszę. - Błagał. W jego głosie można było dostrzec smutek, lecz klamka zapadła.
- Powiedz mi, czy ty mnie z nią rzeczywiście zdradziłeś? - Spojrzałam mu w oczy.
- Ariana... Ja... - Nie mógł nic wydukać.
- Tak też myślałam. Ale czy ty miałeś pojęcie, jak ja cię mocno kocham, i jak bardzo mnie to zabolało i nadal boli? Właściwie, nie kocham, tylko kochałam. Czas przeszły... - Łzy leciały mi strumieniami.
- Przepraszam... Jestem skończonym idiotą. - Powiedział.
- Przepraszam, już niczego nie załatwi.- Odpowiedziałam i wyszłam z pokoju, zostawiając zdezorientowanego chłopaka.
- Ejeje Ari co ci się stało? - Podbiegł do mnie Horan.
- To koniec... - Szepnęłam i się do niego przytuliłam.
- Ale? Co? Czemu? - Zapytał Harry, który momentalnie znalazł się z resztą wokół mnie.
- Zayn mnie zdradził, w internecie, jest napisane, że oficjalnie zerwaliśmy, ponieważ Malik poznał jakąś Perrie Edwards i znów mnie zdradził, wyznał też mediom, że to ona jest tą jedyną i jest najpiękniejszą dziewczynę, jaką poznał, a co najśmieszniejsze, to mi to ciągle powtarzał. J ja tak dłużej nie mogę. Nie mogę ukrywać, że wszystko w porządku, Joanne powiedziała, że mam się bronić wrednością, ale ja tak nie umiem.... - Mówiłam przez szloch.
- I co teraz? - Zapytał Louis.
- Wyjeżdżam do Los Angeles, wprowadzam się tym czasowo do Joanne. Wszystko przemyślę, poukładam... Mam nadzieję, że będziecie mnie odwiedzać. Ale proszę bez niego... Czy mógłby któryś z was mnie odwieść na lotnisko? - Spytałam.
- Ja cię odwiozę. - Zgłosili się wszyscy.
- To miłe z waszej strony, ale potrzebuję jednego. - Lekko się uśmiechnęłam.
- Ja cię odwiozę. Nie ufaj im. - Zaśmiał się Liam.
- Dziękuję. Bądźcie grzeczni, nie psujcie wszystkiego co popadnie i bla bla bla. - Pożegnałam się z pozostałą trójką i razem z Liamem pojechaliśmy na lotnisko... Kupiłam bilet na najbliższy lot, pożegnałam się z Li i poszłam na odprawę. W samolocie było jeszcze gorzej. Płakałam jak dziecko...
_______________________________________________
Dzień dobry! Jak tam? Sorry, że ta godzina, ale urządziłam se z moim ojcem maraton filmowy. Uhuhu. Więc mogę liczyć na 7 komentarzy? Chyba dużo nie wymagam? Next w piątek też pewnie ok. 21, ponieważ tak wracam do domu... May.
piątek, 10 maja 2013
11 - "Wyglądacie jakbyście miesiąc siedzieli na słońcu."
...Nagle zobaczyliśmy jak podjeżdża do nas Van One Direction.
- O nie... - Mruknęłam.
- A ci idioci po co do szczęścia? - Jęknął Malik.
- A mnie sie pytasz?! To twoi koledzy. - Odpowiedziałam.
Nagle z vana wyszła cała trójka. Nialla nie było.
- Ale sie opaliliście... - Śmiał się Hazza.
- Harry. Obiecuję ci, że cię zamorduje. Bój się. - Powiedziałam groźnym tonem.
- A ja ci jeszcze pomogę. - Dodał Zayn.
- Wyglądacie, jakbyście miesiąc siedzieli na słońcu. - Powiedział Liam.
- I ty Liamie przeciwko mnie? - Zayn.
- Jeden dzień... - Szepnęłam pod nosem.
- Dajcie te bagaże, bo wyglądacie, jakbyście mieli zaraz umrzeć. - Powiedział Liam, a ja z Malikiem posłaliśmy mu wrogie spojrzenie, zaraz po czym cała trójka się zaczęła z nas śmiać. No bo po co współczuć spalonemu na słońcu, skoro można się z niego śmiać ile wlezie.
- Oj chyba nasze Kevinki nie posmarowały się kremikiem. - Powiedział Louis.
- Za chwilę wybuchnę. - Powiedziałam.
- I nagle bum! - Harry.
- Po jakiego chuja tu przyjechaliście?! A szczególnie ty Harry! Czemu nie mógł przyjechać Niall, albo sam Liam?! - Kurzyłam się.
- Niall jest załamany. Zamknął się w pokoju i nie chce wychodzić. - Wytłumaczył Louis.
- Jeny, a co się stało? - Spytałam.
- Nie chce nam powiedzieć. Ale coś czuję, że to ma związek z tą całą Holly. -Harry.
- Dobra jedziemy do domu. Może Arianie uda się coś zdziałać. - Odezwał się Malik.
- Czemu ja? - Zdziwiłam się.
- Bo ty jesteś dla nas jak psycholog. - Uśmiechnął się Harry.
- Nie lubię cię Styles. - Powiedziałam.
- Ale Harry ma rację. - Liam.
- Dobra jedźmy już im szybciej tym lepiej. - Ja.
Szybko dojechaliśmy do domu. Do ich domu, żeby nie było. Trochę bałam się o Niallera bo jest dla mnie jak brat, którego nie mam. Nie da się ukryć, że nasz blondynek jest bardzo wrażliwy. Gdy tylko przekroczyłam próg wejścia od ich willi, skierowałam się do pokoju Horana.
- Niall? Niall proszę otwórz. No mi chyba otworzysz, no nie? Nialler! Otwieraj te cholerne drzwi, bo je wyważę. Znam parę sztuk walki. - Dobijałam się do jego drzwi.
- A sama jesteś? - Spytał.
- Tak jestem sama. Chłopacy są w salonie. - Odpowiedziałam.
- Okey. - Odparł i od kluczył drzwi.
- Jeny Niall co się stało? - Spytałam.
- A se siedzę w pokoju. - Odparł.
- Mnie nie oszukasz. Chłopacy mówią, że od półtora tygodnia nie wychodzisz z pokoju. - Usiadłam na jego miękkim łóżku.
- Będziesz się śmiała jak ci powiem. Wstydzę się tego. - Horan.
- Jesteś dla mnie jak brat, a z brata się śmiać nie będę. No wyjątkiem byłby Harry. Z niego zawszę będę się śmiała, bo to idiota. - Powiedziałam.
- Obiecujesz? - Spytał.
- Obiecuję. Nie wierzysz mi? - Uśmiechnęłam się.
- Ok. No bo chodzi o to, że pare dni po twoim i Zayn'a wyjeździe, poznałem taką Holly. Śliczna, urocza i mądra. Przez jakiś czas byliśmy ze sobą, a tu nagle ona wysłała mi parę dni temu takie coś: "Niall nie mogę być z takim pedałem jak ty. Wyglądasz jak, gej, zachowujesz się jak gej. I w dodatku jesteś w 1D. No tego to już za wiele, a tak po za tym to i tak poznałam kogoś lepszego, a wtedy to byłam lekko piana.". To mnie zabolało, bo muszę być tym pierdolonym wrażliwcem. - Niall.
- Oj Niallerku... Nie była ciebie wart. Nie doceniła cię i tyle. A gdybyś był wrażliwcem płakałbyś z byle powodu. Powiem ci jedno, ten cytat mam w głowie od wielu lat... Trochę jest dziwny ten cytat, ale jest na prawdę życiowy, "Ruchaj, albo zostań wyruchany." Wiesz kto to powiedział? - Ja.
- Nie. Kto? - Niall.
- Axl Rose. Taki piosenkarz z zespołu Guns N Roses. Sam jako dzieciak dużo przeżył, jego ojciec był pedofilem i alkoholikiem, w szkole go dręczyli, ale jakiś czas później wkurwił się i powiedział: dość. Zaczął ubierać się na rockowo, zaczął pić, ćpać i palić, zaczął się bić i tak zdobył respekt. I ty też powinieneś się wziąść w garść. Tylko nie masz pić, ćpać i palić. Masz być sobą, tylko z mocniejszym charakterem. Wiem kto ci może w tym pomóc... - Ja.
- Niech zgadnę Joanne? - Niall.
- Dokładnie. Auaaa, ale mnie wszystko boli... Jebane słońce. - Jęknęłam wstawając.
- Ale siara... - Jęknął.
- Ogarnij się. Bądź odważny. A teraz wybacz idę wziąść zimny prysznic, gdyż spaliłam się na słońcu i wyglądam cała jak pomidor. - Ja.
- Spoko siostrzyczko. - Uśmiechnął się.
- Od razu lepiej no nie? - Zaśmiałam się.
- Dziękuję Ari. - Powiedział i mnie przytulił.
- To moja praca. - Odpowiedziałam.
- Ty pracujesz jako psycholog? - Spytał.
- Nieee, ale zawsze chciałam to powiedzieć. - Odparłam i poszłam na dół do chłopaków.
- I co z nim? - Zapytał Zayn.
- Wszystko ok. - Uśmiechnęłam się.
- Co ty mu pranie mózgu mu zrobiłaś? - Spytał Harry.
- Nie, powiedziałam mu tylko o Axl'u Rose'ie. - Odparłam.
- O tym wokaliście z Guns'ów? - Liam.
- Tak. Wychowywałam się na jego muzyce, czytałam o nim książkę, więc trochę o nim wiem... - Ja.
- Nie źle.... - Louis.
- Bo moja dziewczyna jest mądra! - Krzyknął triumfalnie Zayn i starał się mnie przytulić, ale wszystko nas bolało.
- Radziłbym wam się wykąpać w kozim mleku. - Powiedział Liam.
- Fuj. - Skomentowałam razem z Malikiem.
- Też tak mówiłem, ale to mleko cuda działa. - Li.
- Zayn wypierdalaj do sklepu po to mleko. - Zwróciłam się do mojego chłopaka.
- Czemu ja?! Jestem tak samo poszkodowany jak ty! - Zayn.
- Dobra. Louis do sklepu! - Krzyknęłam.
- Czemu ja?! - Louis.
- Bo jak ty to ująłeś jestem twoją matką i karze ci iść do sklepu. - Wyjaśniłam.
- To ma sens. - Lou.
- Dalej Lou, słuchaj się matki! - śmiał się z niego Harry.
- A ty z czego rżysz? Zaraz ty polecisz. - Ja.
- Nie mam skrzydeł. - Hazz.
- Nie denerwuj mnie... - Ja.
- Oj no dobra. - Louis wstał i poszedł do sklepu.
- Louis przyjdzie, da mi to mleko i któryś z was mnie zawiezie do domku. Okey? - Ja.
- Nie! Zostajesz tu na zawsze! - Krzyczał na mnie Zayn.
- Czemu nie mogę jechać do domu? - Spytałam.
- Bo... Ty tam już nie mieszkasz. - Malik.
- CO?! - Zdziwiłam się.
- Sprzedaliśmy twoje mieszkanie... - Li.
- Co?! Czemu?! - Pytałam.
- No bo, chcieliśmy, żebyś z nami zamieszkała. - Zayn.
- A co z moimi rzeczami? Pomyśleliście o tym? - Ja.
- No są w moim pokoju. - Zayn.
- A tak w ogóle czemu nie zapytaliście się mnie?! - ja.
- No chciałem cię mieć przy sobie... Będziesz mnie była? - Zayn.
- Teraz nie. -Powiedziałam.
- Boję się ciebie. - Liam.
- To dobrze. Ja pierdole sama z 5 idiotów. - Mruknęłam.
- Nie pierdol skarbie bo ci sie rodzinka powiększy, chociaż mieć takie małe Zayniątka latające po domu i ogródku... - Zayn.
- Nie. - Pokiwałam przecząco głową.
- Ej! - Krzyknęli po chwili chłopacy. No tak opóźniony tok myślenia.
- Ale wy szybcy jesteście... - Ja.
- Jestem i mam to kozie mleko! - Krzyknął Louis wchodząc do pomieszczenia.
- Cool. Daj mi to mleko. Ble, aż mi się nie dobrze robi na myśl. - Ja.
- Ale w chuja nas nie robisz? - Zapytał Malik.
- Jeśli robi, źle skończy. Tak jak Hazza. - Wtrąciłąm.
- Nie robię! Chcecie się zapytać mojej matki?! - Liam.
- Dobra dobra. Zayn idziesz pierwszy. - Powiedziałam.
- Czemu ja?! - Zayn.
- Bo nie ja. - Odparłam.
- Co dostanę w zamian? - Spytał.
- W pysk. - Odpowiedziałam.
- Oj co ty taka wredna? - Zrobił smutną minkę.
- Nie wiem. - Skłamałam. Nie mogłam mu powiedzieć o...
________________________________________________
No właśnie. O czym Ariana nie mogła powiedzieć Zayn'owi? Dowiecie się w 12 rozdziale. Zachęcam do komentowania, zrewanżuję się, jeśli macie jakiegoś bloga. A propos dodawania rozdziałów, będę dodawała we wtorki i piątki. Jest mi trochę smutno, bo widzę, że od chuja was jest, a chyba tylko dwie, czy jedna osoba to komentuję. I LOVE YOU ZAYN, dzięki za miłe komentarze. Przynajmniej wiem, że ty jesteś prawdziwa. xD
May xoxo
- O nie... - Mruknęłam.
- A ci idioci po co do szczęścia? - Jęknął Malik.
- A mnie sie pytasz?! To twoi koledzy. - Odpowiedziałam.
Nagle z vana wyszła cała trójka. Nialla nie było.
- Ale sie opaliliście... - Śmiał się Hazza.
- Harry. Obiecuję ci, że cię zamorduje. Bój się. - Powiedziałam groźnym tonem.
- A ja ci jeszcze pomogę. - Dodał Zayn.
- Wyglądacie, jakbyście miesiąc siedzieli na słońcu. - Powiedział Liam.
- I ty Liamie przeciwko mnie? - Zayn.
- Jeden dzień... - Szepnęłam pod nosem.
- Dajcie te bagaże, bo wyglądacie, jakbyście mieli zaraz umrzeć. - Powiedział Liam, a ja z Malikiem posłaliśmy mu wrogie spojrzenie, zaraz po czym cała trójka się zaczęła z nas śmiać. No bo po co współczuć spalonemu na słońcu, skoro można się z niego śmiać ile wlezie.
- Oj chyba nasze Kevinki nie posmarowały się kremikiem. - Powiedział Louis.
- Za chwilę wybuchnę. - Powiedziałam.
- I nagle bum! - Harry.
- Po jakiego chuja tu przyjechaliście?! A szczególnie ty Harry! Czemu nie mógł przyjechać Niall, albo sam Liam?! - Kurzyłam się.
- Niall jest załamany. Zamknął się w pokoju i nie chce wychodzić. - Wytłumaczył Louis.
- Jeny, a co się stało? - Spytałam.
- Nie chce nam powiedzieć. Ale coś czuję, że to ma związek z tą całą Holly. -Harry.
- Dobra jedziemy do domu. Może Arianie uda się coś zdziałać. - Odezwał się Malik.
- Czemu ja? - Zdziwiłam się.
- Bo ty jesteś dla nas jak psycholog. - Uśmiechnął się Harry.
- Nie lubię cię Styles. - Powiedziałam.
- Ale Harry ma rację. - Liam.
- Dobra jedźmy już im szybciej tym lepiej. - Ja.
Szybko dojechaliśmy do domu. Do ich domu, żeby nie było. Trochę bałam się o Niallera bo jest dla mnie jak brat, którego nie mam. Nie da się ukryć, że nasz blondynek jest bardzo wrażliwy. Gdy tylko przekroczyłam próg wejścia od ich willi, skierowałam się do pokoju Horana.
- Niall? Niall proszę otwórz. No mi chyba otworzysz, no nie? Nialler! Otwieraj te cholerne drzwi, bo je wyważę. Znam parę sztuk walki. - Dobijałam się do jego drzwi.
- A sama jesteś? - Spytał.
- Tak jestem sama. Chłopacy są w salonie. - Odpowiedziałam.
- Okey. - Odparł i od kluczył drzwi.
- Jeny Niall co się stało? - Spytałam.
- A se siedzę w pokoju. - Odparł.
- Mnie nie oszukasz. Chłopacy mówią, że od półtora tygodnia nie wychodzisz z pokoju. - Usiadłam na jego miękkim łóżku.
- Będziesz się śmiała jak ci powiem. Wstydzę się tego. - Horan.
- Jesteś dla mnie jak brat, a z brata się śmiać nie będę. No wyjątkiem byłby Harry. Z niego zawszę będę się śmiała, bo to idiota. - Powiedziałam.
- Obiecujesz? - Spytał.
- Obiecuję. Nie wierzysz mi? - Uśmiechnęłam się.
- Ok. No bo chodzi o to, że pare dni po twoim i Zayn'a wyjeździe, poznałem taką Holly. Śliczna, urocza i mądra. Przez jakiś czas byliśmy ze sobą, a tu nagle ona wysłała mi parę dni temu takie coś: "Niall nie mogę być z takim pedałem jak ty. Wyglądasz jak, gej, zachowujesz się jak gej. I w dodatku jesteś w 1D. No tego to już za wiele, a tak po za tym to i tak poznałam kogoś lepszego, a wtedy to byłam lekko piana.". To mnie zabolało, bo muszę być tym pierdolonym wrażliwcem. - Niall.
- Oj Niallerku... Nie była ciebie wart. Nie doceniła cię i tyle. A gdybyś był wrażliwcem płakałbyś z byle powodu. Powiem ci jedno, ten cytat mam w głowie od wielu lat... Trochę jest dziwny ten cytat, ale jest na prawdę życiowy, "Ruchaj, albo zostań wyruchany." Wiesz kto to powiedział? - Ja.
- Nie. Kto? - Niall.
- Axl Rose. Taki piosenkarz z zespołu Guns N Roses. Sam jako dzieciak dużo przeżył, jego ojciec był pedofilem i alkoholikiem, w szkole go dręczyli, ale jakiś czas później wkurwił się i powiedział: dość. Zaczął ubierać się na rockowo, zaczął pić, ćpać i palić, zaczął się bić i tak zdobył respekt. I ty też powinieneś się wziąść w garść. Tylko nie masz pić, ćpać i palić. Masz być sobą, tylko z mocniejszym charakterem. Wiem kto ci może w tym pomóc... - Ja.
- Niech zgadnę Joanne? - Niall.
- Dokładnie. Auaaa, ale mnie wszystko boli... Jebane słońce. - Jęknęłam wstawając.
- Ale siara... - Jęknął.
- Ogarnij się. Bądź odważny. A teraz wybacz idę wziąść zimny prysznic, gdyż spaliłam się na słońcu i wyglądam cała jak pomidor. - Ja.
- Spoko siostrzyczko. - Uśmiechnął się.
- Od razu lepiej no nie? - Zaśmiałam się.
- Dziękuję Ari. - Powiedział i mnie przytulił.
- To moja praca. - Odpowiedziałam.
- Ty pracujesz jako psycholog? - Spytał.
- Nieee, ale zawsze chciałam to powiedzieć. - Odparłam i poszłam na dół do chłopaków.
- I co z nim? - Zapytał Zayn.
- Wszystko ok. - Uśmiechnęłam się.
- Co ty mu pranie mózgu mu zrobiłaś? - Spytał Harry.
- Nie, powiedziałam mu tylko o Axl'u Rose'ie. - Odparłam.
- O tym wokaliście z Guns'ów? - Liam.
- Tak. Wychowywałam się na jego muzyce, czytałam o nim książkę, więc trochę o nim wiem... - Ja.
- Nie źle.... - Louis.
- Bo moja dziewczyna jest mądra! - Krzyknął triumfalnie Zayn i starał się mnie przytulić, ale wszystko nas bolało.
- Radziłbym wam się wykąpać w kozim mleku. - Powiedział Liam.
- Fuj. - Skomentowałam razem z Malikiem.
- Też tak mówiłem, ale to mleko cuda działa. - Li.
- Zayn wypierdalaj do sklepu po to mleko. - Zwróciłam się do mojego chłopaka.
- Czemu ja?! Jestem tak samo poszkodowany jak ty! - Zayn.
- Dobra. Louis do sklepu! - Krzyknęłam.
- Czemu ja?! - Louis.
- Bo jak ty to ująłeś jestem twoją matką i karze ci iść do sklepu. - Wyjaśniłam.
- To ma sens. - Lou.
- Dalej Lou, słuchaj się matki! - śmiał się z niego Harry.
- A ty z czego rżysz? Zaraz ty polecisz. - Ja.
- Nie mam skrzydeł. - Hazz.
- Nie denerwuj mnie... - Ja.
- Oj no dobra. - Louis wstał i poszedł do sklepu.
- Louis przyjdzie, da mi to mleko i któryś z was mnie zawiezie do domku. Okey? - Ja.
- Nie! Zostajesz tu na zawsze! - Krzyczał na mnie Zayn.
- Czemu nie mogę jechać do domu? - Spytałam.
- Bo... Ty tam już nie mieszkasz. - Malik.
- CO?! - Zdziwiłam się.
- Sprzedaliśmy twoje mieszkanie... - Li.
- Co?! Czemu?! - Pytałam.
- No bo, chcieliśmy, żebyś z nami zamieszkała. - Zayn.
- A co z moimi rzeczami? Pomyśleliście o tym? - Ja.
- No są w moim pokoju. - Zayn.
- A tak w ogóle czemu nie zapytaliście się mnie?! - ja.
- No chciałem cię mieć przy sobie... Będziesz mnie była? - Zayn.
- Teraz nie. -Powiedziałam.
- Boję się ciebie. - Liam.
- To dobrze. Ja pierdole sama z 5 idiotów. - Mruknęłam.
- Nie pierdol skarbie bo ci sie rodzinka powiększy, chociaż mieć takie małe Zayniątka latające po domu i ogródku... - Zayn.
- Nie. - Pokiwałam przecząco głową.
- Ej! - Krzyknęli po chwili chłopacy. No tak opóźniony tok myślenia.
- Ale wy szybcy jesteście... - Ja.
- Jestem i mam to kozie mleko! - Krzyknął Louis wchodząc do pomieszczenia.
- Cool. Daj mi to mleko. Ble, aż mi się nie dobrze robi na myśl. - Ja.
- Ale w chuja nas nie robisz? - Zapytał Malik.
- Jeśli robi, źle skończy. Tak jak Hazza. - Wtrąciłąm.
- Nie robię! Chcecie się zapytać mojej matki?! - Liam.
- Dobra dobra. Zayn idziesz pierwszy. - Powiedziałam.
- Czemu ja?! - Zayn.
- Bo nie ja. - Odparłam.
- Co dostanę w zamian? - Spytał.
- W pysk. - Odpowiedziałam.
- Oj co ty taka wredna? - Zrobił smutną minkę.
- Nie wiem. - Skłamałam. Nie mogłam mu powiedzieć o...
________________________________________________
No właśnie. O czym Ariana nie mogła powiedzieć Zayn'owi? Dowiecie się w 12 rozdziale. Zachęcam do komentowania, zrewanżuję się, jeśli macie jakiegoś bloga. A propos dodawania rozdziałów, będę dodawała we wtorki i piątki. Jest mi trochę smutno, bo widzę, że od chuja was jest, a chyba tylko dwie, czy jedna osoba to komentuję. I LOVE YOU ZAYN, dzięki za miłe komentarze. Przynajmniej wiem, że ty jesteś prawdziwa. xD
May xoxo
środa, 8 maja 2013
10 - Hawaje cz.2
*Dzień przed powrotem do Londynu*
Boże jak tu nieziemsko. Ten klimat, te widoki... Ugh. Nie chcę wyjeżdżać, lecz szara rzeczywistość wzywa... Dziś jak zwykle wstałam przed Zayn'em. Wzięłam prysznic, ubrałam się w to, włosy związałam w koka na czubku głowy, a makijażu nie robiłam. Jak zwykle obudziłam Malika, ten sie ogarnął i poszliśmy na śniadanie. Po śniadaniu udaliśmy się do pokoju.
- Więc księżniczko co robimy? - Spytał Zayn obejmując mnie w talii.
- Nie wiem... Może pójdziemy na plażę? Popływamy sobie... - Uśmiechnął się.
- Z tego co wiem to ty nie umiesz pływać, ja z resztą też... - Odpowiedziałam.
- Oj kochanie, staram się być romantyczny. Nie musimy wchodzić tam, gdzie nie mamy gruntu... - Powiedział.
- No dobrze. - Uśmiechnęłam się promiennie.
- A po za tym, to jeśli ani ja, ani ty nie umiemy pływać to nasze dzieci też nie będą umiały. - Powiedział.
- Dobra ide się przebrać w strój. - Powiedziałam i dałam mu całusa.
- Dla mnie możesz pływać, bez niczego. - Uśmiechnął się cwaniacko.
- Nie przesadzaj. - Odparłam.
Wyciągnęłam z walizki moje czarne bikini i się w nie przebrałam. Gdy oboje byliśmy gotowi poszliśmy na plaże. Trochę się poopalaliśmy, trochę popływaliśmy, nawet na lody poszliśmy w między czasie. Byliśmy też w wesołym miasteczku. Wróciliśmy wieczorem zmęczeni. Od razu rzuciłam się na wielkie łóżko, a Zayn obok mnie.
- Wszystko mnie boli... - Jęknął.
- Mnie też. To przez to słońce. Nie mogę się ruszyć... - Powiedziałam.
- Po prostu spaliliśmy się na słońcu i tyle. Zadzwonię do Liam'a i sie spytam, czy ma jakieś plany, bo tak by nas odebrał z lotniska. - Odparł.
- Będzie fajnie. - Odpowiedziałam, a Zayn z bólem wyciągnął swój telefon z kieszeni i zadzwonił do niego.
- I co przyjedzie? - Spytałam, gdy skończył rozmawiać.
- Tak. - Odpowiedział krótko.
- Pomóż mi dowlec się do łazienki. - Powiedziałam.
- Jak uda mi się wstać to ci pomogę. - Odparł i próbował wstać. Po jakieś chwili udało mu się i pomógł mi.
Za jego pomocą udało mi się dowlec do łazienki.
- Może weźmiemy razem prysznic? - Uśmiechnął się cwaniacko.
- A ty tylko o jednym... - Mruknęłam.
- Nie prawda. W sumie... To myślę tylko o tobie. Więc myślę tylko o jednym. - Powiedział, na co ja zrobiłam facepalma.
- Jesteś idiotom, ale i tak cię kocham. - Dałam mu całusa.
- Więc jak? - Spytał.
- Jak z dzieckiem... - Powiedziałam pod nosem.
- Czyli tak? - Dopytywał.
- Jeny tak! - Prawie krzyknęłam.
- Kocham cię. - Powiedział, a ja mu tylko posłałam groźne spojrzenie.
Po długim chłodnym, oraz relaksującym prysznicu, osuszyliśmy się i przebraliśmy się w piżamy i poszliśmy spać, gdyż rano musieliśmy wstać o 7, bo samolot mieliśmy o 12, a trzeba było się jeszcze przygotować itp.
Rano, się bardzo zdziwiłam, gdyż jak się obudziłam nigdzie nie było Zayn'a i naszych bagaży. Zostawił mnie samą bez niczego? Nie możliwe, ponieważ chodzi jak taka kaleka, bo spaliliśmy się na słońcu. Podeszłam do okna i zobaczyłam, że jego fani już czekają, aż wyjdzie do nich. Nagle poczułam, jak ktoś kładzie ręce na moich biodrach.
- Już wstałaś księżniczko? - Spytał Mulat.
- Tak, a mojego księcia gdzie wywiało z naszymi walizkami? - Zapytałam.
- Po śniadanko, a walizki już są zapakowane w samochodzie, którym mamy dojechać na lotnisko. - Wyjaśnił.
- Ale nie pomyślałeś, że teraz nie mam ciuchów i będę musiała paradować w piżamie i rozmytym makijażu. - Powiedziałam.
- Ależ pomyślałem. Zostawiłem ci maskarę i kredkę do oczu, oraz szczoteczkę do zębów i szczotkę do włosów. Lubię jak masz delikatny makijaż. A jeśli chodzi o ciuchy, to już czekają w łazience, ale najpierw zjedz śniadanie. - Malik.
- Dobra. Skoro tak mówisz... - Ja.
Zjadłam to śniadanie, wzięłam prysznic, umalowałam się, uczesałam i ubrałam w to co uszykował mi Malik, czyli w ten zestaw. Się trochę zdziwiłam, bo nigdy nie miałam takiej bluzki. Ale nie ważne.Umyłam zęby i gotowa wyszłam z łazienki.
- Wiedziałem, że będzie pasować. - Uśmiechnął się Zayn.
- Ohh, kupiłeś mi bluzkę, która jest fantastyczna. - Dałam mu całusa.
- Cieszę się, że ci się podoba, ale musimy już iść, bo jest 10.43, a musimy jeszcze dojechać na lotnisko. - Pocałował mnie czule.
- Okey. - Uśmiechnęłam się.
Ledwie wyszliśmy z hotelu, a już nas zaatakowali paparazzi, a dodatkowo fanki zaatakowały Malika. Z ledwością doszliśmy do czarnego samochodu, którym mieliśmy dojechać na lotnisko. Po paru godzinach dolecieliśmy do kochanego UK. Szukaliśmy samochodu Liam'a, lecz na marne. Nagle zobaczyliśmy...
______________________________________________
Ka bum! Jak tam miśki? Tęskniliście za mną? Wiem, że nie. Nie oszukujmy się. Zdecydowałam iż rozdział będzie dodawany raz, albo 2 razy w tygodniu. o dniach jeszcze zadecyduje...
4 kom = next.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli ktoś zna jakieś blogi o Zayn'ie prosiłabym o linki. DZIĘKUJĘ.
Boże jak tu nieziemsko. Ten klimat, te widoki... Ugh. Nie chcę wyjeżdżać, lecz szara rzeczywistość wzywa... Dziś jak zwykle wstałam przed Zayn'em. Wzięłam prysznic, ubrałam się w to, włosy związałam w koka na czubku głowy, a makijażu nie robiłam. Jak zwykle obudziłam Malika, ten sie ogarnął i poszliśmy na śniadanie. Po śniadaniu udaliśmy się do pokoju.
- Więc księżniczko co robimy? - Spytał Zayn obejmując mnie w talii.
- Nie wiem... Może pójdziemy na plażę? Popływamy sobie... - Uśmiechnął się.
- Z tego co wiem to ty nie umiesz pływać, ja z resztą też... - Odpowiedziałam.
- Oj kochanie, staram się być romantyczny. Nie musimy wchodzić tam, gdzie nie mamy gruntu... - Powiedział.
- No dobrze. - Uśmiechnęłam się promiennie.
- A po za tym, to jeśli ani ja, ani ty nie umiemy pływać to nasze dzieci też nie będą umiały. - Powiedział.
- Dobra ide się przebrać w strój. - Powiedziałam i dałam mu całusa.
- Dla mnie możesz pływać, bez niczego. - Uśmiechnął się cwaniacko.
- Nie przesadzaj. - Odparłam.
Wyciągnęłam z walizki moje czarne bikini i się w nie przebrałam. Gdy oboje byliśmy gotowi poszliśmy na plaże. Trochę się poopalaliśmy, trochę popływaliśmy, nawet na lody poszliśmy w między czasie. Byliśmy też w wesołym miasteczku. Wróciliśmy wieczorem zmęczeni. Od razu rzuciłam się na wielkie łóżko, a Zayn obok mnie.
- Wszystko mnie boli... - Jęknął.
- Mnie też. To przez to słońce. Nie mogę się ruszyć... - Powiedziałam.
- Po prostu spaliliśmy się na słońcu i tyle. Zadzwonię do Liam'a i sie spytam, czy ma jakieś plany, bo tak by nas odebrał z lotniska. - Odparł.
- Będzie fajnie. - Odpowiedziałam, a Zayn z bólem wyciągnął swój telefon z kieszeni i zadzwonił do niego.
- I co przyjedzie? - Spytałam, gdy skończył rozmawiać.
- Tak. - Odpowiedział krótko.
- Pomóż mi dowlec się do łazienki. - Powiedziałam.
- Jak uda mi się wstać to ci pomogę. - Odparł i próbował wstać. Po jakieś chwili udało mu się i pomógł mi.
Za jego pomocą udało mi się dowlec do łazienki.
- Może weźmiemy razem prysznic? - Uśmiechnął się cwaniacko.
- A ty tylko o jednym... - Mruknęłam.
- Nie prawda. W sumie... To myślę tylko o tobie. Więc myślę tylko o jednym. - Powiedział, na co ja zrobiłam facepalma.
- Jesteś idiotom, ale i tak cię kocham. - Dałam mu całusa.
- Więc jak? - Spytał.
- Jak z dzieckiem... - Powiedziałam pod nosem.
- Czyli tak? - Dopytywał.
- Jeny tak! - Prawie krzyknęłam.
- Kocham cię. - Powiedział, a ja mu tylko posłałam groźne spojrzenie.
Po długim chłodnym, oraz relaksującym prysznicu, osuszyliśmy się i przebraliśmy się w piżamy i poszliśmy spać, gdyż rano musieliśmy wstać o 7, bo samolot mieliśmy o 12, a trzeba było się jeszcze przygotować itp.
Rano, się bardzo zdziwiłam, gdyż jak się obudziłam nigdzie nie było Zayn'a i naszych bagaży. Zostawił mnie samą bez niczego? Nie możliwe, ponieważ chodzi jak taka kaleka, bo spaliliśmy się na słońcu. Podeszłam do okna i zobaczyłam, że jego fani już czekają, aż wyjdzie do nich. Nagle poczułam, jak ktoś kładzie ręce na moich biodrach.
- Już wstałaś księżniczko? - Spytał Mulat.
- Tak, a mojego księcia gdzie wywiało z naszymi walizkami? - Zapytałam.
- Po śniadanko, a walizki już są zapakowane w samochodzie, którym mamy dojechać na lotnisko. - Wyjaśnił.
- Ale nie pomyślałeś, że teraz nie mam ciuchów i będę musiała paradować w piżamie i rozmytym makijażu. - Powiedziałam.
- Ależ pomyślałem. Zostawiłem ci maskarę i kredkę do oczu, oraz szczoteczkę do zębów i szczotkę do włosów. Lubię jak masz delikatny makijaż. A jeśli chodzi o ciuchy, to już czekają w łazience, ale najpierw zjedz śniadanie. - Malik.
- Dobra. Skoro tak mówisz... - Ja.
Zjadłam to śniadanie, wzięłam prysznic, umalowałam się, uczesałam i ubrałam w to co uszykował mi Malik, czyli w ten zestaw. Się trochę zdziwiłam, bo nigdy nie miałam takiej bluzki. Ale nie ważne.Umyłam zęby i gotowa wyszłam z łazienki.
- Wiedziałem, że będzie pasować. - Uśmiechnął się Zayn.
- Ohh, kupiłeś mi bluzkę, która jest fantastyczna. - Dałam mu całusa.
- Cieszę się, że ci się podoba, ale musimy już iść, bo jest 10.43, a musimy jeszcze dojechać na lotnisko. - Pocałował mnie czule.
- Okey. - Uśmiechnęłam się.
Ledwie wyszliśmy z hotelu, a już nas zaatakowali paparazzi, a dodatkowo fanki zaatakowały Malika. Z ledwością doszliśmy do czarnego samochodu, którym mieliśmy dojechać na lotnisko. Po paru godzinach dolecieliśmy do kochanego UK. Szukaliśmy samochodu Liam'a, lecz na marne. Nagle zobaczyliśmy...
______________________________________________
Ka bum! Jak tam miśki? Tęskniliście za mną? Wiem, że nie. Nie oszukujmy się. Zdecydowałam iż rozdział będzie dodawany raz, albo 2 razy w tygodniu. o dniach jeszcze zadecyduje...
4 kom = next.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli ktoś zna jakieś blogi o Zayn'ie prosiłabym o linki. DZIĘKUJĘ.
Subskrybuj:
Posty (Atom)